Pięć osób nie żyje i 140 doszczętnie spalonych domów - to bilans trawiącego okolice Boulder pożaru, spowodowanego najprawdopodobniej wypadkiem cysterny z paliwem. Gubernator Colorado, Bill Ritter ogłosił na zagrożonym terenie stan klęski żywiołowej.
Pożar rozprzestrzeniał się w ogromnym tempie. Ogień strawił dwa i pół tysiąca hektarów upraw. Doszczętnie spłonęło ponad sto czterdzieści domów. Płomienie przeskakiwały z jednego budynku na drugi, a strażacy byli bezradni. Musieli wezwać posiłki z sąsiednich stanów. W sumie w walce z żywiołem brało udział 200 strażaków, 24 wozy gaśnicze i kilka helikopterów.
Zniszczone są linie energetyczne i ponad sto dwadzieścia tysięcy gospodarstw domowych nie ma prądu. Władze zarządziły ewakuację trzech i pół tysiąca mieszkańców rejonu Boulder. Jak poinformował gubernator Ritter, akcja gaśnicza dotychczas pochłonęła blisko 5 mln dol.
Zaapelował też do mieszkańców zagrożonych terenów, by uzbroili się w cierpliwość, ponieważ ciągle jeszcze część z nich nie może wrócić do swoich domów.
Jak dodał, przypuszcza się, że przyczyną pożaru było zderzenie samochodu z cysterną, ale na razie jest to przedmiotem trwającego dochodzenia.
Podobny pożar nawiedził Kolorado w dwa tysiące drugim roku, ale wówczas głównie płonęły lasy. Teraz żywioł niszczył zamieszkałe tereny.