Guillermo Farinas nie je i nie pije od ponad dwóch tygodni. W ten sposób domaga się uwolnienia chorych więźniów politycznych. Ale kubański reżim na te wołania pozostaje głuchy. Czy to początek przemian na Kubie, czy też samotna walka zrozpaczonego człowieka?
48-letni Guillermo Farinas jest na granicy życia i śmierci – 16 dni temu podjął nierówną walkę z reżimem braci Fidela i Raula Castro. Od ponad dwóch tygodni nie miał w ustach kawałka chleba ani kropli wody. Wczoraj stracił przytomność. Tuż przed tym zdążył tylko powiedzieć, że jest gotowy na śmierć.
–
To dla mnie zaszczyt, że rząd morduje mnie na oczach międzynarodowej opinii publicznej – mówi dysydent dla agencji Reuters.
Farinas wie, że kubański reżim prędzej pozwoli mu umrzeć na oczach świata niż wysłucha i uwolni więźniów. Tak jak pod koniec lutego pozwolił umrzeć więźniowi politycznemu Orlando Zapacie. Jego protest trwał 85 dni.
Jose Torres, kubańczyk mieszkający w Polsce z przerażeniem patrzy na to, co dzieje się w jego ojczyźnie. –
Dzisiaj się dowiedziałem, że Fidel Castro został wytypowany jako kandydat na pokojową nagrodę Nobla. Jestem po prostu oburzony, trzeba coś zrobić – mówi Torres dla „Wiadomości” TVP1.
Inspiracją dla wielu kubańskich opozycjonistów jest polska historia i nasza walka o wolność. –
Wtedy, kiedy walczyliśmy przeciwko komunizmowi, mieliśmy bardzo silne wsparcie opinii demokratycznej w Europie Zachodniej, Francji, w Niemczech, Wielkiej Brytanii. Dziś tego wsparcia nie mają nie tylko Kubańczycy – mówi Henryk Wujec, niegdyś związany z NSZZ „Solidarność”.
Podobnego zdania jest Zbigniew Romaszewski, działacz opozycji w czasach PRL, który krytykuje bierną postawę wobec jakiegokolwiek nacisku. –
Prezydent Obama boi się przyjąć Dalajlamę, Parlament Europejski nie jest w stanie podjąć rezolucji potępiającej represje w stosunku do Polaków na Białorusi – wylicza Romaszewski.
Eurodeputowany PiS Paweł Kowal w rozmowie z „Wiadomościami” przyznaje, że coraz częściej państwa europejskie „niechętnie angażują się w walkę o prawa człowieka”. –
Coraz częściej zwyciężają jakieś interesy gospodarcze, jakaś doraźna pragmatyka. Coraz trudniej jest naciskać na dyktatorów.
Na Kubie opozycjonistów jest wciąż niewielu. Ich głos skutecznie tłumi władza, a Kubańczycy wolą milczeć – boją się reżimu. Czy dramatyczny protest Gillermo Farinasa przełamie ich strach?