Ministrowie 192 państw zebrani na szczycie klimatycznym
w Kopenhadze, powrócili do rozmów. Negocjacje przerwano po bojkocie, do którego doprowadziły kraje rozwijające się. Zarzuciły one bogatym państwom, że te próbują wypracować znacznie korzystniejsze dla siebie rozwiązania
klimatyczne.
Sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun oświadczył we
wtorek, że państwa bogate i biedne muszą przestać nawzajem się oskarżać i
powinny podnieść swoje cele klimatyczne, by uratować negocjacje na szczycie w Kopenhadze. Ban powiedział, że obie strony – państwa rozwinięte i rozwijające
się – powinny „zacząć przyglądać się sobie w lustrze” i zaproponować bardziej
ambitne rozwiązania przy stole rozmów.
Sekretarz generalny ONZ ostrzegł, że pozostawienie głównych negocjacji
liderom światowym, którzy dopiero mają przybyć do duńskiej stolicy, byłoby
„poważnym błędem".
Przedstawiciele Chin oraz państw G77 opuścili wczoraj
wszystkie zespoły negocjacyjne i wrócili do nich dopiero
dzisiaj. Stało się to na kilka godzin przed rozpoczęciem
ostatniej i najważniejszej części szczytu w Kopenhadze.
Brytyjski sekretarz do spraw zmian klimatu Ed Miliband
przyznaje, że atmosfera jest napięta i że przed
negocjatorami stoi bardzo trudne zadanie, bo czasu na
porozumienie jest mało. Chodzi o ustalenia w sprawie obniżenia emisji
dwutlenku węgla do atmosfery. Nowe limity, nad którymi
właśnie pracują eksperci, mają zastąpić ustalenia
wygasającego za dwa lata protokołu z Kioto.