Wiadomość została wysłana.
Do przemyskiego Ośrodka trafia rocznie kilkadziesiąt saren. – A to specyficzne zwierzęta, wymagające odpowiedniej opieki. Jeden mały błąd popełniony przy opiece nad nimi może skutkować tragicznie i skończyć się nawet śmiercią zwierzęcia – podkreśla Fedaczyński. Dlatego planowane jest kilka pomieszczeń, każde dostosowane do innego etapu leczenia. – Tak żeby gdy mały koziołek jest zziębnięty w czasie zimy miał podgrzewaną podłogę, a gdy zacznie zdrowieć by miał większą powierzchnię do biegania – dodaje. Zwierzęta będą nie tylko leczone, ale i rehabilitowane i dostosowywane do powrotu do natury.
Obecnie najbardziej znanym pacjentem Ośrodka jest koziołek Jacek. Sarnia mama została porwana przez wodę w czasie powodzi. Jej nie udało się uratować weterynarzom. Zrobiono jej jednak cesarskie ciecie i wyciągnięto dwa sarniątka – Jacka i Agatkę. Koziołek przeżył, jego siostra nie miała takiego szczęścia. Teraz dorasta w Ośrodku, ciągle jest karmiony mlekiem z butelki.
Sarny, które trafiają do Przemyśla to albo porzucone młode, albo dorosłe osobniki poranione w wypadkach drogowych lub rolniczych. – Od kilku lat lawino rośnie liczba przywożonych do nas saran. Widać, że ludzie nie umieją przejść obojętnie wobec takiego zranionego zwierzęcia. Zatrzymują się i zabierają go do nas – dodaje szef Ośrodka.
Ośrodek wystąpił już o niezbędne pozwolenia, teraz zbiera pieniądze na inwestycje. W sumie powstanie kilka budynków, a także specjalna zagroda. Szefowie liczą, że prace rozpoczną się już wkrótce, a zakończą w przyszłym roku.
Przemyski Ośrodek znany jest z opieki nad różnymi dziki zwierzętami. Bociany mają tu swój wybieg, a oprócz powszechnych lisów, wiewiórek czy bielików w historii Ośrodka trafił się też niedźwiedź czy nawet... małpa.