Wiadomość została wysłana.
Od krzyża, który postawiono w czasie żałoby ogłoszonej po katastrofie, zgromadzonych przed Pałacem oddzielają barierki policyjne. Stanęli przy nich prezes PiS Jarosław Kaczyński i szef zespołu parlamentarnego badającego katastrofę smoleńską, Antoni Macierewicz.
Kaczyński mówił o tym do zebranych pod Pałacem Prezydenckim. - Musimy walczyć o Polskę, ale nie możemy walczyć o Polskę inaczej niż razem z Kościołem i dlatego sprawa tego krzyża musi być załatwiona razem z Kościołem - mówił prezes PiS. - Jest to możliwe. Jest komitet budowy krzyża, który ma bardzo interesujące propozycje. Jest możliwość uzyskania takiego stanu, który będzie do przyjęcia - jak sądzę - dla wszystkich, który będzie oddaniem honoru tym, którzy tutaj, można powiedzieć, walczyli, byli bici, obrażani, a także tym, którzy mają niekiedy inne poglądy - ocenił Kaczyński, nie precyzując, o które projekty budowy pomnika mu chodzi.
Dodał, że „problem polega na tym, że wszystkie karty ma tutaj władza”.
- Apeluję do Bronisława Komorowskiego, by podjął w tej sprawie decyzję, by skłonił do podjęcia decyzji swoich politycznych przyjaciół. Ta sytuacja musi się skończyć, ale musi się skończyć z honorem. Mamy prawo tego oczekiwać - powiedział były premier. Na zakończenie zaapelował do zebranych o spokojne rozejście się: - A teraz czas po tej pięknej manifestacji, która ludziom mojego pokolenia przypomina lata 80., a nawet 1968 r., czas spokojnie rozejść się do domów”.
Kaczyński na początku przemówienia zaznaczył, że mówi nie jako polityk, ale jako obywatel, „jako jeden z setek ludzi, dla których ta katastrofa była także straszliwym przeżyciem osobistym”, a także jako prawnik. - Jako prawnik musze postawić pytanie, na jakiej podstawie ta część chodnika Krakowskiego Przedmieścia została wyłączona z ruchu, na jakiej podstawie ci policjanci, którzy tu stoją, którzy są tak potrzebni w innych częściach Warszawy (...), strzegą tego miejsca” - pytał były premier. W jego opinii należy znaleźć decyzję administracyjną w tej sprawie i zaskarżyć ją do sądu. - Będziemy szli tą drogą - zapewnił.
Z informacji umieszczonych na stronie internetowej urzędu miasta wynika, że zamiar wieczornego przemarszu zgłosiła osoba prywatna. Jak dowiedziała się nieoficjalnie PAP w ratuszu, marsz zgłosił redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz, który poinformował władze miasta, że weźmie w nim udział tysiąc osób.
Pod Pałacem Prezydenckim zgromadziło się wcześniej ok. 300 osób; doszło do drobnych – jak zaznacza policja – incydentów. Jeden z mężczyzn został zatrzymany i przewieziony na komendę.
Rzecznik komendanta stołecznego policji Maciej Karczyński powiedział, że dochodzi do utarczek słownych pomiędzy osobami, które się tu zgromadziły. – Mieliśmy też jedną przepychankę – najbardziej agresywny z jej uczestników został przewieziony na komendę, kolejnego wylegitymowaliśmy. Był też incydent ze złamaniem krzyża, który przyniósł jeden z uczestników zgromadzenia – dodał Karczyński.