Czy po wyjściu ze szpitala każdy pacjent dostanie wyliczenie, ile kosztowało jego leczenie? Taką propozycję komisja Przyjazne Państwo przedstawi Ministerstwu Zdrowia – dowiedział się serwis tvp.info. Zdaniem jej członków, wprowadzenie pomysłu w życie zmobilizowałoby pacjentów do dbania o swoje zdrowie.
Członkowie komisji napisali w tej sprawie dezyderat, który trafi do Ewy Kopacz.
– Uważamy, że pacjent powinien wiedzieć, na co poszły pieniądze z jego składek podczas pobytu w szpitalu – uzasadnia wiceprzewodnicząca komisji Hanna Zdanowska z PO.
Zdaniem posłów z Przyjaznego Państwa, większość Polaków nie ma świadomości, ile kosztują procedury medyczne. A cena niektórych z nich jest naprawdę wysoka. Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że przykładowo wycięcie wyrostka robaczkowego kosztuje 2,4 tys. złotych, operacja zaćmy – 4,6 tys., popularne udrożnienie naczynia krwionośnego przez umieszczenie stentu – 8 tys., a wszczepienie stymulatora struktur głębokich mózgu nawet 45 tys. złotych.
– W zeszłym roku NFZ wydał na leczenie ponad 57 miliardów złotych. Na samą onkologię poszło 3,5 miliarda – informuje rzecznik NFZ Andrzej Troszyński.
Zdaniem Hanny Zdanowskiej, wprowadzenie pomysłu w życie pomogłoby zmobilizować Polaków do dbania o swoje zdrowie.
– Gdy pacjent dowie się, że jego leczenie kosztowało kilkanaście albo kilkadziesiąt złotych, być może będzie bardziej starał się stosować do zaleceń lekarza. Obecnie pacjenci często ignorują zalecenia mówiące przykładowo o rzuceniu palenia albo przejściu na dietę – wyjaśnia.
W dezyderacie do minister zdrowia posłowie spytają o to, czy pomysł da się zrealizować na gruncie istniejącego prawa. Jeśli okaże się, że to niemożliwe, zastanowią się nad zmianą przepisów na własną rękę.
Czy projekt komisji Przyjazne Państwo znalazłby sejmową większość? Już teraz pomysł krytykują przedstawiciele opozycji.
– To jedna z głupszych propozycji, jakie wyszły z komisji Janusza Palikowa – uważa Bolesław Piecha (PiS), szef sejmowej komisji zdrowia.
– Realizacja pomysłu pociągnęłaby za sobą ogromne koszty, a korzyści byłyby znikome. Nie sądzę, żeby oglądanie faktur nasiliło postawy prozdrowotne. Co gorsza, po zobaczeniu takich wyliczeń u przewlekle chorych pacjentów mogłoby się wytworzyć poczucie winy – dodaje.