Musimy uporać się ze zjawiskiem nielojalności w naszym ugrupowaniu, z grami medialnymi prowadzonymi dla własnych celów itp. Brak pełnego zdecydowania w tej sprawie kosztował nas już zbyt wiele. Członkowie Klubu Parlamentarnego PiS i inne osoby z naszej partii zajmujące eksponowane stanowiska muszą wybrać lojalność lub pójść własną drogą – napisał w liście do działaczy PiS prezes Jarosław Kaczyński. Zapewnił, że informacje o jego dymisji są nieprawdziwe. „To samo dotyczy informacji o tym, że działam pod wpływem jakiejś mającej przewrotne cele grupy” – dodał.
W datowanym na 1 września liście, zamieszczonym na portalu Salon24.pl, prezes PiS Jarosław Kaczyński poinformował też kolegów o potrzebie nowego sposobu komunikowania się władz PiS z członkami partii. „Zdaję sobie sprawę, że większość z Was nie ma po prostu czasu na dokładne śledzenie wszystkich wydarzeń (…) i siłą rzeczy może się znaleźć pod wpływem przekazów całkowicie lub częściowo zafałszowanych. Na najbliższym posiedzeniu Rady Politycznej mamy nadzieję przedstawić nowe sposoby działania w tej kwestii” – zapowiedział prezes. I oznajmił, że powraca do zwyczaju pisania listów.
W swoim tekście Kaczyński zauważa pewną prawidłowość – po sukcesach partii następuje
„szczególne natężenia skierowanych przeciwko niej akcji”. „Są to akcje o specyficznym charakterze, próbujące całkowicie nas zdezawuować, skłócić, podważyć pozycję kierownictwa partii, doprowadzić do kryzysu” – pisze prezes. Ostatnim sukcesem był – przypomina Kaczyński – jego dobry wynik w wyborach prezydenckich.
Zamieszanie w szeregach za sprawą Migalskiego
„Zgodnie z tym, czego można było oczekiwać, nastąpiła reakcja, tzn. kolejna kampania przeciwko nam. I to – jak niestety zdarzało się w przeszłości – z wykorzystaniem członków partii albo ludzi z nią związanych. Chodzi o tzw. list Marka Migalskiego. Trzeba zwrócić uwagę, że nie jest to pierwsze wystąpienie tego europosła, który uzyskał mandat dzięki wysunięciu go przez grupę posłów śląskich i – co muszę przyznać – mojej akceptacji. Pomijając zachowania całkowicie kompromitujące, których nie będę tu opisywał, Marek Migalski już rok temu złamał ważny zakaz obowiązujący w PiS i wystąpił w dyskusji publicznej z Palikotem, czym ogromnie pomógł temu znajdującemu się wtedy w niełatwej sytuacji politykowi PO” – uznał Kaczyński.
„Dziś jego całkowicie bezpodstawne merytorycznie i sformułowane w niedopuszczalnym tonie wystąpienie, ogłoszone w momencie, w którym prowadzone są sondaże partyjne, o czym jako politolog nie mógł nie wiedzieć, stało się elementem potężnej kampanii, której absurdalność jest z jednej strony zabawna, ale z drugiej jednak groźna. Powoduje bowiem zamieszanie w naszych szeregach, a także obniża poparcie społeczne dla nas” – zauważa prezes PiS. I sugeruje, że „osoby w ten czy inny sposób związane z PiS, które biorą w tych wydarzeniach udział” robią to celowo.
Miękka kampania nie odniosła skutku
Zdaniem Kaczyńskiego należy odrzucić próby analiz kampanii wyborczej „na podstawie założeń suflowanych przez niechętne nam media i prawd niezweryfikowanych przez jakiekolwiek empiryczne badania”. Podstawą takiej analizy mogą być – zauważa – „tylko fakty, liczba głosów, ich rozkład przestrzenny w poszczególnych regionach, miastach różnej wielkości, na wsi, porównania z wynikami poprzednich wyborów, analizy zachowań różnych typów elektoratów”.
„Już wstępne rozpoznanie przeprowadzone tą metodą każe podać w wątpliwość różne głoszone w mediach stereotypy, np. ten o skuteczności tzw. miękkiej kampanii, nienawiązywania do sprawy Smoleńska itp. Nie ma dziś jeszcze podstaw do ostatecznych konkluzji, ale wiele wskazuje (...) choćby porównanie wyników w wielkich miastach z 2007 i 2010 roku), że skuteczność różnego rodzaju zabiegów mających zmienić mój wizerunek, a także znaczące ograniczenie tematyki kampanii, np. wykluczenie z niej niemal w całości kwestii związanych z postawą i poprzednią działalnością Bronisława Komorowskiego, nie przyniosło znaczących skutków” – ocenił Kaczyński.
Prezes PiS zwraca tez uwagę, że „sprawa uczczenia śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, Jego Małżonki Marii i wszystkich Ofiar katastrofy jest kwestią o zasadniczym znaczeniu moralnym”, a przypisywanie mu organizacji czy inspirowania akcji obrony krzyża stojącego przed Pałacem Prezydenckim to insynuacja.