Obrońcy ppłk. Marka Miłosza, oskarżonego o umyślne
narażenie śmigłowca wiozącego byłego premiera Leszka Millera na ryzyko katastrofy i nieumyślne doprowadzenie do wypadku, wnoszą o uniewinnienie. Prokuratura natomiast domaga się roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata.
Śmigłowiec rosyjskiej konstrukcji Mi-8 rozbił się w grudniu 2003 r. po awarii obu silników w pobliżu Piaseczna pod Warszawą.
Według prokuratora, Miłosz powinien był przewidzieć ryzyko oblodzenia, które - jak ustaliła Komisja Badania Wypadków Lotniczych - było przyczyną
wyłączenia silników i rozbicia śmigłowca.
Adwokat Andrzej Werniewicz argumentował, że Miłosz prawidłowo wykonywał
podejście do lądowania, nie wiedział o niesprawności czujnika oblodzenia i
nie miał informacji meteorologicznych o ryzyku oblodzenia.
Sam Miłosz prosił sąd, by wydając wyrok uwzględnił wiedzę, jaką dysponowała
załoga tamtego dnia, a nie wszystkie ustalenia, poczynione przez ekspertów
już po wypadku.
Wyrok zostanie ogłoszony 22 marca.