Wiadomość została wysłana.
- Sprawa tzw. incydentu gruzińskiego jest właściwie na ukończeniu. Przesłuchaliśmy już wszystkich świadków poza jedną osobą - Michałem Kamińskim. Wysyłaliśmy już wezwania na wszystkie adresy , jakie nam się udało ustalić, ale bezskutecznie. Nie podejmuje wezwań i nie mamy żadnego sygnału czy stawi się na przesłuchanie – mówi serwisowi tvp.info prok. Mateusz Martyniuk, rzecznik stołecznej prokuratury okręgowej.
Prokuratorzy chcą poznać relację Kamińskiego, ponieważ zrezygnowali już próby przesłuchania prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Kancelaria Prezydenta zapowiadał chęć pomocy przy badaniu sprawy, jednak jak dotąd, nie zapadły żadne konkretne decyzje. Śledczy sparzyli się na takiej współpracy przy wycieku rozmowy prezydenta z ministrem spraw zagranicznym Radosławem Sikorskim. Po kilku miesiącach oczekiwania na odpowiedź, zrezygnowano wówczas z przesłuchania głowy państwa. Kancelaria Prezydenta nie odpowiedziała na żadne z trzech pism prokuratury. Przed kilkoma miesiącami śledczy odsłuchali wywiadów, jakich udzielili uczestnicy incydentu w Gruzji.
Prokuratorzy czekają jeszcze na dokumenty z Gruzji. Tamtejsza prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie ostrzelania konwoju z Lechem Kaczyńskim. Nie wiadomo jednak, jakie są jej ustalenia i czy nasi śledczy będą się mogli z nimi zapoznać. Śledczy od stycznia 2009 r. badają sprawę incydentu gruzińskiego. Kilka miesięcy zajęło sprowadzenie do prokuratury dokumentów dotyczących specjalnych procedur bezpieczeństwa, a także raportów służb specjalnych. Potem w miarę szybko przesłuchano oficerów BOR i wszystkich świadków poza głową państwa i ministrem Kamińskim.
23 listopada 2008 r. około godziny 15.00 czasu polskiego, kolumna prezydentów RP oraz Gruzji pojechała do miejscowości Achałgori przy granicy z Osetią Południową. W czasie postoju, gdy prezydenci byli poza samochodami, nieznana osoba oddała serię z broni maszynowej. Nikomu nic się nie stało. Prezydenci w pośpiechu odjechali z miejsca zdarzenia. Lech Kaczyński sugerował potem, że strzały oddali Rosjanie z pobliskiego posterunku. Następnego dnia minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow uznał zdarzenie za prowokację gruzińską. Do takich samych wniosków doszli też eksperci Centrum Antyterrorystycznego ABW w tajnym raporcie dla najważniejszych osób w państwie.
Tymczasem w dzień po powstaniu raportu Osetyńczycy przyznali, że strzelali w powietrze aby zatrzymać kolumnę samochodów z Gruzji. W sprawie wycieku raportu wszczęto śledztwo. Zdaniem radia RMF prokuratorzy badający tę sprawę uznali za źródło przecieku Piotra Kownackiego, szefa Kancelarii Prezydenta. On sam zaprzeczył podejrzeniom. Jednak w piątek ma usłyszeć zarzuty w tej sprawie.