– Wszystkie dotychczasowe projekty ustaw regulujących rynek hazardu napisali urzędnicy, którzy nie mają pojęcia o praniu brudnych pieniędzy – powiedział Ryszard Naleszkiewicz, były prezes Polskiego Monopolu Loteryjnego. Zwrócił też uwagę na to, że ustawy miały zawsze kształt zgodny z oczekiwaniami branży hazardowej.
Naleszkiewicz ocenił przed hazardową komisją śledczą, że nie jest możliwa
likwidacja prawna tzw. jednorękich bandytów; możliwe byłoby natomiast
„wypchnięcie ich” przez konkurencyjne wideoloterie. Według niego, wszędzie tam, gdzie się one pojawiły biznes jednorękich bandytów stawał się nieopłacalny.
Niestety, choć weszły w życie aż trzy ustawy hazardowe (autorstwa SLD, PiS, a teraz Platformy), nigdy nie pozwolono uruchomić firmom państwowym wideoloterii.
– Jedyny projekt, który zlikwidowałby jednorękich bandytów, nie wiadomo dlaczego zniknął – mówi Naleszkiewicz.
A szkoda, bo jak mówił były szef Polskiego Monopolu Loteryjnego możliwości kontroli wideoloterii są nieporównywalnie większe niż gier na automatach o niskich wygranych. Jego zdaniem „wideoloteriom w Polsce ktoś przyprawia gębę”.
– Ten proces trwa od chwili, gdy w 2001 r. w pierwszym praprojekcie zmiany ustawy o grach losowych pojawiła się nazwa wideoloteria. Doskonale wiedzą niektórzy
co powoduje pojawienie się państwowych wideoloterii w stosunku do prywatnych
jednorękich bandytów: one znikają, także z legalnych kasyn, są nieatrakcyjne – przekonywał. Przyznał, że dlatego właśnie był za obniżeniem podatku od
wideoloterii.
Naleszkiewicz podkreślił, na tzw. jednorękich bandytach można oszukiwać nawet obecnie.
– Oszukiwać nie wolno tylko wtedy, jeżeli jest kontrola nastawiona na zwalczanie oszustwa; kontrolujący wie czego szukać – zaznaczył. Ocenił przy tym, że nie da się zakazać gier na automatach o niskich
wygranych, bo nawet jeśli – tak jak stało się to obecnie – wprowadzi się
odpowiednie przepisy prawne zakazujące gry na tzw. jednorękich bandytach,
automaty znajdą się w szarej strefie.
Zdaniem byłego szefa, uchwalona ostatnio ustawa Platformy likwiduje nie tylko wideoloterie, ale też automaty, a to oznacza powstanie nie tyle szarej, co czarnej strefy, czyli nielegalnych domowych salonów gry, gdzie automaty zastąpią komputery.
– Goście przychodzą do właściciela mieszkania i mówią: „daj nam możliwie pograć". Właściciel sprzedaje karty z paskiem magnetycznym i wyskakuje, że to jest 50 stawek po 2 złote. Płyta się zaczyna kręcić i se gramy – opisywał Naleszkiewicz.
Jak stwierdził, takie płyty z wersją jednorękich bandytów można już kupić na polskich bazarach. Rozwinie się też hazard w internecie, bo premier uległ ostatnio internautom.