–
Jeżeli prokuratura będzie o to wnosiła, to oczywiście jest to proceduralnie możliwe i jeżeli tak będzie, to oczywiście będą senatorowie się zajmowali takim wnioskiem prokuratury – mówi senator PO, Mariusz Witczak.
Prowadzący sprawę prokurator Józef Gacek w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" dziwi się pierwszej decyzji Senatu. „Prokuratorzy, którzy zapoznali senatorów z wnioskiem o uchylenie immunitetu, zaproponowali im wgląd do akt śledztwa. Tymczasem przed podjęciem decyzji nikt z członków Senackiej Komisji Etyki nie zapoznał się ze zgromadzonym w śledztwie materiałem dowodowym. Takie działanie jest zaskakujące z punktu widzenia poszanowania zasady państwa prawa”.
Dlaczego komisja regulaminowa nie chciała zaglądać do akt śledztwa? Jej szef tłumaczy, że nie było to jej obowiązkiem, a wniosek prokuratury był wadliwy.
–
Analizowaliśmy tylko wniosek prokuratury taki, jaki on w danym momencie był. Nie taki jak mógłby być gdyby uwzględniono wszystkie fakty, które być może są w dokumentacji – zaznacza przewodniczący senackiej komisji regulaminowej, etyki i spraw senatorskich Zbigniew Szaleniec.
Akta sprawy senatora Platformy - zdaniem prokuratury - są jednoznaczne. „Zapoznanie się z treścią nagrań pozwoliłoby osobom decydującym o uchyleniu immunitetu na stwierdzenie, iż zachowanie senatora jest typowe dla zażywania kokainy”.
Nieuchylenie immunitetu złą decyzją
Żal do swoich kolegów z Senatu ma też minister sprawiedliwości. –
Było złą decyzją nieuchylenie tego immunitetu, bo ona uniemożliwiła dalsze czynności, także te w zakresie przedstawienia swojej wersji wydarzeń, przedstawienia swoich racji w tej sprawie Krzysztofowi Piesiewiczowi – mówi Krzysztof Kwiatkowski.
Prokuratura zdecydowała się ujawnić kulisy śledztwa, bo - jak mówi - przekaz medialny w sprawie Krzysztofa Piesiewicza dotychczas odbiegał od rzeczywistości. „Po odmowie przez Senat uchylenia mu immunitetu prokuratura zwróciła się do niego z prośbą o pobranie włosów, by wykonać badania chemiczno-toksykologiczne. Senator odmówił".
Piesiewicz po ujawnieniu filmów - na których widać, jak zażywa przez nos biały proszek – mówił, że nie była to kokaina, a sproszkowany lek. Obrońcy senatora po głosowaniu w senackiej komisji argumentowali, że polityk padł ofiarą szantażystów.
–
Podtrzymuję swoje zarzuty odnośnie prokuratury. To nie ofiarę przestępstwa trzeba najpierw ścigać, tylko samych przestępców – mówi senator PiS, Piotr Andrzejewski.
Szantażyści usłyszą zarzuty w nadchodzącym tygodniu. Nie wiadomo, czy Senat wróci do sprawy immunitetu Piesiewicza. Być może senator posłucha sugestii premiera.
–
Myślę, że senator Piesiewicz jako człowiek niezwykle dojrzały i inteligentny, po tych przejściach wie najlepiej, co powinien zrobić – powiedział Donald Tusk.
Senatorowie Platformy poza kamerami mówią, że nie wyobrażają sobie powrotu Piesiewicza do parlamentu i liczą, że zrezygnuje on z senatorskiego mandatu. A to otworzyłoby drogę prokuraturze do postawienia zarzutów i ewentualnie sądowi do wyjaśnienia, w co senator był uwikłany.