Szpital Czerniakowski w Warszawie, gdzie w dramatycznych okolicznościach zmarła 45-letnia pacjentka, zostanie skontrolowany przez resort i NFZ – zapowiedziała minister zdrowia Ewa Kopacz.
Gdy Ewa Trautman trafiła w piątek 13 sierpnia na oddział ratunkowy do szpitala, była jeszcze przytomna. Po godzinie lekarze stracili z nią kontakt, wykonano tomografię, ale przez weekend nie było radiologa, który by opisał zdjęcia. Pacjentka zmarła.
Minister zdrowia zapowiedziała, że do szpitala skieruje kontrolerów z departamentu kontroli i nadzoru ministerstwa zdrowia. Dodała, że wystąpiła także do prezesa NFZ, by ten sprawdził, czy placówka realizowała zgodnie z planem kontrakt zawarty z funduszem.
Kopacz podkreśliła, że jeśli nie był on prawidłowo realizowany, zostaną wyciągnięte stosowne konsekwencje. Minister wystąpiła także do samorządu lekarskiego, który ma sprawdzić, czy nie doszło do zaniechania ze strony personelu placówki.
Ewa Trautman po tym, jak trafiła do Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie, miała dwukrotnie wykonywaną tomografię. Ponieważ nie było w placówce radiologa, nie miał kto opisać zdjęć. Dyżurująca młoda lekarka zadzwoniła do prof. Jerzego Jurkiewicza, którego szpital zatrudnia jako konsultanta. Ponieważ był poza Warszawą, zdjęcia z tomografu lekarka przesłała przez telefon komórkowy.
W kolejnych dniach diagnoza pacjentki zmieniała się kilkakrotnie. Jej mąż przewiózł kobietę do szpitala MSWiA, ale nie udało się jej uratować.
W czwartek „Gazeta Wyborcza”, która jako pierwsza informowała o śmierci pani Ewy, opisała kolejny przypadek śmierci pacjenta w Szpitalu Czernikowskim, który trafił na oddział przed weekendem, a po tomografii głowy nie miał kto podczas wolnych dni opisać zdjęć, ponieważ nie było radiologa.
W kolejnych dniach stan mężczyzny pogarszał się. Trafił do innego szpitala – na Lindleya i do dziś pozostaje w śpiączce.
Zgodnie z rozporządzeniem resortu zdrowia, oddziały ratunkowe muszą mieć stale obecnych radiologów.