Cielęce parówki, w których cielęcina była tylko na etykiecie, sprzedawali pracownicy jednego z zakładów mięsnych. Tym razem nie skończy się jednak na drobnych mandatach – pracownikom grozi aż 10 lat więzienia.
Prokuratura w Zielonej Górze skierowała do sądu akt oskarżenia dotyczący fałszowania składu wędlin produkowanych przez jeden z lubuskich zakładów mięsnych. Sprawa dotyczy produktów, które miały zawierać cielęcinę. Jak poinformowała Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze, na ławie oskarżonych zasiądzie dyrektorka zakładu oraz jego technolog, a zarazem kierowniczka produkcji.
Oskarżonym zarzucono, że od 2006 roku do maja 2008 roku, mając wpływ na decyzje handlowe w zakresie produkcji wyrobów mięsnych, zafałszowywały składniki
tych wyrobów. Sprawa dotyczy dwóch rodzajów wędlin produkowanych w tym zakładzie - wędzonki cielęcej pieczonej oraz parówek cielęcych. W obu przypadkach wyroby te, wbrew nazwie i opisom na etykietach, nie zawierały mięsa cielęcego.
W śledztwie ustalono, że w przypadku cielęciny parzonej podejrzenia doprowadziły pokrzywdzonych do niekorzystnego rozporządzenia pieniędzmi w kwocie ponad 1 mln zł, a w przypadku parówek – prawie 400 tys. zł.
Prokuratorzy analizując faktury ustalili, że zakłady mięsne, zarządzane przez 55-letnią oskarżoną, nie dokonały zakupu nawet kilograma mięsa cielęcego. W tym samym czasie
te same zakłady sprzedały łącznie 1215 ton produktów w postaci cielęciny pieczonej i parówek cielęcych.
Postawione w stan oskarżenia kobiety naruszyły postanowienia ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia
oraz kodeksu karnego. Z uwagi na znaczną wartość oszustwa grozi im od roku do 10 lat więzienia.