Strona główna » Informacje » Nauka
Czy zniknie tradycyjna książka?

Cała wiedza w sieci

Autor: Andrzej Tadeusz Kijowski
  • A
  • A
  • A
21:20
11.02.2010
150 milionów złotych przeznaczy corocznie Ministerstwo Nauki na udostępnienie wszystkim uczelniom wyższym w Polsce dostępu do baz danych składających się na Wirtualną Bibliotekę Nauki. To wzrost wydatków na ten cel o 30 milionów zł. Jednak ilość korzystających powiększa się niewspółmiernie.
Biblioteka dostępna bez wychodzenia z domu? (fot. PAP/Andrzej Wiktor)
Biblioteka dostępna bez wychodzenia z domu? (fot. PAP/Andrzej Wiktor)

Cała współczesna literatura naukowa jest już dostępna w formie elektronicznej. Szczególnie ta z dziedzin ścisłych, choć i dla humanistów znajdzie się coś w EBSCO, bazie 12 000 tytułów czasopiśmienniczych, dającej dostęp pełnotekstowy (umożliwiający ściągnięcie całego artykułu). Pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego i dwustu innych głównych uczelni wielkiej różnicy nie poczują. Ośrodki te bowiem już od kilku lat przy 50 proc. udziale Ministerstwa Nauki dawały dostęp do tych treści.

Projekt zainicjowano jeszcze w nieistniejącym już Komitecie Badań Naukowych. - O współpracę poprosiliśmy wówczas specjalistów od modelowania matematycznego i komputerowego - mówi Jan Krzysztof Frąckowiak, wieloletni sekretarz naukowy tej instytucji kierujący dziś brukselskim Biurem Promocji Nauki.  – To z pewnością dobra inicjatywa, choć znając pewną niechęć polskiego środowiska naukowego do elektroniki bardziej być może skierowana do doktorantów niż do profesorów - dodaje.

 - Nie ulega wątpliwości, że zwiększa się niepomiernie dostępność światowych osiągnięć z jednej, z drugiej zaś strony i nasz dostęp do światowych rankingów staje się łatwiejszy dzięki udostępnieniu 1300 uczelniom w Polsce, (wszystkim, posiadającym status akademicki) dostępu do Web Of science czyli tzw. bazy cytowań - podkreśla Jolanta Stępniak, dyrektor biblioteki Politechniki Warszawskiej uczestnicząca w licznych gremiach i zespołach ds. infrastruktury informatycznej przy Radzie ds. Nauki.

Dyrektor Stępniak przyznaje, że podstawowa wątpliwość wobec Wirtualnej Biblioteki wiązała się z pytaniem, czy celowym jest zniesienie jakichkolwiek opłat dla wszystkich uczelni za dostęp do tych danych. - Tego, co darmowe się nie ceni - mówi. Jednak wydatek Ministerstwa Nauki związany jest też z podniesieniem liczby korzystających z bazy z ok. 200 do 1300 czyli o 650 proc.

Podobnie sądzą też humaniści. Choć prof. Grzegorz Godlewski z Katedry Kulturoznawstwa Uniwersytetu Warszawskiego, czy prezes Polskiego Towarzystwa Socjologicznego prof. Piotr Gliński wiele sobie i swoim studentom po tych bazach nie obiecują. Twierdzą, że ten kto chce się naprawdę zorientować, co się w światowych trendach dzieje, powinien jednak ruszyć w świat - jak za czasów Kochanowskiego czy Abelarda. Czasopisma to jedno, ale kontakty z ludźmi, rozmowy wirtualne światy nie zastąpią.

Nie ulega wątpliwości, że każde poszerzenie dostępnych źródeł jest wartościowe. Jeszcze więcej zależy od tego, jak szeroka będzie wiedza na temat możliwości, jakie to daje. Także szeregowym pracownikom nauki: doktorantom, habilitantom. - Jeśli uczelnia, w której ma się otwarty przewód doktorski czy habilitacyjny wyrazi na to zgodę, ICM otworzy konto również takiemu pracownikowi - zapewnia profesor Marek Niezgódka, dyrektor Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego.

Udostępniane dziś narzędzia mogą się wydawać nieco anachronicznie, zwłaszcza gdy porównamy je z wygodnymi mechanizmami, jakie dają przeglądarki internetowe. Google scholar czy Google books to jednak co innego. Profesor Niezgódka ma patent na wszystko. W ICM-ie zespół pod jego przewodem po przeforsowaniu idei Wirtualnej Biblioteki Nauki, która udostępnia czasopisma, przedstawił projekt zakupu od najbardziej znanych wydawców e-podręczników pełnych kolekcji książek. Projekt ten o kryptonimie „Nike” nie został jednak zaakceptowany i obecnie w Ministerstwie Nauki rozpatrywane są protesty Zespołu w tej sprawie.

Tak więc zainicjowana w 1996 roku rewolucja cyfrowa trwa. Już wtedy Bill Gates obiecywał, że za lat dziesięć książka tradycyjna będzie taką rzadkością jak dziś oryginał obrazu. Daleko nam jeszcze do realizacji tej wizji – choć znacznie się przybliżamy. Możemy mieć coraz więcej, przeszukiwać szybciej, gromadzić wiele. I coraz większa ilość ludzi oraz instytucji ma dostęp do wiedzy otwartej.

Pozostaje tylko pytanie, czy to co ważne ujawnia się w sieci. Czy myśli cenne nie psują się w tłumie?

Na forum

Jaki jest sens robienia tych manifestów i strajków pod krzyżem??...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: