Niemieccy, norwescy i amerykańscy naukowcy zaprezentowali szczątki liczącego 47 milionów lat szkieletu lemura, prawdopodobnie bezpośredniego łącznika między małpami a ludźmi w łańcuchu ewolucji. – Teoria ewolucji została ostatecznie potwierdzona – wiwatują paleontolodzy.
Odkrycie okrzyknięto ósmym cudem świata. Naukowcy skompletowali w 95 procentach szczątki małego lemura. Lemura jednak niezwykłego. Naukowcy dowodzą, że zwierzę jest brakującym ogniwem w teorii Darwina.
– To jeden z naszych przodków. Moglibyśmy nazwać go członkiem naszej rodziny, choć to może nie jest naszą pra-pra-matką, ale bardziej pra-pra-ciotką – mówi o lemurze dr Jens Franzen.
Przez dwieście lat zaginionego ogniwa ewolucji poszukiwały rzesze naukowców – paleontologów i historyków. Szukał go też sam twórca teorii ewolucji – Karol Darwin. Naukowe odkrycie jest nie tylko ważne, ale i zaskakujące. Okazuje się, że szczątki lemura wydobyto spod ziemi już 25 lat temu! Tyle, że przez ten czas leżały na półce niczego nieświadomego zbieracza spod Frankfurtu.
– Te szczątki dają nam odpowiedź na niemal wszystkie pytania w dyskusji dotyczącej ewolucji ssaków wyższego gatunku – cieszy się dr Holly Smith.
Eksponat na razie jest w Nowym Jorku, ale jeszcze w tym miesiącu trafi do londyńskiego Natural Museum. Tam na jeden dzień szczątki lemura zostaną zaprezentowane zwiedzającym.