Właściciele sklepów każdego miesiąca liczą straty, jakie ponieśli przez złodziei. Nie pomagają dodatkowi pracownicy, ochroniarze ani kamery monitoringu. Towary jak znikały ze sklepowych półek, tak znikają. A sklepikarze są bezradni. O tym jak prawo chroni „amatorów cudzego” przekonał się przedsiębiorca z Lublina. Gdy wywiesił ich zdjęcia w sklepie, okazało się, że to on złamał prawo…
Złodzieje to zmora handlowców, którzy chwytają się wszelkich sposobów, aby chronić swój biznes. Wywieszają np. ich zdjęcia na witrynach sklepowych. Niestety prawo jest przeciwko nim, bo nawet, jeśli kradzież jest dobrze udokumentowana, na przykład zarejestrowana kamerami monitoringu, wizerunek i dane osobowe sprawcy są chronione przez prawo.
Prawo pozwala na publikację wizerunku podejrzanych ze względu na dobro śledztwa lub interes społeczny. Decyzję w tej sprawie może podjąć prokuratura bez zgody sądu. Gdy tej zgody nie ma, złodziej musi pozostać anonimowy. I czuje się bezkarny. W efekcie, bez najmniejszego wahania kradnie wszystko, co wpadnie mu w oko. A na kradzieżach sklepowych tracą nie tylko sklepy, ale każdy z nas, bowiem koszty procederu przerzucane są na klientów. W zeszłym roku statystyczny Polak „zapłacił" za złodziei po 150 zł.
Pan Janusz wspólnie z bratem otworzył sklep z biżuterią i kosmetykami w Biłgoraju. Chcieli uczciwie zarabiać. Ale od kilkunastu miesięcy w kasie ciągle brakuje pieniędzy. Wszystko zaczęło się w sierpniu ub. roku, gdy w biały dzień kilka złodziejek ukradło towar za 650 zł.
Kradzież zarejestrowały kamery. Na nagraniu widać, jak sprawczynie wchodzą kolejno do sklepu, robią sztuczny tłok, a następnie kradną, co popadnie i wychodzą. Monitoring z nagraniami przekazany stróżom prawa, nie przyniósł rozwiązania. Policjantom nie udało się wpaść na ich trop.
Zdesperowani właściciele postanowili sami znaleźć bat na złodziei. Na drzwiach sklepu wywiesili zdjęcia dziewczyny z ostrzeżeniem: „Uwaga! Złodziej”. I galeria podziałała!
– Poskutkowało, bo gdy kilka dni temu znowu się u nas pojawiła i zobaczyła na ścianie swoją fotografię, poczerwieniała i szybko wyszła – opowiada pan Janusz, dodaje jednak, że szybko pojawili się jednak następni. Tym razem z półki zniknął zegarek, kolczyki i bransoletki warte prawie 150 zł. I znowu wszystko zarejestrowały kamery, a nagranie trafiło na komisariat. I znów umorzenie „z powodu niewykrycia sprawcy”.
– Ręce opadają – denerwuje się handlowiec, umieszczając kolejne zdjęcia przy poprzednich.
Tymczasem jak twierdzi dr Piot Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka wieszanie wizerunku osoby podejrzanej ale nie skazanej jest po prostu nielegalne.
– Dopóki nie zapadł wyrok, dziewczyna jest niewinna. Może natomiast oskarżyć właściciela sklepu o zniesławienie – dodaje. Zdarzenia z Biłgoraju nie są niestety odosobnione.
Z podobnymi problemami borykają się tysiące właścicieli sklepów w całej Polsce. Dwaj sprawcy z Chorzowa, którzy ukradli 500 paczek papierosów i 28 tys. zł utargu, dla utrudnienia identyfikacji naciągnęli na głowy kaptury, a na dłonie lateksowe rękawiczki. Nie wiedzieli tylko, każdy ich ruch jest rejestrowany przez ukrytą kamerę.
Kradzież trwała niewiele ponad dwie minuty a na kilku klatkach nagrania doskonale widać twarz jednego ze złodziei. Jednak także tu prawo nie stoi po stronie poszkodowanych. Gdy właścicielka sklepu umieściła film w internecie, okazało się, że grozi jej ... odpowiedzialność karna.
– Uznałam, że to jedyna skuteczna metoda. Tego wymaga interes społeczny. Nie może być tak, że sprawca ma więcej praw niż ofiara. Jeżeli złodzieje czują się pokrzywdzeni, niech się ujawnią i złożą zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa – przekonuje.
Kradną jak świat długi i szeroki
Z ogromnymi kosztami kradzieży, właściciele sklepów toczą na całym świecie. Już od lat na czele stawki plasuje się – królowa najwyższych strat – Wielka Brytania. Dużo kradzieży odnotowuje się także we Francji, Włoszech i Hiszpanii. Powody do radości mają natomiast Szwajcarzy, Austriacy i w Niemcy, gdzie ilość tych przestępstw jest znikoma.
Wśród krajów z Europy Wschodniej i Środkowej Polska ponosi największe straty. Najniższe wskaźniki zanotowano w Republice Czeskiej, na Słowacji i na Węgrzech.