Strona główna » Informacje » Ludzie
Testy tańsze niż działka

Narkotyki – leczyć, czy karać?

Autor: Andrzej Tadeusz Kijowski
  • A
  • A
  • A
19:59
17.02.2010
Prawie co piąty licealista ćpa! Ale tendencja wzrostowa ponoć została zatrzymana. W roku 2003, do używania narkotyków przyznawał się co czwarty siedemnastolatek. Sejmowa Komisja Zdrowia przyjęła informację o realizacji działań wynikających z Krajowego Programu Przeciwdziałaniu Narkomanii za lata 2007– 2008.
Narkotyki wciąż sieją spustoszenie (fot. arch.)
Narkotyki wciąż sieją spustoszenie (fot. arch.)
Badania przeprowadzane na reprezentatywnej grupie wskazują, że w roku 2003 przyznawało się do kontaktu z narkotykami 14,5 proc. uczniów trzecich klas gimnazjalnych i 26,5 proc. licealistów z drugiej klasy. W roku 2007 zaobserwowano tendencję spadkową. Już „tylko” 17,4 proc. licealistów i 11 proc. gimnazjalistów przyznaje się do kontaktu z narkotykami.

Zdaniem Adama Nyka z „Monaru” – szefa warszawskiej Rodzinnej Poradni Profilaktyki i Terapii Uzależnień dane te mogą być nawet nieco zawyżone. Tak wynika z praktyki. Jakkolwiek nie ulega wątpliwości, że „dragi”, które jeszcze 40 lat temu były zjawiskiem całkowicie marginesowym – stały się elementem stylu życia pokolenia dzieci kwiatów.

Dla Polaka była to wówczas pełna abstrakcja. Przez 40 lat sytuacja jednak dramatycznie się zmieniła. W pierwszej połowie lat 90. Polska znalazła się na szlakach transferu heroiny z Azji do Europy Zachodniej. Od transferu do konsumpcji jeden krok i tak odurzanie stało się elementem stylu życia. Z jednej strony pełna gama narkotyków miękkich i twardych, tzw. dopalaczy, wreszcie lekarstw (z tymi na kaszel na czele), z których bez problemu można zrobić substancję odurzającą.
Jak z tym walczyć? Jak temu przeciwdziałać? Leczyć, czy karać? Dotychczas polskie prawodawstwo zdecydowanie szło w stronę wykorzeniania. Ku penalizacji. W Polsce w odróżnieniu od sąsiednich Czech nie można nawet na własny użytek posiadać ani grama narkotyku. Za południową granicą jest to dopuszczalne. Narkotyki przenikają coraz łatwiej przez zniesione bariery zjednoczonej Europy. Młodzież trafia na nie wszędzie. Zresztą – nie tylko młodzież.

Pokolenie ‘68 hippisów – rocznik 50 przekroczyło sześćdziesiątkę. Oni też to „brali”. Jeszcze nie do końca wiedzą, że narkotyk jest złem bezwzględnym. Po rewolucji, jaką był zbudowany przez Marka Kotańskiego w latach 70. i 80. zeszłego wieku ruch odnowy dziś wspomnienia pięknych lat 60. mogą mieć posmak słodyczy lat młodości.

Słychać to w toczącej się dyskusji nt. profilaktyki. Wydaje się na nią w skali roku w granicach 150 mln złotych. Ogłasza akcje, choćby takie jak kampania Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii pod hasłem: „Brałeś? Nie jedź! Po narkotykach rozum wysiada”. Bardzo wielu ekspertów w łącznie z cytowanym już Adamem Nykiem opowiada się jednak przeciwko akcyjności i penalizacji. Dla ludzi Monaru celem nie jest walka z narkotykiem. Traktują go jak zło konieczne. Skupiają się na skutkach, próbują pomóc młodzieży. Nie czują się na siłach walczyć z przyczynami.

A może warto zacząć od spraw najistotniejszych. Uświadomić sobie, że 1/5 kontaktujących się z narkotykami młodych ludzi, to liczba zastraszająca. Nie znaczy to naturalnie, że wszyscy uzależnią się. Rodzice mają bardzo małe możliwości kontrolowania dorastającej młodzieży, test narkotykowy w aptece kosztuje tyle samo, jeśli nie więcej, niż „działka” kokainy. Kilkadziesiąt złotych. Owszem, bezpłatnie takie testy dostać można w Monarze – przecież jednak nie każdy to wie. Takich ośrodków w Polsce jest trzydzieści kilka. Nie każdy się tam uda. I nie ma co tłumaczyć, że farmaceuci wzbogacą się na dotowaniu takich leków. Niech się bogacą. Wszak nie ulega wątpliwości, że kupując wiele państwo będzie w stanie wynegocjować dużo korzystniejsze ceny. Jeśli profilaktyka ma być powszechna i dostępna testy powinny być powszechne i tanie.

Z tym pytaniem zwróciliśmy się do Piotra Jabłońskiego – dyrektora Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii. Po namyśle przyznał, że sprawa jest bulwersująca, lecz nikt na nią po prostu nie zwracał dotąd uwagi. Być może dlatego, że specjaliści mają do takich testów dostęp i zapominają, że sami kontaktują się jednak z wypadkami skrajnymi. Zjawisko jest jednak, jak wynika z badań ESPAD, dokonanych na próbie reprezentatywnej - dużo powszechniejsze niż się poradni wydaje.

Otrzymaliśmy zapewnienie, że na najbliższym spotkaniu rady ds. ścigania narkomani dyrektor Jabłoński spróbuje ten temat poruszyć i zastanowić się – wraz z Głównym Inspektorem Farmaceutycznym – co można zrobić, by obniżyć koszta powszechnie dostępnych testów narkotykowych.

Na forum

Jaki jest sens robienia tych manifestów i strajków pod krzyżem??...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: