Major „Łupaszko”, a właściwie Zygmunt Szendzielorz, od początku swej działalności w 1939 r. był otoczony legendą: jako bezwzględnie walczący z okupantami.
„Łupaszko” był oficerem zawodowym, podczas przeprawy przez Wisłę w 1939 r. wyprowadził swój szwadron bez ubytku. Potem dostał się do niewoli sowieckiej, z której uciekł jesienią 1939 r. i rozpoczął walkę podziemną. W 1943 włączył się do partyzantki i został dowódcą 5. Wileńskiej Brygady AK, czyniąc z niej najliczniejszą i najsilniejszą brygadę na Wileńszczyźnie.
–
Od jesieni 1943 roku, byłam podwładną „Łupaszki”, był wspaniałym dowódcą, był dowcipny, ale jednocześnie potrafił wymagać, każdy chciał go naśladować – wspomina Lidia Lwow, była sanitariuszka w jego brygadzie.
–
Mieliśmy aż trzech wrogów – Niemców, Rosjan, Litwinów. Do 1945 roku codziennie z kimś walczyliśmy. Warunki zmieniły się w 1946, kiedy zaczęliśmy walkę na terenie Pomorza i Warmii – te tereny były nasycone wojskiem polskim i rosyjskim NKWD – unikaliśmy akcji – wspomina Lwow.
Jak podkreśliła, 1946 rok był dla partyzantów trudny, w 1947 roku Lwow i „Łupaszko” wycofali się z partyzantki i od tamtej pory ukrywali się w Zakopanem jako para turystów, co miesiąc zmieniając mieszkanie.
W 1948 zostali zatrzymani w Makowie Podhalańskim: –
Poznaliśmy w górach człowieka ukrywającego się przed wojskiem, mieszkaliśmy z nim. Pewnego dnia wojsko otoczyło cały dom, milicjanci weszli na górę, sprowadzili… To był ich człowiek, ten, który udawał, że uciekał przed wojskiem. Pół godziny później zawieźli nas do Myślenic a potem do Krakowa – opowiada była sanitariuszka.
Oboje zostali umieszczeni w mokotowskim więzieniu na ul. Rakowieckiej w Warszawie. W 1950 roku rozpoczął się proces byłych członków Okręgu Wileńskiego AK, w którym oni i reszta partyzantów zostali oskarżeni. Wszyscy, oprócz kobiet, zostali skazani 2 listopada 1950 r. przez sędziego Mieczysława Widaja na wielokrotną karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 r. w więzieniu na Mokotowie.
Na miesiąc przed śmiercią Lwow ostatni raz widziała „Łupaszkę”. –
Wtedy zaproponował mi małżeństwo, byłam zaszokowana, nie mogłam nic powiedzieć – wspomina Lidia Lwow. Podczas tego ostatniego spotkania „Łupaszko” obiecał, że poinformuje swoją ukochaną o egzekucji. 8 lutego Lwow „odczytała” ją z odgłosów lufcika uderzającego o szybę nadanych alfabetem Morse’a.