W Stanach Zjednoczonych gwałtownie rośnie liczba tzw. obywatelskich milicji – paramilitarnych organizacji, które stawiają sobie za cel obronę porządku w przypadku zagrożenia. Jest ich już około 500. Prowadzą oczywiście ćwiczenia strzeleckie, co w kraju powszechnej dostępności broni palnej nie jest trudne. Jedni widzą w milicji zagrożenie, inni przeciwnie – gwarancję spokoju.
Raz w miesiącu, w głębokim lesie, 60 kilometrów od najbliższego miasta, członkowie paramilitarnej organizacji znanej jako Ochotnicza Milicja Południowo-Wschodniego Michigan trenują marsze, strzelanie i taktykę wojskową.
–
Celem naszej organizacji jest pomagać ludziom, nauczyć się reagować w sytuacjach kryzysowych, takich jak klęski żywiołowe, przestępstwa, inwazja czy atak terrorystyczny – tłumaczy Lee Miracle, członek organizacji.
Część z nich obawia się, że lewicowy rząd Baracka Obamy będzie chciał ich pozbawić gwarantowanych dotąd praw. W tym prawa do posiadania broni. –
Dla mnie to nie jest ekstremizm, po prostu jesteśmy odpowiedzialnymi obywatelami w myśl naszej konstytucji – tłumaczy Thomas.
Członkowie tej organizacji twierdzą, że nie są wrogami rządu i struktur państwowych ale, że chcą być przygotowani na wypadek, „gdyby to rząd stał się wrogiem”.
–
Jedni twierdzą, że ci ludzie to tylko nieszkodliwi skauci biegający po lasach z bronią na ostrą amunicję. Inni uważają, że są naprawdę niebezpieczni, ale wszyscy mają nadzieję, że członkowie milicji obywatelskich nigdy nie zrobią użytku ze swoich umiejętności – tłumaczy korespondent TVP w Stanach Zjednoczonych, Marcin Firlej.
Dlaczego? Taki trening przydaje się tylko w sytuacjach ekstremalnych. Wszyscy członkowie milicji Michigan podkreślają, że dobrze jest wtedy znać sztukę przetrwania i wiedzieć, choćby jak udzielić pierwszej pomocy.
–
Naprawdę uważamy, że obowiązkiem każdego obywatela jest nauczyć się dbać o samego siebie – mówi Michael Lackomar.
Od czasu wyboru Baracka Obamy na prezydenta USA, liczba ekstremistycznych lub paramilitarnych bojówek wzrosła w Stanach Zjednoczonych ponad trzykrotnie. Rok temu było ich w całym kraju zaledwie 150 – dziś liczbę takich aktywnych grup szacuje się na pół tysiąca.
Rośnie też liczba ich członków. Działalność tego typu organizacji jest monitorowana.