Strona główna » Informacje » Kultura
„Biała wstążka”

U źródeł zła

Autor: Beata Zatońska
  • A
  • A
  • A
12:10
20.11.2009
hit
Prowokująca kronika kryminalnych wydarzeń, która w istocie jest wizjonerską wiwisekcją patologii społecznych i rodzinnych. Haneke, filozof i moralista kina, pokazuje, jak rodzi się zło. Ostrzega przed ślepym zaufaniem do ideologii, przed tłumienie indywidualności, przed doktrynerstwem.
„Biała wstążka”  (fot. Monolith Plus)
„Biała wstążka” (fot. Monolith Plus)
Ten bezkrwawy, elegancki film, laureat tegorocznej Złotej Palmy w Cannes, przypomina piękną czarno-białą fotografię. Jest też dotkliwie okrutny. Michael Haneke w przewrotny sposób posługuje się gatunkami filmowymi. Sugeruje, że pokazuje kryminał. Obiecuje rozwiązanie zagadki. Na końcu zostawia zdezorientowanego i przerażonego widza sam na sam z szeregiem pytań. Diagnozuje zjawiska, społeczne zachowania – trafnie i boleśnie. Jest jak naukowiec z kamerą zamiast mikroskopu. Szuka chorych miejsc w organizmie cywilizacji i obnaża je. W „Funny Games”, czy w „Ukrytych” pokazywał erozję więzi społecznych i rodzinnych. W „Białej wstążce” idzie dalej – pokazuje, jak protestanckie, uporządkowane społeczeństwo niemieckie wyhodowało pokolenie okrutne i bezwzględne, które chętnie zaangażowało się w faszyzm i wyniosło Hitlera na szczyty władzy.

Haneke burzy mity, budzi z sytego zadowolenia. Nokautuje widza, który chce zinternalizował wiedzę o świecie tak, by nic go nie uwierało. Wie, co robi. „Życzę państwu niemiłego wieczoru” – tak zapraszał widzów na film „Ukryte” w Londynie. Ten świetnie wychowany dżentelmen posługuje się przenikliwą ironią.

Niemiecka prowincja, tuż przed wybuchem I wojny światowej. Wiejski nauczyciel, przybysz z zewnątrz opowiada o wydarzeniach, które rozegrały się na przestrzeni kilku miesięcy. Pierwsze wrażenie jest pozytywne, nauczyciel jest idealistą. Oto miejsce, gdzie ludzie żyją uczciwie, modlą się i pracują. Szanują Boga, pana dziedzica i pastora. Spokój zakłócają kolejne dziwne wydarzenia. Lekarz spada z konia i zostaje poważnie ranny, bo ktoś rozpiął metalową linkę między drzewami. Mnożą się wypadki, pobicia, morderstwa, pożary. Sprawcy nie udaje się wykryć. Wszędzie tam, gdzie coś się dzieje, pojawia się gromadka poważnych, zatroskanych dzieci, latorośli najbardziej szanowanych w wiosce osób.

Wiele dzieje się tu między kadrami. Uwagę od początku zwraca to, że tylko dzieci mają imiona, o dorosłych mówi się, przywołując ich funkcje – doktor, baron, pastor, pielęgniarka. Jedyny cieplejszy wątek dotyczy miłości nauczyciela do opiekunki dzieci barona.
Powoli zaczynamy przekraczać progi domostw. Widać, jak surowo wychowywane są dzieci – w ich życiu nie miejsca na miłość i czułość. Dzieci mają być jak żołnierze – karne, posłuszne, nie wolno im mieć swojego zdania, pytać ani wątpić. Z nimi się nie rozmawia, można im tylko wydawać rozkazy. Najmniejsze nawet przewinienia są surowo piętnowane. Przemoc psychiczna, fizyczna i seksualna wobec dzieci jest na porządku dziennym. Nic nie wychodzi jednak poza mury domu. Skostniałe, patriarchalne społeczeństwo broni zaciekle swych tajemnic. Ciekawość jest grzechem, króluje obojętność. W filmie jest scena, w której dzieci pastora spóźniają się na kolację i za karę muszą iść głodne spać, ale przedtem całują ojca w rękę. Pod powierzchnią dyscypliny, dobrych manier i wypełniania obowiązków religijnych skrywa się okrutna gra pozorów i hipokryzja dorosłych. Biała wstążka dwuznaczny symbol niewinności i upokorzenia. Pastor każe nosić ją dzieciom za karę, jako piętno hańby.

Haneke precyzyjnie rozkłada akcenty. Nakłada podwójny filtr – estetyczny i poznawczy, przez co narzuca widzowi dystans. Układanka powoli nabiera sensu. Nauczyciel dokonuje przerażającego odkrycia – jego uczniowie wiedzą więcej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Symbolicznego wymiaru nabiera w tym kontekście scena, w której syn pastora spaceruje po balustradzie mostu, sprawdzając, czy Bóg pozwoli mu żyć, czy też od razu ukarze za grzechy.

Film, dzieło sztuki pod względem formalnym, hipnotyzuje. Po seansie widz budzi się do życia i wtedy tak naprawdę gorzka pigułka, którą przemycił Haneke, zaczyna działać.

Szukanie odniesień jest fascynujące, choć bywa złudne. Bywają trafne, ale pasują połowicznie. Historia mieszkańców wioski jest jak powieść-rzeka, ale bez jej sytego spokoju. Pobrzmiewa gdzieś w tle echo „Władcy much” Goldinga. Na myśl przychodzi też „Fanny i Aleksander” Bergmana. Michael Haneke wyrósł na mistrza, zajmując miejsce, które kilka lat temu należne było Bunuelowi lub Felliniemu. Jest też niepokój i filozofia Dostojewskiego. A nad wszystkim unosi się przypomnienie o lęku przed przyznaniem się do winy i rozliczeniem, który od lat nęka Niemców i Austriaków.

„Biała wstążka” („Das Weisse Band”);
  • Austria/Francja/Niemcy/Włochy 2009;
  • reżyseria: Michael Haneke;
  • obsada: Christian Friedel, Leonie Benesch, Ulrich Tukur, Josef Bierbichler;
  • czas: 145min; dystrybucja: Monolith Plus
  • Na forum

    Czy według Was należy wznowić działania komisji badającej przyczyny katastrofy...
    Polecamy
     
     
    Zobacz inne serwisy tvp.pl: