kit
Grudzińscy to ważne w Polsce nazwisko. Zasadniczo arystokratyczne. Wszak sportretowana mistrzowsko przez Wyspiańskiego w „Nocy Listopadowej” bohaterka powieści Wacława Gąsiorowskiego Joanna Grudzińska – żona Wielkiego Księcia Konstantego była „Księżną Łowicką”. To dla niej Pan na Belwederze machnął ręką na carski tron. Urodzona w 1977 roku rówieśniczka KOR-u, jej imienniczka Joanna Grudzińska jest córką współpracowników Komitetu Obrony Robotników i Niezależnej Oficyny Wydawniczej: Anny Daniłowicz-Grudzińskiej (autorki licznych tłumaczeń z francuskiego) i Mieczysława Grudzińskiego, który po internowaniu w roku 1982 wybrał wolność we Francji i do dziś pracuje w zakładach Renault. Córka film dedykowała Rodzicom. To ładne. I wystarczające na prywatny użytek. Przedstawiając go jednak publicznie autorka nie uznała za stosowne poinformować odbiorcę, kim oni właściwie byli. Podobno to nieważne. Kogóż dziś fakty obchodzą. Minęły 33 lata od powstania Komitetu Obrony Robotników, a 32 od chwili, gdy przekształcił się w KSS „KOR” (czyli Komitet Samoobrony Społecznej). Imienniczka żony zaborczego satrapy Polką się nie czuje. Opowiada o swym paryskim zagubieniu między identyfikacją żydowską, francuską a polskim pochodzeniem. Jednak Polska ją dotyczy. Jako marzenie rodziców. Marzenie ? Czy stracone złudzenie ?
Point de rêverie ! Marzenia prysły. I o tym opowiada film „KOR”, nazwany przez Tadeusza Sobolewskiego w Gazecie Wyborczej „Czystym KOR-em”. Film, nakręcony przez operatora, który z założenia miał nic o Polsce nie wiedzieć. Montowany „na słuch”, przez montażystkę z Belgii i finansowany przez braci Dardenne – lewicowych producentów belgijskich jako egzemplifikacja ich i 32-letniej Grudzińskiej lewicowych poglądów.
To przyzwoity obraz. Znakomite zdjęcia. Rytmiczny montaż. I emocja prawidłowo ukierunkowana. Grudzińska czuje, że jest inaczej niż miało być. Czuje, że rozpacz, smutek, żal i łzy. Ale o nic więcej nie pyta. Nic też nie przekazuje. Ani kim naprawdę byli jej rodzice, ani jak działał Komitet Obrony Robotników, z tłumem swych współpracowników, ani kto go naprawdę poza krążącymi po planie przyjaciółmi domu: Henrykiem Wujcem, Joanną Szczęsną, Janem Lityńskim tworzył. I po co ?
Czy tak wolno? Ktoś powie, że w dobie wolnego kina wolno wszystko. Wolno nie znać polskiego, nie czuć się patriotą. Wolno nawet nie zauważyć, że między powstaniem KOR-u w 1976 roku, a jego rozwiązaniem we wrześniu 1981 r. był jeszcze taki „drobiażdżek”, jak anty-laicki epizod w dążeniu KOR-owców do „chrześcijaństwa bez Boga”, o czym wiele mówi się w filmie. To wybór Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Z Filmu Grudzińskiej wynika, że wszystko dobre i złe, co zdarzyło się w Polsce po roku 1980, zawdzięczamy KOR-owi i jej rodzicom, którzy się Polski wyrzekli.
Telewizja Polska nie zdecydowała się zakupić tego filmu. Myślę, że to słuszna decyzja. Jest to bowiem utwór zdecydowanie ahistoryczny. Film oparty na zasadniczym niezrozumieniu idei wolności, która na krótkich 15 lat dała Polsce i Polakom niepodległość. Ta niepodległość pada dziś ofiarą fanatycznych naprawiaczy świata, którzy jak widmo komunizmu krążą znów po Europie i Brukseli. Tej Brukseli, która swoją niepodległość odzyskiwała w czasie, gdy imienniczka Joanny Grudzińskiej zabawiała Księcia Konstantego, a tysiąc walecznych blokowało pod Stoczkiem wojska rosyjskiego cara, by nie stłumiły belgijskiej rewolucji roku 1830.
Joanna Grudzińska AD. 1977 pewnie jednak nawet nie wie, o czym mówię. A nawet jeśli wie – nie rozumie. A jeśli rozumie – nie bierze pod uwagę. Spytana, czy jej film nie jest nazbyt inteligencki, oderwany od realiów, historii i perspektywy robotniczych doświadczeń Joanna Grudzińska odpowiada łamaną polszczyzną:
kino to jest przecież „burżujski art.
Nic dodać. Widać o to walczyło pokolenie dysydentów: by pośród obietnic nowego pięknego świata bogacił się ten, kto powinien. By polski inteligent, przepędzony z większości miejsc w mieście i w kraju przyglądał się z pokorą, jak reemigranci z Paryża wychwalają tych, co – obiecując nowy i wspaniały – odtwarzają dziś w Polsce „stary burżujski świat”.