Oglądamy sprawnie zrealizowany dokument, łączący wypowiedzi uczestników tamtych rockowych wydarzeń ze zdjęciami archiwalnymi (niektóre nie ujrzały do tej pory światła dziennego). Dla tych, którzy lata 80. pamiętają, będzie to udana podroż sentymentalna. Młodzież, dla której lata 80. to prehistoria, dowie się wielu ciekawych rzeczy o pokoleniu swoich rodziców i może zachwycić się muzyką.
W filmie występują m.in.: Marek Niedźwiecki, Krzysztof Skiba, Jurek Owsiak, Kazik Staszewski (Kult), Muniek Staszczyk (T.Love), Kora Jackowska (Maanam), Tomek Lipiński (Tilt i Brygada Kryzys), Krzysztof Skiba, Krzysztof Grabowski (Dezerter).
Dawni młodzi gniewni opowiadają o tym, co ich pchało do działania, dawało power mimo wszechogarniającego oporu tzw. oficjalnej rzeczywistości. Mówią też o swoich sposobach na oszukiwanie cenzury. I o artystycznej swobodzie, panującej na koncertach.
W czasach, kiedy w Polsce panował komunistyczny reżim, a cenzura kontrolowała wszystko, rock stał się jednym z niewielu możliwości, by wykrzyczeć bunt, dać wyraz niezgodzie na to, co się dzieje wokół. Muzyka miała ogromną siłę rażenia, dawała poczucie jedności, wolności. Pozwalała zachować godność. Enklawą muzyków stał się legendarny festiwal w Jarocinie.
Narratorem w filmie jest brytyjski dziennikarz polskiego pochodzenia Chris Salewicz. Prezentuje spojrzenie człowieka z zewnątrz, badacza skłonnego do syntetyzowania. Choć niektóre jego spostrzeżenia są dla polskiego widza więcej niż oczywiste.
Twórcy filmu zwracają uwagę, że rockowy bunt, do przełomu lat 70. i 80 ubiegłego wieku praktycznie u nas nie istniał. Kiedy na świecie doszli do głosu hipisi, u nas śpiewało się grzeczne piosenki o tym, że ona się boi myszy i że biedroneczki są w kropeczki. Muzyczna energia kumulowała się jednak, by wybuchnąć ze zdwojoną siłą.
Podsumowując. Zobaczyć trzeba, poczuć tamtą muzykę, tamten żar. Wzruszyć się i uśmiechnąć.
„Beats of Freedom – Zew wolności”
Polska 2010. Reż. Leszek Gnoiński i Wojciech Słota, dystrybucja: ITI