Skradziony w sobotę z kairskiego Muzeum Mahmuda Chalila obraz Van Gogha, znany pod nazwą „Maki” lub „Wazon z kwiatami”, nadal pozostaje w rękach złodzieja. Wcześniej egipski minister kultury oświadczył, że schwytano już sprawców zuchwałej kradzieży. Wkrótce musiał jednak przyznać, że został wprowadzony w błąd. Przy okazji okazało się, że w muzeum od dawna nie działał ani system alarmowy, ani kamery.
–
Kamery nie działały od długiego czasu, tak samo system alarmowy. Nie wiemy, jak długo były zepsute, ale było to od dawna. Pracownicy muzeum powiedzieli, że szukali części zamiennych, lecz ich nie znaleźli – mówi anonimowy informator AFP.
Kilka godzin po kradzieży minister kultury poinformował, że obraz został skonfiskowany na lotnisku w Kairze. Miał znajdować się w bagażu mężczyzny i kobiety narodowości włoskiej, którzy usiłowali opuścić Egipt. Jednak później polityk musiał przyznać w programie telewizyjnym, że jego oświadczenie „było oparte na fałszywych i niedokładnych informacjach".
Nie wiadomo co było przyczyną sprzecznych informacji ani też, co było powodem zatrzymania włoskiej pary.
We wszystkich portach lotniczych i morskich kontrole są przeprowadzane szczególnie dokładnie.
„Maki" zniknęły z kairskiego muzeum nie pierwszy raz. Poprzednio – w 1978 roku – na odnalezienie obrazu policja potrzebowała blisko dwóch lat. Dzieło zlokalizowano w Kuwejcie.
Muzeum, z którego w sobotę skradziono obraz, znajduje się w okazałej willi nad brzegiem Nilu.
Oprócz dzieł van Gogha, w swoich zbiorach posiada również dzieła Moneta, Maneta, Gauguina, Renoira i Degasa; szczyci się najcenniejszą na Bliskim Wschodzie kolekcją sztuki europejskiej 19. i 20. wieku, którą stworzył Mahmud Chalil, zmarły w 1953 roku polityk egipski.