Strona główna » Informacje » Kultura
„Paranormal Activity”

Kiedy pojawi się duch?

Autor: Beata Zatońska
  • A
  • A
  • A
08:14
20.11.2009
kit
Horror opromieniony kolosalnym kasowym sukcesem w USA. Stoi za tym fantastyczna, umiejętnie przeprowadzona kampania reklamowa. Właśnie promocja i rządzące nią mechanizmy są znacznie ciekawsze niż sam film – delikatnie mówiąc, słabiutki bardzo.
„Paranormal Activity” (fot. Vision)
„Paranormal Activity” (fot. Vision)
Zadaniem każdego porządnego horroru jest widza przestraszyć. Mistrzostwem świata jest zmrożenie publiki na kość bez efektów specjalnych. Siły nieczyste nie muszą pojawiać się na ekranie – wystarczy umiejętnie ich obecność zasugerować.

Film udaje autentyk. Nie ma czołówki, scenarzysty, itp. Mamy uwierzyć, że oglądamy zapis z domowej kamery wideo. Wchodzimy w życie pary młodych ludzi – Katie i Micah. Ona jest studentką, on pracuje w banku. Są ze sobą od trzech lat. Wprowadzili się do nowego domu w San Diego. Micah lubi elektroniczne gadżety i właśnie kupił sobie nową kamerę. Nagrywa wszystko, co dzieje się w domu. Włączone urządzenie ustawia też na noc w sypialni. Chce „złapać na gorącym uczynku” ducha, który, jak twierdzi Katie, zaczyna ją znowu prześladować (pierwsze spotkanie trzeciego stopnia miało miejsce, gdy była małą dziewczynką). Katie czuje czyjś oddech, słyszy ciężkie kroki. Ktoś szepcze jej imię. Micah zaczyna czuć to samo. Mimo że zaproszony do domu specjalista od duchów zabrania mu drażnienia sił nieczystych, brnie dalej i rzuca demonowi wyzwanie. Z biegiem czasu sytuacja pogarsza się, demon szaleje. A wszystko rejestruje cierpliwa kamera.

Kamera zniesie wszystko, widz niekoniecznie. Dni Katie i Micah (naturszczycy grają jak mogą, a mogą niewiele) nudne są niemożebnie. Noce właściwie też, czasem coś zastuka, zapuka, albo kołdrę podniesie. I tyle. Akcja nabiera rumieńców pod koniec filmu, kiedy zły jest już bardzo zły i szykuje się na ostateczną rozgrywkę.

Podsumowując. Superfilm na festiwal kina niezależnego. Dobry pomysł, ale na półgodzinny paradokument. Obniżone jesienną pluchą ciśnienie lepiej i przyjemniej poniesie porządne espresso.

„Paranormal Activity” nakręcono za 11 tys. dolarów. Film spodobał się widzom Sundance Festival sprzed dwóch lat. Reżyser Oren Peli miał szczęście. Jego nakręconym metodą chałupniczą dziełem zainteresowali się hollywoodzcy potentaci. Odpowiednia kampania reklamowa, najpierw szeptanka (też ta internetowa), potem umiejętnie stopniowane napięcie i kontrolowane uwalnianie wiadomości nt. „rewelacyjnego, autentycznego zapisu” jak złe siły pokonały młode małżeństwo, zaowocowało gigantycznymi wpływami za bilety, sięgającymi milionów dolarów. A licznik nadal bije.

Można właściwie powiedzieć, że w Hollywood narodziła się nowa filmowa tradycja. Zbudowano ją na wzór tzw. miejskich legend. Oto odnajdujemy amatorski film, nakręcony przez ofiary „czegoś paranormalnego i złego”. Pierwszym filmem z serii był „Blair Witch Project”, potem „Projekt Monster”. Mieszanie dokumentu z horrorem lub science-fiction wychodzi jednak lepiej w profesjonalnym wydaniu, o czym świadczyć może np. „Dystrykt 9”.

  • USA 2007 • Horror • Reżyseria: Oren Peli; • Scenariusz: Oren Peli; • Obsada: Katie Featherston, Micah Sloat; • Czas trwania: 100 min. • Dystrybutor: Vision
  • Na forum

    Jaki jest sens robienia tych manifestów i strajków pod krzyżem??...
    Polecamy
     
     
    Zobacz inne serwisy tvp.pl: