„Rozmowy (nie)wygodne” w niedzielę o 21:15. Co dało jej aktorstwo? Czego nauczył ją pierwszy mąż Wiesław Dymny? Dlaczego jesteśmy szczęśliwi? O wchodzeniu w świat artystycznej bohemy Piwnicy pod Baranami, trudnych chwilach w życiu, a także inicjatywach pełnych nadziei, Mariusz Szczygieł rozmawia z Anną Dymną, aktorką i aktywistką, założycielką fundacji „Mimo wszystko”. „Rozmowy (nie)wygodne” w niedzielę o godz. 21:15. – Gdybym nie była aktorką, nigdy w życiu bym się nie ośmieliła robić tego, co robię teraz w innych przestrzeniach, bo ja w tym zawodzie nauczyłam się ludzi słuchać ludzi rozumieć, utożsamiać się z nimi i wchodzić w ich sytuację – opowie aktora i założycielka fundacji „Mimo wszystko” Anna Dymna w „Rozmowach (nie)wygodnych” Mariusza Szczygła.Aktorstwo uczy zrozumienia drugiej osobyGościni przyznaje, że dzięki temu, że pracowała z takimi reżyserami jak Swinarski, Jaworski, Grzegorzewski, Wajda, Kutz – i wieloma innymi wspaniałymi twórcami, także filmowymi, jak Basia Sass-Zdort, Majewski, Hoffman czy Jan Holoubek – nauczyła się wszystkiego.– Oni uczyli mnie patrzeć na człowieka, uczyli mnie czegoś więcej niż tolerancji, może to nie jest najlepsze słowo – raczej potrzeby zrozumienia drugiego człowieka – wyzna aktorka.– Nawet kiedy ktoś robi mi coś złego, zawsze próbuję stanąć po jego stronie, żeby zrozumieć, dlaczego tak się zachowuje – doda.Anna Dymna wspomina, że tylko dlatego, że jest aktorką i robiła to na scenie, to pewnego dnia, kiedy stanęła naprzeciwko człowieka zupełnie innego – takiego, który nie rozumie świata mózgiem, tylko sercem. – Okazało się, że potrafię z nim nawiązać kontakt, że potrafię rozmawiać, że się nie oburzam i nie potępiam – podkreśli. Czytaj także: Teresa Lipowska: Miłość daje prawdę o życiuDziałalność fundacji „Mimo wszystko”Aktorka przyznała, że ma do życia ogromną miłość i stara się go „dotykać”. – Kiedy prowadzi się fundację i zajmuje takimi ludźmi jak my, to czasem człowiek chce wyć, nie wie, co robić… ale ja sobie myślę: „Nie będę wyć, tylko działamy” – wyzna Dymna.Aktorka wyjawi, że jej fundacja buduje Ośrodek Wytchnieniowy nad morzem. – To dla takich ludzi, którzy są w pewnym sensie karani za miłość. Bo ja znam osoby, które przez dwadzieścia parę lat nie miały ani jednej nocy, ani jednego dnia dla siebie – doda.– Bo kiedy masz dziecko z dużą niepełnosprawnością, możesz je oddać do DPS-u, ale ono wtedy będzie pozbawione miłości. A ci ludzie decydują się zostać, opiekować się nim, poświęcają swój czas, swoje marzenia – wszystko. Dziecko rośnie, rośnie… a kiedy umiera, ci ludzie zostają tak naprawdę sami – podkreśli artystka.Czytaj także: Nadchodzi rewolucja w pomocy społecznej. „Nie chcę likwidować DPS-ów”