„Radio się narodziło i świat cały oszalał”. „Halo, halo, Polskie Radio Warszawa, fala 480” – tymi słowami 18 kwietnia 1926 r., po południu, przywitała słuchaczy Janina Sztompkówna. Była ona pierwszą spikerka Polskiego Radia, któremu właśnie „stuknęło” okrągłe 100 lat. Zanim jednak głos Janiny Sztompkówny wybrzmiał z głośników, nie można nie wspomnieć o wcześniejszych kluczowych datach dla polskiej radiofonii.Stacja nadawcza na zapleczu fabrykiJej początek datuje się bowiem na 1 lutego 1925 r. Tego dnia Polskie Towarzystwo Radiotechniczne w Warszawie, mieszczące się przy ul. Narbutta 29 i powstałe w wyniku połączenia dwóch firm, Radjopolu i Faradu, wyemitowało próbną audycję.Inżynier Roman Rudniewski o godz. 18:00 powiedział uroczyście do mikrofonu: „Tu próbna stacja radionadawcza PTR w Warszawie, fala 385 metrów”.Towarzystwo z Rudniewskim, który ledwo przekroczył trzydziestkę – jako dyrektorem, produkowało sprzęt radiotechniczny, ale na terenie zakładu przygotowano także pionierskie nad Wisłą studio nadawcze, oparte w części na sprzęcie francuskim.Brzydki, pokraczny mikrofon i studio jak loża masońska„Nasz pierwszy mikrofon był brzydki, pokraczny, owinięty we flanelę i zawieszony na gumowych poduszkach (…) Studio przypominało lożę masońską. Ściany i sufit studia wybite były grubą i mocno sfałdowaną materią, podłoga wyłożona grubym dywanem, okna szczelnie przysłonięte” – pisał Rudniewski we wspomnieniach przywołanych przez Polskieradio24.pl.Z Narbutta 29 płynęły najpierw głównie komunikaty meteorologiczne, ale całkiem szybko rozpoczęto transmisję muzyki – najważniejszego punktu ramówki. Do kwietnia – jak wyliczał historyk radia Maciej Józef Kwiatkowski – wystąpiło aż 70 wykonawców.Czytaj też: 100 lat Polskiego Radia. Wyjątkowy jubileusz najstarszej polskiej rozgłośniMożna było na żywo usłyszeć głosy Jana Kiepury, a także: Wandy Wermińskiej, Kazimiery Niewiarowskiej, Ignacego Dygasa, Ludomira Różyckiego czy Aleksandra Gruszczyńskiego. Natomiast funkcję dyrektora programowego i spikera pełnił Alojzy Kaszyn. Po niecałym tygodniu od pierwszej emisji ogromnym sukcesem dla PTR był fakt, że audycje udało się usłyszeć w Wiedniu i Londynie.Spółka Polskie Radio dostaje koncesjęRoman Rudniewski nie był jednak jedynym w Polsce fanem nowego medium. Ogromne ambicje miał w tym obszarze także Zygmunt Chamiec – z wykształcenia lekarz, ale z zawodu działacz gospodarczy, który w 1923 r. wrócił do odradzającego się państwa z jasnym celem.To on razem z Tadeuszem Sułowskim powołali do życia spółkę Polskie Radio, która 18 sierpnia 1925 r. otrzymała wyłączną koncesję na nadawanie w kraju. O tym, jak wielkie zdenerwowanie ten fakt wzbudził przy Narbutta, opowiadał w Polskim Radiu 24 Władysław Cetner, jeden z pierwszych specjalistów radiowych w Polsce międzywojennej i pracownik PTR-u.Najpierw Narbutta, później Kredytowa– Pamiętam moment, kiedy jeden z dyrektorów PTR-u Józef Plebański, znany radiotechnik, zresztą bardzo twórczy przed wojną, był niewielkiego wzrostu i pamiętam, że w pewnym momencie aż podskoczył, tak się zdenerwował, bo Alojzy Kaszyn ogłosił przez mikrofon, że licencję na radiofonię uzyskało Polskie Radio – wspominał Cetner przed dekadą. Dyrektor Plebański mógł się zdenerwować, bo jego firma w tamtym momencie miała w teorii w Polsce największe nadawcze doświadczenie i poważne zaplecze, jednak licencji nie otrzymała. Pytanie, czy Plebański wiedział, że za nową radiową spółką stały wpływowe jak na tamten czas nazwiska. Czytaj też: Był pionierem audycji muzyczno-sportowych– Polskie Radio przejęło już formalnie stację w kwietniu czy pod koniec marca 1926 roku i porozumiało się z PTR. Użytkowało tę samą radiostację i to studio do czasu wybudowania nowej radiostacji Marconiego. Ona zresztą niedługo powstała, chyba parę miesięcy później w tym samym miejscu na Narbutta – mówił Cetner i zaznaczył, że Polskie Radio przeniosło się następnie do nowej siedziby przy ul. Kredytowej. Radio się narodziło i świat cały oszalałPierwszym dyrektorem narodowego nadawcy został nie kto inny jak Zygmunt Chamiec. O jego zdeterminowaniu w tworzeniu radia opowiedział Janusz Regulski, współzałożyciel koncernu Siła i Światło. To właśnie do Regulskiego i wspomnianego Tadeusza Sułowskiego Chamiec przyszedł ze swoim pomysłem, jeszcze zanim nowa spółka powstała i uzyskała koncesję. – Początek Polskiego Radia sięga 1923 r. Do nas się zgłosił pan Zygmunt Chamiec. Znaliśmy go z pierwszych lat powstania Polski. Był on wtedy dyrektorem Polskiej Kasy Pożyczkowej, a potem wyjechał jako członek delegacji do Paryża na zawarcie pokoju. Chamiec, będąc w Paryżu, trafił na epokę, kiedy radio się narodziło i świat cały oszalał. Chamiec wrócił w 23. roku z Paryża pochłonięty całkowicie ideą radia. Powiedział, że trzeba koniecznie tak samo, bez zwłoki uruchomić tę rzecz w Polsce – wspominał po latach Regulski. „Ustaliliśmy plan, w jaki sposób do tego podejść”– Zwrócił się do inż. Sułowskiego o pomoc, o danie oparcia. Pomogliśmy, ustaliliśmy plan, w jaki sposób do tego podejść. Założyliśmy spółkę Polskie Radio z o.o., do której doprosiliśmy wybitniejsze osoby w Polsce: Piotr Drzewiecki, który był prezydentem miasta. Były premier Leopold Skulski. Z ramienia Siły i Światła Sułowski i ja – i spółka zaczęła istnieć. Było 15 kandydatów (do koncesji). Roznamiętniło się polskie społeczeństwo. Na ogół zameldowali się ludzie, którzy nie mieli żadnych szans, żeby podołać zadaniu – mówił.Z racji tego, że 40 proc. udziałów w spółce należało do Skarbu Państwa, w latach 30. przystąpiono do intensyfikacji rozwoju rozgłośni. Jak opowiadał w Programie 2 Polskiego Radia historyk prof. Andrzej Chwalba, celem radia było „budowanie szacunku dla państwa i jego instytucji” w nieszczególnie długim – jak się później, niestety, okazało – okresie niepodległości.Świat podziwiał konstrukcję w Raszynie, znak ambicji II RPDuże znaczenie z punktu widzenia technologicznego miała budowa w 1931 r. stacji nadawczej w Łazach, koło Raszyna pod Warszawą. Powstały dwa maszty o wysokości 280 m każdy, pomiędzy nimi rozpięto antenę. Przez dekady był to główny nadajnik Polskiego Radia.– To świat przyjeżdżał i podziwiał. To było coś, co było znakiem ambicji i nowoczesności II Rzeczpospolitej, która miała swoje mocne strony. Oczywiście, trudno było w ciągu krótkiego czasu wyrównać różnice międzyzaborowe, ale radio zaczęło działać i było coraz bardziej popularne – powiedział Chwalba.Natomiast dla każdego zwykłego człowieka nad Wisłą zetknięcie z radiem w jego początkach oznaczało obcowanie z prawdziwym cudem, o czym wspominało wielu ludzi żyjących w okresie międzywojennym. O tamtych dniach opowiadał Jerzy Waldorff, pisarz, krytyk muzyczny (rocznik 1910). Słuchanie radia obrzędem odświętnym– Przypominam sobie te prapoczątki, kiedy byłem nastoletnim chłopcem. Jak pamiętam, słuchanie radia u nas na wsi było obrzędem niesłychanie odświętnym. Wszyscy siadali dookoła owej tajemniczej skrzyni. Ja kręciłem rozmaitymi korbkami, żeby to ruszyło z miejsca. Potem jakieś cewki jeszcze nastawiałem pod odpowiednim położeniem. Wszyscy nakładali sobie słuchawki na uszy, z moją czcigodną, dostojną babką na czele, która pamiętała jeszcze powstanie styczniowe. I babka pierwsza nasłuchiwała szalenie, co się tam dzieje w tych słuchawkach.Zbigniew Kopalko, wybitny reżyser radiowy i teatralny, przez 60 lat związany z Polskim Radiem: – Wtedy była epoka, że radio było cudem. Że ktoś ma słuchawki, które gniotły potwornie uszy, ale on słyszał i rozumiał tekst. I sam fakt słyszenia był dla niego cudem. Ktoś z daleka przemawia do niego i mówi mu wiersz szekspirowski albo mickiewiczowski.Czytaj też: Abonament RTV, czyli opłata, o której wielu nie wie. Teraz może zniknąćAle Wojciech Barcikowski z Archiwum Polskiego Radia zauważył, że radio całkiem szybko „zupełnie wykroczyło poza sferę ciekawostki technologicznej”. Dowodem na to były – w jego opinii – nagrania wrześniowe uratowane przez radiowców. Widać w nich, że radio „stało się bardzo ważnym mechanizmem państwowym, który podtrzymywał obronę Warszawy”. Najstarsze zachowane nagranie to wywiad ze Żwirką i Wigurą po zawodachBarcikowski tłumaczył też, że z okresu międzywojennego zachowało się niewiele nagrań. Głównie ze względu na wojnę oraz utrudnione archiwizowanie na prymitywnych nośnikach.– Najstarszym nagraniem Polskiego Radia jest nagranie z Wilna z roku 1932, gdzie jest wywiad ze Żwirką i Wigurą po sukcesie w zawodach Challange – mówił radiowy archiwista. Radio i epoki się zmieniają, ale ludzie – niekoniecznieOd słów 23-letniej wtedy Janiny Sztompkówny „Halo, halo, Polskie Radio Warszawa, fala 480” mija więc 100 lat. Jednak gdy spojrzy się na okoliczności, w jakich radiowczyni odeszła z pracy, można dojść do wniosku, że w zasadzie zmieniają się epoki, ale ludzie – niekoniecznie.Z audycji Marii Bobrowskiej z cyklu „Historia Polskiego Radia” dowiadujemy się, że Sztompkówna straciła pracę w 1935 r., bo padła ofiarą politycznych nacisków po umocnieniu się władzy sanacyjnej, co zbiegło się ze śmiercią ówczesnego ministra poczt i telegrafów Ignacego Boernera, odpowiedzialnego za radio i roztaczającego nad nim parasol. Boernera zastąpił Emil Kaliński, któremu – jak większości twardogłowych sanacyjnych polityków – nie podobała się zbyt duża niezależność radia. Widzieli oni tam przystań dla opozycji.W efekcie pierwszego dyrektora Chamca „zluzowano”. Na jego miejsce przyszedł brat prezydenta Warszawy Roman Starzyński, jednocześnie współpracownik ministra Kalińskiego. A ten jako pierwszy skorzystał z paragrafu 9. zapisu koncesyjnego, który pozwalał ministrowi poczt i telegrafów zwolnić z pracy dowolnego pracownika Polskiego Radia bez podania przyczyny. W ten sposób z firmą pożegnało się kilku zasłużonych radiowców. Wśród nich znalazła się również pierwsza spikerka Polskiego Radia.– Pewnego dnia wieczorem, przed rozpoczęciem pracy, otrzymała list wymawiający jej pracę – opowiadał Tadeusz Bocheński, młodszy od Sztompkówny stażem o tydzień w Polskim Radiu kolega po fachu. – Żal i łzy nie pozwoliły Janeczce pełnić tego wieczora dyżuru. Odwieziono ją do domu, ściągnięto zastępstwo i głos jej już nigdy miał nie zabrzmieć w eterze, pomimo licznych protestów ze strony słuchaczy – wspominał.W ciągu stu lat świat przeszedł po drodze kolejne rewolucje, w tym tę ogromną, związaną z upowszechnieniem się internetu, który miał złożyć do grobu media tradycyjne.Wbrew pozorom spośród nich radio trzyma się najlepiej, bo jest najbardziej elastyczne i łatwo dostępne. Traci najmniej odbiorców na tle prasy i telewizji. Podcasty dla sprawnych i doświadczonych radiowców to raczej szansa niż zagrożenie. Polskie Radio – późno, bo późno – ale też rozwija ten sposób docierania do słuchaczy.Natomiast ściganie się z komercją na słuchalność nie ma większego sensu. Przewaga Polskiego Radia powinna płynąć ze skupiania się na szeroko dostępnej i wysokiej jakości treści, pod warunkiem oczywiście, że politycy nie będą decydować o tym, jak ta jakość i treść mają wyglądać.***Korzystałem z materiałów dostępnych na stronach internetowych stacji Polskiego Radia.