I to o dużą, drugą największą na świecie. O ile w zachodniej infosferze, ostatnimi czasy, myślimy raczej o bitwach i wyścigach na nowe technologie, innowacyjne bronie, metale ziem rzadkich, know-how – w Indochinach i w basenie Morza Południowochińskiego, jedną ze stref ewentualnego konfliktu, pragnień i zakusów jest delta Mekongu. Wielka rzeka, rozpływająca się do morza na wszystkie strony w południowym Wietnamie, żywi i broni tamże prawie osiemnaście milionów ludzi, czyli… pół Polski. J., przewodnik po dżungli na wietnamskiej wyspie Phu Quoc, mieszka tu ponad 20 lat i jak od razu przyznaje, nie pamięta takich napięć. – Benzyny mało, ryż drożeje, ledwo podnieśliśmy się po pandemii, gdzie z braku pieniędzy od turystów i przez widmo głodu, najbiedniejsi polowali w dżungli na wiewiórki i dzikie świnie. Mówię Ci, chłopie, coś wisi w powietrzu.Jest pesymistyczny i zmieszany – wiadomo, wszyscy czytają i oglądają, jak dociska geopolityka: Trump, Putin, Xî, Iran, Chiny, Gaza, Ukraina, cła, cieśnina, ropa, drony, rakiety, zamachy, a nie tak dawno znów na granicy pogryzła się Kambodża z Tajlandią. Jak prawdziwy wyspiarz z dziewiczego terenu, gdzie czas płynie inaczej, najbardziej martwi się tym, co ma pod nosem – co znajdzie na talerzu i co z jego synami, którzy są młodzi, po zasadniczej służbie, pierwsi do mobilizacji, gdyby coś…Na wyspie, która ma niechlubną sławę – tu przed wiekami gnieździli się piraci, a potem znajdowało się krwawe więzienie z czasów wojen indochińskich, niepokojąco podobne do obozu koncentracyjnego, słynące z okrucieństwa i sadystycznych tortur – stawia się na turystów i lokalne uprawy, m.in. mango, pieprzu czy kokosów.Reszta musi przypłynąć z lądu – drobiazgi takie jak warzywa, ryż, napoje, chemia, półprodukty i rzeczy większe: materiały budowlane, meble, maszyny – w tym najważniejsze, wszędobylskie i brzęczące skuterki. Paliwo będzie drogie – wszystko będzie drogie. Ale na razie nie zwalniają: na Phu Quoc buduje się nowe hotele – wielu rosyjskich turystów tu wypoczywa, diametralnie zmienia się wyspę na forum APEC w 2027 roku, rozbudową lotniska (kosztem dżungli i przesiedleń mieszkańców), wielkich hoteli i centrum kongresowego. – Budują pieprzony Disneyland! – mówi niezadowolony z dynamiki zmian J. Nie jest to jedyny inwestor, bo bardzo dużo, często w ukryciu, inwestuje tu Armia. – Tu nie wejdziemy, tu robią kolejne budynki dla armii. Szkolą żołnierzy do walki w dżungli – mówi J. A że Wietnamczycy bić się potrafią, przekonało się m.in. US Army. Budują i ćwiczą, bo takie czasy – a kogo uważają za zagrożenie? Na przykład Chiny, które nie tylko patrzą na Tajwan, ale chcą ułożyć pod siebie cały region. – Nie chcemy ich pieniędzy i inwestycji, nie ufamy im, tu chodzi o Mekong – dodaje J.Czytaj także: Kryzys im niestraszny. Chińczycy od lat mają gotowy plan BOdpalając kolejnego papierosa marki Saigon i pokazując palcem wybrzeże Kambodży – widoczne gołym okiem, bo odległe zaledwie 60 km – J. wspomina bazę morską Ream, którą zmodernizowali, (teoretycznie dla Królewskiej Marynarki Wojennej Kambodży) na wysoki połysk militarny Chińczycy.Rzeka Czerwona, stąd wszystkoMekong wije się przez prawie 5 tysięcy kilometrów. Od Chin, przez Mjanmę, Laos, po Kambodżę, by zakończyć swój bieg tu, w Wietnamie. Obficie, jakby z ulgą, że to kres tej podróży. Tu rozlewa się, majestatycznie, w ogromnej delcie, która tworzy wspaniały mikroklimat i daje żyzne gleby do uprawy m.in. chlebowca, durianów i przede wszystkim ryżu. Rzeka przez wiele lat była języczkiem u wagi podczas wojen, konfliktów, przewrotów: gdybyśmy mieli narzucać lokalny kontekst, to coś jak ukraińskie czarnoziemy, podczas naszych, europejskich wojen.W tej historii ważny jest początek i koniec. Rzeka zaczyna swój bieg w Chinach. I już rodzi problemy. Zapobiegliwi, technologicznie rozwinięci, wszystko kontrolujący Chińczycy utopili masę pieniędzy w regulację rzeki. Zbudowano 12 sporych tam w głównym nurcie i około 100 na pomniejszych dopływach. Wielkie kaskady pomagają przede wszystkim produkować energię. A kraj liczący prawie 1,5 miliarda obywateli potrzebuje jej sporo. Dzięki hydro-inżynierii Chiny nie tylko wytwarzają prąd, przewożą też towary, kontrolują pogodowe kaprysy zapobiegając powodziom i suszom, kosztem tych w dole biegu. Co więcej – chętnie dzielą się tą technologią z Laosem i Kambodżą, by okiełznać Mekong dla swoich celów. Gdzie wjeżdża beton, natura cierpi. Następuje erozja gleb, zmienia się flora i fauna, widoczny jest spadek połowów, inaczej wygląda nurt rzeki. Chińczycy z rzeki uczynili kolejny aspekt kontrolowania regionu – niekontrolowane zrzuty wody mogą wywrócić do góry nogami cały bieg, wstrząsnąć rynkiem, wpływać na ceny. Słowem, nawet z rzeki można zrobić politykę. Wietnamczycy, dla których rozlewający się Mekong to skarb, spiżarnia, rzeka-żywicielka, z niepokojem patrzą na kolejne ruchy i inwestycje sąsiadów z Północy. Mimo funkcjonujących międzynarodowych i regionalnych komisji zapewniających o „wspólnym dobru” Rzeki Czerwonej, największy może najwięcej, to jasne… Ile wytrzyma bambus?Na papierze to są dwa przyjazne sobie komunistyczne kraje w wersji azjatyckiej, połączone czerwoną historią i czerwieńszą doktryną. W centrach obu krajów, w ich stolicach stoją mauzolea wielkich przywódców – w Pekinie z mumią Mao Tse Tunga, w Hanoi z Ho Chi Minhem. Budynki budynkami, ale w każdym sklepie, w najmniejszej mieścinie, to każdy banknot przypomina o legendarnych wodzach. Oba kraje współpracują na płaszczyźnie międzypartyjnej. Komunistyczna Partii Chin regularnie spotyka się, dyskutuje, popycha problemy ku braterskiemu rozwiązaniu i przyjaźni wespół z Komunistyczną Partią Wietnamu.Wietnam, który w XX wieku wycierpiał od francuskich kolonizatorów, japońskich okupantów, przeżył rozbicie i zjednoczenie okupione ponad 30-latami krwawych konfliktów, gra sprytnie. Czytaj także: Chińska łamigłówka demograficzna. Łatwiej o mieszkanie niż pochówekNieoficjalną doktryną polityczną jest bambusowa dyplomacja – bo ta roślina, jest trwałym i silnym budulcem, który wytrzyma obciążenie, silne wiatry, ale jest elastyczny. Tak też po dyplomatycznym świecie żeglują Wietnamczycy. Komunistyczni liderzy z Hanoi potrafią zaprosić Xî Jingpinga, ale i Bidena, bez problemu zasiąść do stołu z Putinem, czy przedstawicielami Unii Europejskiej czy brać udział w kulturalnych festiwalach i wydarzeniach w Pjongjang.Wietnamczycy są otwarci, ale przezorni. Nie chcą wychodzić na pierwszy plan, nie chcą mieszać się w amerykańsko-chiński pojedynek, na razie korespondencyjny. Potrafią robić interesy z każdym w regionie i nie tylko, balansują w całym azjatyckim przekładańcu. Bamboo diplomacy to sztuka, to umiejętność, to giętkość – ale mimo wszystko starają się wstrzymywać chińską ekspansję w wersji soft, czyli inwestycje infrastrukturalne, telekomunikacyjne, przemysłowe, którymi tak napakowana jest Kambodża czy Laos. W zamian za to wolą sami stawiać na otwartość, turystykę, inwestycje w nowocześniejszy przemysł, a także kapitał ludzki – przede wszystkim w bardzo zaniedbaną, podstawową edukację. Choć państwo jest dziurawe, przeorane tragediami wojennymi, nie pełni funkcji opiekuńczo-kontrolnych znanych z naszej szerokości geograficznej. Wietnam się rozwija, choć wciąż są poryte Agentem Orange połacie dżungli, gdzieniegdzie znajduje się miny pamiętające amerykańskie wojska, rodziny są wybrakowane przez tragedie sprzed pół wieku. Czuć to jednak w powietrzu, usłyszeć można, że w znakomitej większości mieszkańcy Wietnamu wierzą w swój potencjał. Kraj ten, to ponad 100 milionów ludzi, żyjących w wielce różnorodnym – geograficznie, kulturowo, gospodarczo – i sporym kraju. Wyspiarski J. mówi – Nie myślcie, że my jesteśmy Trzeci Świat. My jesteśmy krajem rozwijającym się, praktycznie samowystarczalnym. Ropy tylko nie mamy. A wszystko, co potrzebne możemy zbudować i sobie zapewnić. Na razie Wietnam kontynuuje swoją politykę stabilizacji, otwartych drzwi i otwartych głów, w rytmie styczniowego plenum Partii i marcowych wyborów, które utrzymały wieloletnie status quo i rolę przewodnią Partii Komunistycznej. Sekretarzem Generalnym Partii i Prezydentem został Tô Lâm, który już zapowiedział, że pierwszą wizytę złoży w… Chinach, by scementować wieloletnie więzy przyjaźni, ale omówić kwestie m.in. nowych technologii, energetyki czy amerykańskich ceł, także w kontekście ostatnich wydarzeń na Bliskim Wschodzie. A Mekong jak płynął, tak płynie, swoim rytmem. Chińczycy na oficjalnych spotkaniach zapewniają, że mu nie przeszkodzą, podkreślając same dobre intencje. Ale wszelkie instrumenty hydro-inżynierii i politycznego nacisku skierowanego w bieg Rzeki Czerwonej, wszystko by ten status quo zmienić na gorsze – mają po swojej stronie.Czytaj także: Ludożercy znad Obu. Tu ludzie przestali być ludźmiGalopem, ale dokąd?Szachownica na Indo-Pacyfiku ma kompletnie inne pola i zgoła inne figury uczestniczące w grze. Motywy i pokusy są te same, co wszędzie, także w Europie – poszerzanie wpływów, napełnianie skarbców. Jeśli w tej części świata kiedykolwiek przesuną się granice, wybuchną konflikty, zostaną połamane traktaty i zapewnienia o pokoju, a delta Mekongu będzie na szczycie planów zarówno ofensywnych, jak i defensywnych. Jest o co i po co walczyć. Tylko po co? Azja wkroczyła w rok ognistego konia, co widać w wielu miastach wielu krajów – na ulicach, w witrynach sklepowych czy miejskich wystawkach. Oby przyniósł on ogień, ale nie ten niszczący, lecz prometejski, pełen pasji i nadziei…***Marzec 2026 - Hanoi, Sajgon, Rach Gia, Phu Quoc