Za pomoc odwdzięczał się biżuterią... z tombaku. Udawał bogacza z ZEA, w rzeczywistości naciągał niczego nieświadome osoby. Stołeczna policja zatrzymała 27-letniego obywatela Rumunii. Mężczyzna odpowie między innymi za kradzież i oszustwo. Mundurowi odkryli przy okazji, że ta sama osoba może mieć związek z innymi podobnymi zdarzeniami. Sprawa jest rozwojowa. Podczas patrolowania okolic stołecznego Ursynowa pod koniec marca, policjanci zwrócili uwagę na dwóch mężczyzn. Jeden z nich był bardzo natarczywy wobec drugiego. Mundurowi postanowili zareagować.Okazało się, że 27-letni obywatel Rumunii zaczepiał kierowców, tłumacząc, że znalazł się w trudnej sytuacji życiowej. Mężczyzna twierdził, że nie ma jak zapłacić za paliwo, a jego pieniądze zostały zablokowane. Podawał się przy tym za osobę zamożną, podróżującą między Dubajem, Emiratami Arabskimi a Londynem. Przekonywał, że potrzebuje tylko chwilowego wsparcia, a w zamian za pomoc oferował biżuterię – sygnety i łańcuszki, które miały stanowić zabezpieczenie pożyczki.„Książę z Dubaju” zatrzymany. Działał m.in. w Polsce, Francji i HolandiiFunkcjonariusze szybko odkryli, co naprawdę się wydarzyło. Mężczyzna znacznie zawyżył wartość przekazywanej biżuterii i niewiele brakowało, a wyłudziłby od pokrzywdzonego 5 tys. euro. 27-latek został zatrzymany. Kiedy policjanci zaczęli przeglądać raporty, okazało się, że to nie pierwsza podobna sytuacja. W połowie marca przy trasie S2 ten sam „książę z Dubaju” zatrzymał kierowcę, prosząc go o pomoc i podwiezienie na stację benzynową. W zamian za niewielką kwotę dał mu sygnet. Przy okazji jednak ukradł z portfela kierowcy 1,7 tys. zł. Później wyszło na jaw, że „złota” biżuteria w rzeczywistości była wykonana z bezwartościowego tombaku. Mundurowi ustalili, że do podobnych przestępstw mogło dojść nie tylko na Mazowszu, ale też w innych częściach kraju oraz Europy, m.in. we Francji i Holandii. Niewykluczone więc, że znajdą się kolejni pokrzywdzeni.Za oszustwo grozi kara do 8, a za kradzież – do 5 lat pozbawienia wolności.CZYTAJ TEŻ: Skandal na Śląsku. Lekarz miał przyjąć prawie milion złotych łapówek