Podróż ma duże znaczenie dla nauki. Mateusz Waligóra zakończył wyprawę „Gdzie skrzypi mróz”, przechodząc w ciągu miesiąca na nartach trzy legendarne trasy na dalekiej Północy – Finnmarksviddę w Norwegii, szwedzki Szlak Królewski (Kungsleden) oraz norweski płaskowyż Hardangervidda. Doświadczył przy tym skrajnie różnych warunków – od mrozów sięgających -30 stopni Celsjusza po dodatnie temperatury i deszcz za kołem podbiegunowym. Mateusz Waligóra jest specjalistą od wyczynowych wypraw w najbardziej odludne miejsca planety. Jako pierwszy człowiek przeszedł samotnie największą pustynię Azji – mongolską Gobi, a potem przejechał ją na rowerze w zimie. Na nartach przeszedł Grenlandię oraz samotnie dotarł do bieguna południowego bez wsparcia z zewnątrz. Jest jedynym Polakiem, który zdobył Mount Everest z poziomu morza.Podróżnik zakończył wyprawę „Gdzie skrzypi mróz”. Przeszedł wszystkie trzy arktyczne szlaki. Pierwszym etapem wyprawy była Finnmarksvidda w północnej Norwegii – rozległy płaskowyż, na którym, idąc samotnie, musiał zmagać się z temperaturami spadającymi poniżej -30 stopni Celsjusza.Kilkanaście dni później podczas marszu szwedzkim Szlakiem Królewskim (Kungsleden), który pokonywał wspólnie z Ryszardem Jakubowskim, warunki zmieniły się diametralnie. Zimowa aura ustąpiła miejsca dodatnim temperaturom, silnemu wiatrowi i opadom mokrego śniegu.Waligóra: Podróż nas zaskoczyła– Ta podróż naprawdę nas zaskoczyła. Nie spodziewaliśmy się, że zimą, za kołem podbiegunowym, będzie padał śnieg z deszczem. Kogo byśmy nie spotkali na szlaku czy w okolicach schronisk, każdy powtarzał to samo: marcowe ciepło jest w tym roku wyjątkowo dziwne. Niektórzy mówili, że takiego sezonu jeszcze nie pamiętają – relacjonował członek The Explorers Club.Warunki pogodowe oraz zagrożenie lawinowe zmusiły podróżników do rezygnacji z próby wejścia na szczyt Kebnekaise (2096,8 m n.p.m.). Historia tej góry jest jednocześnie opowieścią o zmianach klimatu – południowy, lodowcowy szczyt Kebnekaise (Sydtoppen) w ciągu ostatnich 50 lat stracił około 24 metrów grubości i w 2018 roku przestał być najwyższym punktem Szwecji na rzecz skalistego Nordtoppen. – Łatwo w takich sytuacjach pomylić pogodę z klimatem. To dwa różne zjawiska, choć w debacie publicznej często używa się ich wymiennie – podkreśla Waligóra.Ostatnim etapem wyprawy była Hardangervidda – legendarny norweski płaskowyż i drugie największe pustkowie Europy. Tu do polarnych wypraw przygotowywali się między innymi Roald Amundsen, Fridtjof Nansen czy Ernest Shackleton. Dla Waligóry był to powrót po 10 latach. – Widzę kolosalną różnicę. W okolicach Finse są miejsca, gdzie dekadę temu śnieg sięgał o dwa metry wyżej. Dziś widać odsłonięte skały, porosty i mchy. Śniegu jest po prostu mało – przyznaje podróżnik.W jego ocenie wyprawa była nie tylko wyzwaniem, lecz także doświadczeniem, które pozwoliło mu zobaczyć Arktykę w pełnym spektrum jej gwałtownych przemian. – To była wspaniała przygoda, która w większości momentów szła jak po sznurku, bo zaprocentowało doświadczenie i wiedza. Choć wcale tak nie musiało być. Temperatury poniżej -30 stopni Celsjusza i niewiarygodne zorze polarne w norweskiej Laponii. Ogromna odwilż i mokry śnieg po kolana oblepiający wszystko w jej szwedzkiej części. Porywiste wiatry i śnieżne zadymki na Hardangervidda w 130. rocznicę przejścia jej przez Roalda Amundsena. To wszystko złożyło się na pełen obraz tej wędrówki – wskazuje.Globalne ocieplenie jak na dłoniRelacje Waligóry pomogą naukowcom w ocenie dynamiki globalnego ocieplenia. — To, co dzieje się dziś w Arktyce, wpływa na cyrkulację atmosferyczną i może sprzyjać ekstremalnym zjawiskom pogodowym także w Polsce — mówi dr Kinga Kulesza z Zakładu Modelowania Atmosfery i Klimatu Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego. Instytut był partnerem merytorycznym wyprawy.Zmiana grubości pokrywy śnieżnej ma ogromne znaczenie dla klimatu. – Zanik śniegu i lodu obniża albedo, czyli zdolność powierzchni Ziemi do odbijania promieniowania słonecznego. Ciemniejsze powierzchnie pochłaniają więcej energii, co prowadzi do dalszego wzrostu temperatur – tłumaczy mgr Anna Romańczak z Zakładu Monitorowania Środowiska IOŚ‑PIB. – W Arktyce proces ten zachodzi szczególnie szybko i uruchamia reakcję łańcuchową, między innymi poprzez rozmarzanie wiecznej zmarzliny i emisję gazów cieplarnianych – podkreśla.Integralną częścią projektu Waligóry jest również podcast powstający we współpracy z IOŚ‑PIB, w którym eksperci opowiadają o historii polarnej eksploracji i współczesnych mechanizmach zmian klimatu. – W ciągu jednego miesiąca przeszedłem przez trzy zupełnie różne światy. To nie są abstrakcyjne wykresy, ale realne zmiany, które widać pod nartami – zaznacza Waligóra.Czytaj także: Mateusz Waligóra wraca na pustynię Gobi. Na rowerze i przy gigantycznym mrozie