Nie tak miało być. Kibice z 48 krajów wyczekują już w ekscytacji czerwca i mundialowych emocji. My nie. Trudno uwierzyć, że w czasach VAR sędziowie mogą mieć aż tak duży wpływ na przebieg spotkania. Jeszcze trudniej: że przegraliśmy z tak słabą Szwecją. Zacznijmy od błędów naszych. Przy pierwszym golu dla Szwedów nie najlepiej zachował się Sebastian Szymański, źle ustawiony, zgubiony. Przy drugim: Nicola Zalewski „zapomniał” pobiec za swoim obrońcą. Trzeci to już kulminacja pecha, gapiostwa, zakończona tym, że prawie dwumetrowy Wiśniewski dał się przestawić Gyokeresowi jak dziecko. Nie powinniśmy takich goli tracić, a tak grająca Szwecja nie powinna ich strzelać. Ani jednego. Byli fatalni, grali „na chaos”, oddali nam piłkę i patrzyli, co z nią zrobimy. To nie przypadek, że w eliminacjach zdobyli w grupie tylko dwa punkty. Graham Potter coś tam poprawił, coś zmienił, ale to wciąż jest drużyna zwyczajnie przeciętna. Tym bardziej szkoda, że to oni we wtorek triumfowali.Sędziowski skandalW piłce nożnej sporo jest sytuacji „szarych”, poddawanych rozmaitym interpretacjom. Losowość tych czarno-białych – mogłoby się wydawać – na dobre wyeliminował VAR. Ale w Solnej niemal wszystko działo się przeciwko nam. Slavko Vincić ze Słowenii tak bardzo pragnął mieć kontrolę nad meczem, tak bardzo chciał „błysnąć” na boisku, że wyszedł i zapomniał, po co na nim właściwie jest. Rafał Rostkowski, były sędzia współpracujący z TVP Sport, przeprowadził druzgocącą analizę, z której wynika, że nie przyznano nam dwóch rzutów karnych, a gol na 2:1 dla Szwedów nie powinien być uznany, bo jeden z uczestniczących w akcji zawodników był na spalonym. To głaz do ogródka nie tylko dla Słoweńca, ale też współpracujących z nim na VAR Niemców: Cristiana Dingerta i Roberta Schroedera. Warto zapamiętać te nazwiska, bo za mniej więcej tydzień mogą odebrać z rąk FIFA zaproszenia na mundial. Lata mijają, a sędziowie wciąż za rzadko ponoszą odpowiedzialność za swoje błędy. Winna jest temu również część kibiców, którzy w takich sytuacjach machają ręką: „trzeba było grać lepiej, to byśmy się nie czepiali sędziów”. No trzeba było, ale wypaczać wyniku zwyczajnie nie wolno. Dołóżmy do tego wszystkiego skandaliczne zarządzanie czasem w doliczonych minutach gry. Vincić pokazał 4 minuty – choć co najmniej dwie „ukradł” po golu Gyokeres. Potem były jeszcze dwie zmiany, opóźnianie wznowienia… Skończył za wcześnie, choć obliczono, że piłka w obiegu była przez nieco ponad 60 sekund. Bardzo chcieliśmy wygrać, może za bardzo, ale w takich okolicznościach było to jeszcze trudniejsze niż zwykle. Sędzia nie tylko „nie pomagał”, co wręcz przeszkadzał. A to już skandal.Przyszłość jest jasnaTrudno w takiej sytuacji mówić o pozytywach. Ze spuszczonymi głowami dukać coś o jasnej przyszłości, o potencjale, o tym, że na naszą reprezentację wreszcie – po tych nieszczęsnych Probierzach czy Santosach – patrzy się z umiarkowaną przyjemnością. Zwłaszcza że był to być może ostatni mecz Roberta Lewandowskiego w narodowych barwach (no, wyłączając uroczyste pożegnanie). Widać po „Lewym”, że odzyskał radość z gry w kadrze, że u Orbana wreszcie może więcej, że wreszcie coś się dzieje z przodu. Może poczeka z emeryturą jeszcze dwa lata?No bo przecież jest na co i po co czekać. Nasi piłkarze, po dłuższej bessie, grają regularnie w klubach. Sebastian Szymański wygląda na pewniaka w środku pola, obrońcy zgrywają się w Porto, a w kolejce po miejsce w kadrze są też Kacper Potulski czy Wojciech Mońka. Oskar Pietuszewski – choć zmianę ze Szwecją dał zwyczajnie słabą – to materiał na gwiazdę, a przecież jest jeszcze Kuba Kamiński, jest Nicola Zalewski… Kadra U-21 wygrała osiem meczów z rzędu: tam też są talenty, z których za chwilę, za moment będzie mógł korzystać Jan Urban.Urban, bo – pomimo porażki – Cezary Kulesza szczęśliwie zauważył, że ten projekt ma sens. Selekcjoner dostał czas na realizowanie swoich wizji co najmniej do 2028 roku, czyli mistrzostw Europy. To na nie musimy teraz czekać. Zanim jednak Euro, zanim eliminacje, kibiców czeka kilka smutnych miesięcy. Ominie nas mundialowa euforia. Nerwowe odliczanie, analizowanie stylu gry Tunezyjczyków, umawianie się na mecze w ogrodach i barach. Smutne to wszystko tym bardziej że było przecież tak blisko. Już za cztery lata, już za cztery lata…