Kilerzy oddali co najmniej 70 strzałów. Śledztwo w sprawie zabójstwa pięciu gangsterów w restauracji Gama w 1999 roku, największej mafijnej masakry w historii stolicy zostało umorzone – dowiedział się portal TVP.Info. Nie udało się znaleźć na tyle mocnych dowodów, aby komukolwiek postawić zarzuty udziału w zbrodni czy jej zlecenia. Zostały tylko poszlaki wskazujące, że za masakrą stała grupa Karola S. ps. Karol, oraz Jeremiasza B. ps. Baranina. Śledztwo w sprawie masakry w Gamie, w której 31 marca 1999 roku zginęli Marian K. ps. Maniek vel „Klepak”, Ludwik A. ps. Lutek oraz Olgierd W. ps. Łysy, Piotr Ś. ps. Kurczak i Mariusz Ł. ps. Piguła od blisko dekady prowadził Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie. W jego trakcie kilkukrotnie przeanalizowano akta oraz zebrane dowody. – Niestety zebrane materiały są zbyt słabe, aby na nich stawiać komukolwiek zarzuty. Nie ma żadnych materialnych dowodów jak np. ślady DNA, odciski palców sprawców czy nagrania z monitoringów. Pamiętajmy, że to były lata 90. i możliwości śledcze były zupełnie inne niż dzisiaj – mówi portalowi TVP.Info osoba zaznajomiona ze śledztwem. Kilerzy oddali co najmniej 70 strzałów– A wskazania na potencjalnych zleceniodawców czy strzelców opiera się na tym, co świadkowie zasłyszeli od innych osób. W dodatku te relacje się nie pokrywają. Nie było innego wyjścia – dodaje rozmówca portalu. Z informacji portalu TVP.Info wynika, że śledczy z mazowieckich „pezetów” ustalili wiele okoliczności masakry w tym m.in. trasę zabójców i potencjalne miejsce, w którym szykowali się do akcji. Niestety nie sposób było powiązać te dane z konkretnymi osobami. – Mieliśmy dane o połączeniach komórkowych między interesującymi nas osobami, ale nie było informacji z BTS-ów, czyli przekaźników sieci komórkowych, które pozwalają na ustalenie lokalizacji użytkownika danego numeru – wyjaśnia portalowi TVP.Info inny rozmówca z organów ścigania. Postępowanie w sprawie masakry w Gamie, prowadzili początkowo prokuratorzy z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Już w 2013 roku planowali umorzenie postępowania, uznając, że nie ma już żadnych szans na znalezienie dowodów, które obronią się w sądzie. Czytaj także: Sędzia nie chce sądzić, a gangsterzy już odzyskują wolność Rozłam w „Wołominie”Strzelanina w restauracji Gama była punktem kulminacyjnym „bratobójczej” walki między członkami gangu wołomińskiego. Rozłam w jednej z najpotężniejszych grup przestępczych w Polsce, mylnie kojarzonej z braćmi Niewiadomskimi, zaczął się pod koniec 1998 roku. Jednak według informacji operacyjnych policji punktem przełomu było zabójstwo Andrzeja G. ps. Junior, do którego doszło 26 stycznia 1998 roku. W dniu śmierci odwiedził on bossów „Wołomina” Mariana K., ps. Maniek, i Ludwika A., ps. Lutek, w ich kantorze w przejściu podziemnym w pobliżu Dworca Centralnego. Ponoć miał im złożyć „propozycję nie do odrzucenia” od Jeremiasza Barańskiego, ps. Baranina (rezydującego w Wiedniu), który chciał, aby wymienieni mafiosi z nim współpracowali. Obaj, starzy recydywiści, mieli stwierdzić, że nie będą pracować dla konfidenta. „Lutek” i „Klepak” wyszli pierwsi z kantoru wraz z Piotrem L. (ochroniarzem „Klepaka”). Andrzej G. posiedział jeszcze kilka chwil na zapleczu. Kilka minut po wyjściu z lokalu „Junior” został zastrzelony przez dwóch mężczyzn. Niespełna godzinę wcześniej przy zakładzie fryzjerskim „Igor” przy ul. Łabiszyńskiej zamordowano 17-letniego Krzysztofa K. Ponoć chwilę wcześniej do lokalu wpadło dwóch mężczyzn z bronią szukających „Andrzeja”. Odchodząc jeden z nich zastrzelił nastolatka. Okazało się, że Krzysztof K. został zabity z tej samej broni, której użyto do sprzątnięcia „Juniora”. Wszystko wskazuje na to, że jesienią 1998 r. „Baranina” rzekomo znalazł swojego nowego reprezentanta na Polskę. Miał nim być zaufany członek gangu „Mańka” – Karol S., ps. Karol. – „Baranina” wykorzystał fakt, że część młodych gangsterów, skupionych wokół „Karola”, chciało więcej zarabiać i być bardziej samodzielnymi. Doszło do incydentu między „Mańkiem” i „Karolem”. Boss publicznie uderzył młodszego gangstera w twarz. Niby nic wielkiego, ale to zapoczątkowało krwawą wojnę – opowiadał portalowi TVP.Info emerytowany funkcjonariusz CBŚP. Czytaj także: Narcos Praga. „Adzia” i jego kompani skazani za egzekucję przed siłownią MarkusA więc wojna Za początek wojny przyjmuje się wybuch bomby pod samochodem „Mańka”, który miał miejsce 14 grudnia 1998 roku, ok. godziny 20:30. na parkingu przed hipermarketem Geant przy ul. Jubilerskiej na warszawskiej Pradze. Ładunek wybuchł, gdy Piotr L. – kierowca i ochroniarz Mariana K. – uruchomił auto. L. został ranny. Policja musiała sprawdzić auto drugiego bossa Ludwika A., ps. Lutek, który bał się, że pod jego samochodem również może być ukryta bomba. Niedługo potem Piotr L. wyjechał na Zachód, gdzie został zatrzymany podczas próby przemytu kilku ton haszyszu. To zapewne uratowało mu życie, bo do tej pory nigdy nie opuszczał swojego pryncypała. W styczniu 1999 roku „Karol” i jego grupa uderzyli ponownie. 6 stycznia przy skrzyżowaniu ul. Trawiastej z IV Porzeczną w Aninie miało miejsce spotkanie kilku wołomińskich gangsterów. Prym wiódł na nim Piotr W. ps. Kajtek, jeden z adiutantów „Mańka”. Ferajna szukała rozwiązania problemu secesji. Ponoć „Kajtek” miał polować na „Karola” i wszedł w komitywę z jednym z watażków gangu markowskiego – Krzysztofem K., ps. Baniak. Nagle na ulicy pojawił się Dodge Stratus. Z okien auta wysunęły się lufy, które plunęły ogniem w kierunku zebranych. Kilkanaście kul dosięgło „Baniaka”, który skonał na miejscu. Inny gangster „Garnek” dostał też kilkanaście postrzałów. Cudem przeżył. Ferajna zmieniła mu pseudonim na „Durszlak”. Już 20 marca cyngle „Karola” uderzyli ponownie w „Kajtka”. Tym razem w pobliżu restauracji TGI Friday’s przy ul. Jana Pawła II. Tym razem skutecznie. Jednak poza wołomińskim gangsterem, zginął przypadkowy przechodzień, pracownik Teatru Wielkiego. Zamachu dokonali wg. prokuratury Karol S. „Karol”, Paweł J. „Japa”, Andrzej M. „Niuniek”, Robert B. „Bieniasty” i Cezary R. „Popo”. Czytaj także: Skok dekady w Wólce Kosowskiej. Ruszył proces „Gulczasa” Dobry dzień na śmierć Te potyczki doprowadziły do krwawego finału w Gamie. 31 marca 1999 roku był ciepłym, słonecznym dniem. Gama – słynąca z dobrych pierogów restauracja – była od kilku tygodni ulubionym miejscem pracy „Mańka”. Boss słynął z tego, że zawsze był elegancki i szarmancki wobec kobiet. Nawet w areszcie nie tracił rezonu. Od rana, razem z „Lutkiem” załatwiali swoje interesy. Ludwik A. to z kolei typowy „prażanin”. Zakpił kiedyś z policji, doprowadzając do zniknięcia kilkuset litrów przemycanego spirytusu pilnowanego przez funkcjonariuszy. W Gamie bossowie rozmawiali m.in. o sprzedaży gruntów pod hipermarkety, spotykali się z reprezentacjami innych gangów. A przez Gamę przeszły całe pielgrzymki różnych typów z półświatka. Bossom towarzyszył Olgierd W. ps. Łysy, który był ochroniarzem i kierowcą Mariana K. Dwóch innych ochroniarzy, „Maniek” z niewiadomych powodów, opuścił na miasto. Około południa dołączyli do bossów Piotr Ś. Ps. Kurczak i Mariusz Ł. Ps. Piguła. Według policji „Maniek” mógł im zlecać wyeliminowanie „Karola” i jego najwierniejszych ludzi. Miał nawet zdjęcia celów, które znaleziono później w zakrwawionej marynarce bossa. Przed godz. 13 do Gamy weszło trzech kilerów (inni mówili o czterech). Jedni mówili, że mieli na sobie jakieś czarne mundury, drudzy – że kombinezony. Wszyscy są zgodni co do tego, że byli uzbrojeni po zęby. I że byli w kominiarkach. Kilerzy weszli do lokalu, minęli obsługę i poszli szybkim krokiem do drugiej sali. Na widok zebranych dali ognia z broni maszynowej – strzelby tzw. pompki. „Maniek” i jego druh „Lutek” zginęli podziurawieni kulami. Podobny los podzieliła pozostała trójka. Według akt śledztwa na miejscu znaleziono 67 łusek od amunicji kalibru 7,62 mm i trzy ze strzelby. Jak się okazało, większość pocisków wystrzelono z pistoletów maszynowych PPS (to następca legendarnej „pepeszy”, ale z mniejszym magazynkiem). Kilerzy użyli jeszcze pistoletu CZ oraz samoróbki (przerobionego na broń ostrą pistoletu gazowego). To z nich dobijali konających mafiosów. Mordercy uciekli srebrnym polonezem, którego znaleziono płonącego po godz. 14:00 w Falenicy. Cudem nie zginął nikt z przechodzących obok Gamy. Bo kule trafiły w dwa zaparkowane w pobliżu samochody. Czytaj także: Szef CBŚP: Pruszków nie spędza nam snu z powiek. Zagrożeniem gangi ze Wschodu Polowanie na kilerówKilka dni po masakrze, w mieszkaniu przy ul. Obozowej w Warszawie, policja odkryła bandycki arsenał: pięć karabinów maszynowych, trzy pistolety oraz dwie bomby. Znaleziona tam broń była użyta m.in. do zabójstwa „Baniaka”. Pod koniec lipca antyterroryści ujęli Karola S. i czterech jego kompanów. Boss schował się w specjalnym schowku i policjanci odkryli go dopiero po dwóch godzinach przeszukiwania mieszkania. Paweł J. „Japa” próbował wyrzucić pistolet z tłumikiem. Wpadli też Robert B. „Bieniasty”, Cezary R. „Popo” i Andrzej M. „Niuniek”. Zatrzymania uniknął Andrzej T. ps. Tyburek, który został ujęty dopiero w listopadzie 2009 roku Rok później „Karol” i członkowie jego gangu zostali skazani za zabójstwa „Baniaka” i „Kajtka”. Nigdy nie usłyszeli zarzutów związanych z masakrą w Gamie. „Popo”, który zaczął już mięknąć, został zapewne zaszczuty przez kompanów z aresztu i zabił się w swojej celi. Jacek K. ps. Młody Klepak, syn „Mańka” miał nawet rzekomo wyznaczyć nagrodę za wytropienie zabójców ojca. W dość gwałtowny sposób zginęło kilku kompanów „Karola”. Jednak młodemu bossowi niedane było zbyt długo przeżyć ojca. 17 sierpnia 2002 roku w barze Okoń w Mikołajkach bawiło się wówczas kilka osób związanych towarzysko (i nie tylko) z Jackiem K. Młody boss ukrywał się przed policją, polująca na jego bandę. Do siedzących podeszło trzech mężczyzn, którzy wyciągnęli broń i zaczęli strzelać. Jacek K. zginął na miejscu. Po zabiciu „Klepaka” mordercy rzucili się do ucieczki. W pogoń za nimi ruszył policjant Marek Cekała, zaalarmowany krzykami świadków strzelaniny. Mordercy zastrzelili go i uciekli. Nie ustalono nigdy sprawców zabójstw gangstera i policjanta. Czytaj także: „Wściekły”, brat „Szkatuły”, znów oskarżony. Zabójstwo z pazerności Bez wyrokuKarol S. ps. Karol, Paweł J. ps. Japa, Andrzej M. ps. Niuniek oraz Robert B. ps. Bieniasty, zostali w lutym 2013 ostatecznie skazani na kary dożywocia za strzelaniny przed warszawską restauracją Friday's oraz w Aninie. Żaden z nich nigdy nie przyznał się do zarzutów. Także do jakichkolwiek związków z masakrą w Gamie. Zdaniem policji sam „Karol” nie brał udziału w rzezi, ale ją zlecił i koordynował. Zabrakło jednak dowodów, pozwalających na postawienie kogokolwiek przed sądem. Nie jest pewne, czy kiedykolwiek uda się skazać kogokolwiek za rzeź w Gamie. Aby tak się stało, jeden z członków bandy Karola S. musiałby przerwać zmowę milczenia. A ci, którzy wiedzieli najwięcej, już nie żyją. Czytaj także: Kokaina dla „Pruszkowa” i tajemnicze zniknięcie dwojga osób