Przekonywał chore kobiety, że nie mają raka. W drugiej instancji utrzymano karę roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz trzyletni zakaz wykonywania działalności naturopaty. Zmieniono jedynie wysokość zadośćuczynienia dla jednej z rodzin. Prokuratura domagała się surowszej kary i uznania czynu za nieumyślne spowodowanie śmierci, natomiast obrona wnosiła o uniewinnienie.Namawiał do rezygnacji z leczenia onkologicznegoZ ustaleń sądu wynika, że Tomasz Sz. przekonywał pacjentki, iż nie mają raka, lecz „patogeny, grzyby i bakterie”, a następnie proponował terapię z użyciem generatora plazmowego. Kobiety uwierzyły w tę diagnozę, zrezygnowały z leczenia onkologicznego, przestały przyjmować leki i poddawać się badaniom. Obie zmarły. Sąd podkreślił, że choć działania oskarżonego były bezprawne i zwiększyły cierpienie pacjentek, nie można jednoznacznie stwierdzić, czy kobiety przeżyłyby, gdyby kontynuowały leczenie.– Nie pozbawił ich życia, ale pozbawił je szansy na jego uratowanie – wskazał w uzasadnieniu sędzia.Rodzina oburzonaBliscy ofiar nie kryją rozgoryczenia. – Kara jest za niska. Ten człowiek powinien trafić do więzienia – mówił mąż jednej z kobiet w mediach. Śledztwo w sprawie rozpoczęło się właśnie na jego wniosek. Z wyroku nie jest też zadowolona obrończyni Tomasza S., mec. Izabela Nowak – sąd uwzględnił jej apelację tylko w niewielkiej części. W rozmowie z dziennikarzami przekonywała, że Tomasz S. chciał pomóc kobietom, które się do niego zgłaszały.– Mój klient prowadził legalną działalność gospodarczą, wykonuje i wykonywał zawód naturopaty. Ta działalność jest w pełni legalna i wbrew temu, co dziś powiedział sąd, on nie wykroczył ponad to, co wykonywać mógł – powiedziała prawniczka.