Partia Petera Magyara z coraz większą przewagą. Kwietniowe wybory mogą na lata przesądzić o miejscu Węgier na mapie Europy. Sondaże wskazują na rosnącą przewagę opozycyjnej partii Tisza i lidera Petera Magyara. Ostentacyjnie manifestujący swoje związki z Moskwą premier Viktor Orban może jednak liczyć na poparcie swoich rodaków rozsianych daleko poza granicami dzisiejszych Węgier. Sytuacji na miejscu przygląda się wysłannik programu „19.30” Rafał Miżejewski. Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się w niedzielę 12 kwietnia. Na finiszu kampanii, sondażowa przewaga partii Tisza Petera Magyara nad Fideszem Viktora Orbana wzrosła już do ponad 20 punktów procentowych.Oprócz przeprowadzenia reform, zwolennicy opozycji domagają się rozliczenia 16-letnich rządów Orbana. Rozmówcy programu „19.30” zwracają uwagę między innymi na liczne afery, w tym korupcyjne, w administracji obecnego premiera. Wskazują na znikające miliardy, za które nikt nie ponosi odpowiedzialności.Orban liczy na diasporęWspierany przez Kreml Orban nie skłania jednak broni. Liczy na elektorat Węgrów żyjących poza granicami kraju, międy innymi na Słowacji. Budapeszt od lat finansuje tu szkoły, w których dzieci uczą się po węgiersku, a przez paliwowego giganta MOL wpompował potężne środki w rozbudowę stadionu lokalnego klubu piłkarskiego w Dunajskiej Stredzie.Red. Rafał Miżejewski zwrócił uwagę, że południowa Słowacja to tylko część utraconych przez Madziarów po I wojnie światowej terenów, zamieszkiwanych w znacznej mierze przez etnicznych Węgrów. W ostatnich wyborach poparcie węgierskiej diaspory dla Fideszu wyniosło tu ponad 93 procent, co pomogło Orbanowi w odniesieniu kolejnego zwycięstwa. Teraz ta pomoc może okazać się niewystarczająca.Czytaj także: „Orbangate” na Węgrzech. Tajemniczy agent miał przeniknąć do opozycji