Przegląd tygodnia. Karol Nawrocki na początku tygodnia poleciał na Węgry i w Budapeszcie spotkał się z premierem Viktorem Orbánem. Termin tej wizyty nie był przypadkowy, już 12 kwietnia na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne, a sondaże dają duże szanse na zwycięstwo obecnej opozycji. Jeszcze przed wylotem część środowiska politycznego i komentatorów zwracała uwagę, że spotkanie z Orbánem tuż przed wyborami wpisuje się w jego kampanię, a prezydent Polski nie powinien się w nią angażować. Rzecznik rządu Adam Szłapka w TVP Info stwierdził wręcz, że stanie jako tło dla kampanijnego zdjęcia Orbána jest tak upokarzające, że tego wstydu prezydent nie zmyje. Włodzimierz Czarzasty napisał z kolei krótko na platformie X: „Dziś u Orbána, jutro u Putina”.Gdy pytałam polityków PiS, czy Karol Nawrocki powinien spotykać się teraz z Orbánem, przypominając również, że jeszcze kilka miesięcy temu do takiego spotkania nie doszło właśnie ze względu na bliskie relacje węgierskiego premiera z Władimirem Putinem, słyszałam w odpowiedzi, że wtedy koincydencja czasowa między spotkaniem Orbána z Putinem a ewentualną wizytą Nawrockiego była zbyt bliska, natomiast dziś – jako sojusznicy w Unii Europejskiej i NATO – powinniśmy rozmawiać. I choć różnice w podejściu do Rosji czy wojny w Ukrainie są oczywiste, to właśnie takie spotkania mają dawać szansę na przekonywanie Orbána do zmiany kursu.Tyle że z tego przekonywania niewiele, jak się wydaje, wynikło. Niedługo po wizycie Nawrockiego pojawiła się informacja, że Węgry wstrzymują dostawy gazu do Ukrainy, do czasu wznowienia transportu ropy rurociągiem „Przyjaźń”. Jeśli więc celem tej wizyty było wpłynięcie na Viktora Orbána i skłonienie go do wsparcia Ukrainy, to trudno mówić o sukcesie.Czytaj też: Prezydent podpisał ustawy paliwowe. Ostatnia prosta do obniżki cen paliw***Tymczasem jeszcze przed spotkaniem premiera Węgier z prezydentem Nawrockim, doszło do nerwowej sytuacji na briefingu w Przemyśl. Karol Nawrocki wszedł tam w ostrą wymianę zdań z dziennikarzem TVN24, Mateuszem Półchłopkiem. Redaktor Półchłopek zapytał prezydenta, czy nie przeszkadza mu zażyła relacja Orbána z Putinem. Nawrocki, który szykował się już do opuszczenia konferencji, zawrócił i – wyraźnie zirytowany, intensywnie gestykulując – odpowiedział: „Pan nie słuchał konferencji prasowej? Robiliście materiały o tym, że mnie ściga Putin? Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski”.Słowa to jedno, ale równie wymowne były gesty, wskazywanie palcem i widoczna nerwowość. Sam dziennikarz napisał później na platformie X, że po raz pierwszy spotkał się z tak emocjonalną reakcją polityka na swoje pytanie.W sieci szybko pojawiły się komentarze krytyczne wobec prezydenta, podkreślające, że głowa państwa nie powinna w ten sposób zwracać się do przedstawiciela mediów, który zadaje pytania w imieniu obywateli. Zwracano też uwagę, że jeśli jedno pytanie dziennikarza potrafi wyprowadzić prezydenta z równowagi, to jak będzie reagował w sytuacjach znacznie poważniejszych, gdy przyjdzie mu podejmować trudne decyzje jako głowa państwa.Nie trzeba było jednak długo czekać na głosy wsparcia ze strony środowisk sprzyjających prezydentowi. Przekonywano, że była to „męska”, adekwatna reakcja na rzekome manipulacje i prowokacje dziennikarza. Trudno jednak mówić tu o prowokacji, bliskie relacje Orbána z Putinem są faktem od lat i, jak już wspominałam, były jednym z powodów, dla których w przeszłości do podobnego spotkania nie doszło.Z niepokojem obserwuję kierunek, w którym zmierza debata publiczna, w którym to agresywne, nieadekwatne do sytuacji zachowania zaczynają być nagradzane i pochwalane. A to prowadzić będzie do jeszcze większej eskalacji napięcia – zarówno w relacjach polityków z dziennikarzami, jak i między samymi politykami.***W czwartek o godzinie 14 premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej ogłosił decyzję rządu o obniżeniu VAT i akcyzy na paliwa. „Jeśli Sejm, Senat i prezydent zechcą wesprzeć nas w tej pracy, to jeszcze przed świętami Wielkanocnymi wszyscy powinniśmy zobaczyć ceny obniżone o około 1,20 zł na litrze każdego z paliw” – mówił premier.W szczegółach: chodzi o obniżenie stawki VAT z 23 do 8% oraz redukcję akcyzy o 29 groszy na benzynę i 28 groszy na olej napędowy, czyli do minimum dopuszczalnego przez przepisy unijne. Projekt przeszedł błyskawiczną ścieżkę legislacyjną i zyskał aprobatę Prawa i Sprawiedliwości, choć nie obyło się bez zastrzeżeń. Zdaniem polityków PiS rozwiązanie pojawiło się zdecydowanie za późno – gdyby zostało wprowadzone trzy tygodnie wcześniej, jak postulowała opozycja, w kieszeniach Polaków zostałyby 2 mld zł. Po drugie, według PiS, jest to w dużej mierze powielenie ich wcześniejszych propozycji. I po trzecie – projekt, ich zdaniem, zawiera szereg niedoskonałości.Koalicja rządząca odpowiada, że wcześniej trudno było przewidzieć rozwój sytuacji w Zatoce Perskiej i wpływ napięć geopolitycznych na ceny surowców, a pochopne decyzje nie byłyby odpowiedzialne.W piątek po południu, kiedy przygotowuję ten felieton, wciąż nie jest jasne, czy ustawę podpisze prezydent. Z sygnałów płynących z Kancelarii Prezydenta i PiS wynika jednak, że podpis powinien pojawić się szybko.***Sześciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wybranych na poprzednim posiedzeniu Sejmu wciąż czeka na to, czy prezydent Karol Nawrocki przyjmie od nich ślubowanie – a przypomnijmy, że zgodnie z ustawą o Trybunale Konstytucyjnym sędziowie składają je wobec prezydenta.Prezydencki rzecznik, Rafał Leśkiewicz, poinformował w piątek, że Karol Nawrocki po powrocie ze Stanów Zjednoczonych przekaże informacje dotyczące dalszych działań w sprawie Trybunału. Z tonu wypowiedzi przedstawicieli Kancelarii Prezydenta można jednak wnioskować, że z przyjęciem ślubowania może być problem.Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiada, że w razie takiego scenariusza znajdzie się rozwiązanie. Z kolei część polityków Koalicji Obywatelskiej wciąż liczy na to, że prezydent ostatecznie zdecyduje się odebrać przysięgę od nowych sędziów.Czytaj też: Premier nie ma wątpliwości. „Sędziowie TK złożą przysięgę tak czy inaczej”***A dlaczego Karol Nawrocki leci do Stanów Zjednoczonych? Prezydent weźmie udział m.in. w konferencji środowisk konserwatywnych CPAC, gdzie ma wygłosić przemówienie. Najprawdopodobniej nie spotka się jednak z Donaldem Trumpem, bo amerykański przywódca w tym roku nie bierze udziału we wspomnianym wydarzeniu.Politycy koalicji rządowej zastanawiają się, jaki jest realny cel polityczny tego wyjazdu. Środowiska spotykające się na CPAC często prezentują postawy sceptyczne wobec Europy, a niekiedy wprost prorosyjskie. Trudno więc nie postawić pytania, czy prezydent jedzie tam, by tę narrację próbować korygować, czy raczej po to, by zacieśniać relacje z kręgami związanymi z ruchem MAGA, licząc na ich ewentualne wsparcie w przyszłych kampaniach – zarówno parlamentarnych, jak i prezydenckich.***Zwłaszcza że przynajmniej chwilowo Karol Nawrocki stracił sympatię środowiska kibicowskiego. Wszystko za sprawą weta do nowelizacji Kodeksu Postępowania Karnego, w której znalazły się przepisy mające ucywilizować kwestie aresztów tymczasowych.Kibice swoje niezadowolenie wyrazili m.in. transparentami na meczach, a najłagodniejsze z haseł brzmiały: „nie jesteś już jednym z nas”. I o ile trudno przywiązywać nadmierną wagę do stadionowych komunikatów, bo politycy bywają tam atakowani regularnie i z różnych powodów, o tyle w tym przypadku sprawa jest bardziej złożona. Dla Karola Nawrockiego to środowisko było dotąd wyjątkowo bliskie. Pojawiły się nawet hipotezy, że jego nerwowa reakcja wobec dziennikarza TVN24 mogła mieć związek właśnie z frustracją wywołaną reakcją kibiców.W piątek Sejm próbował odrzucić prezydenckie weto, jednak bez powodzenia. Co ciekawe, zabrakło głosów posłów Konfederacji. Wśród przedstawicieli koalicji 15 października nie kryto rozczarowania, choć niemal natychmiast zaczęły pojawiać się zapowiedzi kolejnego „planu B”. I tych planów B robi się ostatnio wyjątkowo dużo.***Nie będę szeroko rozpisywać się o potwornej sprawie z Kłodzka, dotyczącej pedofilii i zoofilii. To jedna z najbardziej przerażających i odrażających zbrodni, o jakich przyszło mi ostatnio czytać.Została ona jednak bardzo szybko wyciągnięta na polityczne sztandary, ponieważ kobieta skazana za zoofilię była związana z lokalną Platformą Obywatelską. Uważam, że wykorzystywanie tej tragedii jako narzędzia walki politycznej jest oznaką braku szacunku wobec ofiar.Oboje sprawców usłyszało wyroki – choć na razie nieprawomocne, mogą więc ulec zmianie Mam nadzieję, że winni poniosą najsurowszą możliwą karę. Jednocześnie mówię zdecydowane „nie” wykorzystywaniu takich tragedii do budowania politycznych narracji.Czytaj też: Podszył się pod funkcjonariusza ABW i spreparował aferę pedofilską