Zabójstwa? Nic nie widziałyśmy. Czy Roman został zaszlachtowany, bo Andrij zobaczył jego zdjęcie z Poliną? Dlaczego Tamara miała się chwalić przyjaciółce, że to ona zadźgała Romana? Nad tymi zagadkami głowić się będzie sąd, po zeznaniach dwóch Ukrainek, które były bardzo blisko oskarżonych o zabójstwa w „domu złym” przy ul. Grzybowskiej 71 w Warszawie. Ruszył proces w sprawie zabójstwa bezdomnych w pustostanie przy ul. Grzybowskiej 71 w Warszawie. Wydawało się, że miejsce to będzie azylem dla grupy osób, które znalazły się na bocznym torze życia. A okazało się, że to prawdziwy „dom zły”. Za sprawą alkoholu, którego większość mieszkańców sobie nie żałowała, a czasem i narkotyków (głównie najtańszego „kryształu” – czyli pochodnych mefedronu), życie w „apartamentach” przy Grzybowskiej 71 nie było łatwe. Kłótnie i spory były na porządku dziennym. A końcu w pustostanie zaczęli ginąć ludzie. Ciała wynoszono do innych pomieszczeń i życie toczyło się dalej. Zdaniem śledczej z mazowieckich „pezetów” Prokuratury Krajowej, nieformalnym liderem tej „wspólnoty” był 34-letni Andrij S. Ten Ukrainiec z podstawowym wykształceniem, zarabiał jako samozwańczy parkingowy pod hotelem Marriott (obecnie Presidential) w centrum stolicy. W „dobrym” miesiącu mógł „wyciągnąć” nawet 3 tys. zł miesięcznie. Andrij, zwany także Mamedem, miał mieć poważną wadę: po wypiciu zbyt dużej ilości alkoholu stawał się agresywny i tracił nad sobą kontrolę. Jeszcze gorzej było, gdy połączył wódkę lub piwo z „kryształem”. Pijany i pobudzony mefedronem Andrij zamordował na początku lutego 2024 roku Romana Z. Według prokuratury pomagał mu 36-letni Ion B. z Mołdawii. Z aktu oskarżenia wynika, że Andrij S. atakował ofiarę tasakiem, a Ion B. nożem. Cięli i dźgali jak opętani. Sekcja zwłok wykazała, że każdy mógł zadać napadniętemu po kilkadziesiąt ciosów w tułów, głowę, ręce i nogi. W szyi ofiary znaleziono resztki szkła. Gdy Roman Z. skonał, Andrij miał mu uciąć dłonie. Następnie obaj mordercy wynieśli zwłoki na strych kamienicy. Według prokuratury, kazali też dwóm kobiety zmyć krew z podłóg. W śledztwie i przed sądem Andrij S. przyznał się do tego zabójstwa. Twierdził jednak, że dokonał go sam – będąc w „transie”, a Ion B. nie miał z nim nic wspólnego. Czytaj także: „Dom zły” w Warszawie. Miłość, alkohol i śmierć razy czteryTu życie było tanie Po zabójstwie Romana, życie w komunie wróciło do „normy”. Ale nie na długo. Na przełomie marca i kwietnia 2024 roku Iwan R. miał zatłuc żeliwną rurką Siergieja S. Nim wpadł w szał i zmasakrował mężczyznę, sprawca zarzucił mu kradzież smartfona. Ciało Siergieja S. wyniesiono do pokoju na trzecim piętrze. Niedługo potem okazało się, że „skradziony” telefon leżał gdzieś w pokoju. Iwan R. był poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania. W maju 2025 roku został zatrzymany na terenie Niemiec i dopiero w październiku ubiegłego roku wydany Polsce. Śledztwo przeciwko niemu jest już na ukończeniu. Tego samego dnia, kiedy zginął Sergiej, doszło do kolejnej tragedii. Konrad P. miał powiesić się na balustradce schodów. Na metalowym drucie. Andrij i ktoś ze wspólnoty zabrali zwłoki do piwnicy i tam „pogrzebali”. Nie znaleziono dowodów, że nie było to samobójstwo, choć nie udało się ustalić, co powodowało Konradem. Tydzień później Andrij S. znów wpadł w szał podczas popijawy. Bartosz P. zarzucił mu m.in., że za mało dokłada się do jedzenia. Ukrainiec uderzył go w twarz, łamiąc żuchwę. A gdy P. padł na ziemię, kopał go w klatkę piersiową, gruchocząc żebra i mostek. Zwłoki Bartosza P. zaniesiono do pokoju, w którym znajdowało się już ciało Siergieja S. Po wszystkim Andrij S. zabrał telefon zabitego, włożył słuchawki i słuchał muzyki. Jakby nic się nie stało. Andrij S. powiedział przed sądem, że bił Bartosza, ale nie chciał go zabić. W „domu złym” mogło dojść do jeszcze jednej zbrodni. Iwan R. jest bowiem podejrzany o pobicie mężczyzny o pseudonimie „Ryży”, „narażając go na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”. Według niektórych mieszkańców pustostanu „Ryży” nie przeżył tego, ale nie ma dowodów, że rzeczywiście doszło do zabójstwa. Czytaj także: „Dom zły” na warszawskiej Woli. Podejrzany Ukrainiec wydany PolsceFeralna fotka Przed stołecznym sądem okręgowym pojawiły się także dwie mieszkanki „domu złego”: Tamara i Polina, których zeznania mogły wiele wyjaśnić, jeśli chodzi o okoliczności zabójstw. Zmieniliśmy ich imiona, ze względu na ich dobro. 51-letnia Tamara (z wykształcenia ekonomistka, księgowa a z musu kucharka) już od wejścia zaczęła wykrzykiwać do Iona B.: Ja cię kocham! Wszystko będzie dobrze malczik! A w oczach jej lśniły łzy. Kobieta miała być partnerką Iona B., którego nazywała Iwanem-„Wańką”. Dlatego sąd wyraził zgodę, aby nie zeznawała przeciw niemu. Choć i tak, ze słów Tamary wynikało, że jej ukochany to dusza człowiek, który by nikogo nie skrzywdził. Komplementowała także Andrija: „To dobry człowiek, sprawiedliwy, bardzo w porządku”. Tamara nie miała za to dobrego zdania o Romanie. – To zły człowiek. Wielokrotnie zachowywał się niewłaściwie. Był bardzo awanturny. Sasza (inna ze stałych lokatorek pustostanu – red.) mówiła mi, że bił ją i jej męża – mówiła w śledztwie. I dodała tajemniczo: Andrij wymierzył sprawiedliwość. Choć nie chciała rozwinąć tego stwierdzenia. W czasie śledztwa Tamara opowiedziała o pewnym incydencie, który miał miejsce niedługo przed zaszlachtowaniem Romana. „Kiedyś przyszłam z pracy. I zobaczyłam, jak Polina śpi z Romanem w łóżku. Zrobiłam im zdjęcie. Andrija wtedy nie było. Powiedziałam Polinie, że jest prostytutką, bo sypia z Andrijem, Wową i Romanem” – wyjaśniała Tamara, która podczas odczytywania tych słów kiwała potakująco głową. Wspomniana Polina, rzekomo była w tamtym czasie partnerką Andrija. Nie jest jasne czy widział on jej zdjęcie z Romanem. Tamara i Polina zdecydowanie za sobą nie przepadały. Po jednej z libacji, ta druga miała oświadczyć Tamarze, że uprawiała seks z Ionem. „Powiedziałam, że kłamie, bo ja znałam Iona i on by się w życiu na to nie zgodził. I w ogóle co to za powód, żeby się chwalić, szczególnie w Polsce? Lepiej jakby powiedziała, że barszcz gotowała” – mówiła Tamara śledczym. Jednak Polina miała nie dać za wygraną. „Poszłam spać, a ona mnie cały czas prowokowała. Powiedziałam jej, że jeśli się zaraz nie uspokoi i obetnę włosy. A ona dalej mnie prowokowała i powiedziała, że uprawiała z Ionem seks. Jak mnie poniosło, to ja jej obcięłam włosy. Polina jest dobrą kobietą, kiedy nie pije, ale ona chyba ma schizofrenię” – dodała Tamara. 51-latka mogła mieć żal do Poliny, bo ta w śledztwie twierdziła, że to Tamara zabiła Romana i odcięła mu dłonie, „aby już więcej rąk nie wyciągał po jej rodzinę”. Czytaj także: „Dom zły” na Woli. Kiedy wypił zmieniał się w demona. Zabił dwie osobyZabójstwa? Dziennikarze o tym mówili Jeśli chodzi o zabójstwa Romana i Bartosza, to Tamara nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Nic nie wiedziała o żadnej krwi, a tym bardziej o morderstwie. A jak zareagowała na zniknięcie Romana, który przecież miał ponoć dawać się we znaki innym mieszkańcom pustostanu? – Andrij powiedział mi, że Roman pojechał do Niemiec. I tyle, a potem z Wanią się przenieśliśmy – przekonywała. Kobieta zapewniała, że o zabójstwie Romana dowiedziała się od innej stałej lokatorki Grzybowskiej 71. – Zadzwoniła do mnie i powiedziała, że Andrij został zatrzymany za zamordowanie Romana. Nie uwierzyłam jej – podkreśliła. Na pytanie czy kiedykolwiek widziała, Iona B. w zakrwawionym ubraniu, kategorycznie zaprzeczyła. – Nigdy nie było takiej sytuacji. Gdyby Iwan przyszedł do naszego mieszkania w zakrwawionej koszulce, to bym go złapała za gardło i udusiła. Mówię samą prawdę – zarzekała się. Okazało się jednak, że Tamara wiedziała o śmierci Konrada, choć – jak reszta mieszkańców „domu złego” – znała go pod imieniem Radek. „Któregoś dnia wróciłam z pracy zmęczona i poszłam spać. O trzeciej w nocy słyszę jakieś dźwięki. Andrij i Iwan wyszli sprawdzić i powiedzieli, że Radek się powiesił. Byłam w szoku, ale musiałam następnego dnia jechać do pracy. To był dla mnie duży stres, bo Radek był bardzo spokojny i zawsze uśmiechnięty. Nie wiem, co się stało z jego ciałem” – wyjaśniała kobieta. Czytaj także: Morderstwa na Woli. Ukrainiec przyznał się do winy, sześć osób w areszcie [WIDEO]Przerażająca opowieść Tamary Polina była przed sądem znacznie mniej ekspresyjna niż jej poprzedniczka. I o wiele bardziej zniszczona przez życie w trudnych warunkach. Przyjechała do Polski w marcu 2022 roku, a po niespełna roku była już bezdomna. Ta drobna 45-latka, wyglądała na znacznie starszą, nawet o dwie dekady. Była wyraźnie zagubiona i sprawiała wrażenie, jakby chciała mieć przesłuchanie, jak najszybciej za sobą. „Jak mieszkaliśmy razem, to Mamed był spokojny. On często pił, ale był na ogół spokojny” – opowiadała Polina. Przekonywała, że nie miała pojęcia o tym, że ich domu byli mordowani ludzie. „ O tym, że w pustostanie doszło do jakichś zabójstw, to dowiedziałam się dopiero dzisiaj od dziennikarzy, którzy byli tam na ulicy” – mówiła śledczym po zatrzymaniu w kwietniu 2024 roku. „Ja nie wiem kto tam zginął, czy kto mógł dopuścić się morderstwa. Nie wiem, żeby dochodziło do jakichś pobić” – przekonywała, zaprzeczając także, aby ktokolwiek kazał jej wyrzucać zakrwawioną odzież. Jednak, już podczas późniejszych przesłuchań rzeczywiście wskazała na Tamarę jako zabójczynię Romana. „Tamara powiedziała mi około dwóch miesięcy temu, że osobiście zabiła Romana. Nożem, ale nie mówiła jak dokładni. Odcięła mu ręce, tłumacząc to, żeby tych rąk więcej nie wyciągał do jej rodziny. Roman miał pobić jej męża w mieszkaniu, ale ja tego nie widziałam” – relacjonowała Polina. Nie szczędziła też szokujących szczegółów. „Powiedziała mi, że jak chcę, to mi pokaże grób Romana. Powiedziała, że jak idzie do pracy, to patrzy, czy on tam leży. I, że położyła drzwi na ciele Romana, bo chyba ktoś znalazł jego ciało. Miała mi powiedzieć, że ciało Romana miało leżeć na sklepie. Ja uważałam, że kłamie, dlatego, że nie czułam zapachu rozkładanego ciała” – wyjaśniała 45-latka. Z jej słów wynikało, że Tamara opowiadała o zbrodni, gdy mocno podpite, spotkały się w kuchni. „Nie miałam romansu z Romanem. Ja się go bałam, bo był bardzo agresywny” – dodała. Polina podkreślała, że nie widziała i nie słyszała, żeby Mamed kogoś zabił. „Ja o opowieści Tamary dotyczącej zabójstwa Romana powiedziałam Wołodymyrowi i Mamedowi. Wołodymyr stwierdził, że to kłamstwo. A Mamed powiedział, że Roman wyjechał po samochód do Holandii i powinien wrócić do piątego maja 2024 roku” – wyjaśniała Polina. Kobieta zaznaczyła, że przyjaźniła się z Tamarą, którą „czasem opowiada niestworzone rzeczy”. Gdy skończyła, sąd chciał wiedzieć czy Polina często pije alkohol. – Jak alkohol to różnie. Raczej często. Kiedyś może było tak, że dwa – trzy dni gotowałam, a tak to cały czas piłam. Góra parę dni nie piłam – przyznała, zaprzeczając, aby miała po alkoholu halucynacje czy kłopoty z pamięcią. Czytaj także: Sprawa czterech morderstw na Woli. Znamy motyw [TYLKO U NAS]Uciekła, bo miała być następna Historia ta zaczęła się w niedzielę 7 kwietnia 2024 roku, gdy na policję zgłosiła się kobieta, która powiedziała funkcjonariuszom, że w kamienicy przy ulicy Grzybowskiej 71 jest kilka ciał. Osoby te miały zostać zamordowane. Kobieta była bardzo przestraszona i mówiła, że mogła być następną ofiarą. Natychmiast do kamienicy skierowano policjantów i techników kryminalistycznych. Najpierw odkryto ciała dwóch mężczyzn. Znajdowały się w opustoszałych pokojach. Zwłoki, w zaawansowanym stanie rozkładu, były przykryte śmieciami między innymi starą kołdrą lub śpiworem. Jednak śledczy mieli informację, że ofiar może być znacznie więcej. Funkcjonariusze zaczęli dokładniej przeszukiwać budynek. Natrafili na kolejne dwa ciała mężczyzn. Jedno miało znajdować się na strychu, a jedno w piwnicy. To ostatnie było częściowo pogrzebane w ziemi. Na szyi mężczyzny znalezionego w piwnicy odkryto pętlę z przeciętym sznurem. Na ciałach dwóch ofiar znaleziono obrażenia, świadczące, że mogły zostać pobite na śmierć. Policjanci odkryli w pobliżu przedmioty, które mogły być użyte do zabójstwa. Kolejna miała rany kłute i rąbane. W sprawie mężczyzny z piwnicy, prokuratura nie znalazła dowodów wskazujących, że doszło do zbrodni. W ciągu kilku miesięcy zarzuty usłyszało 11 osób, w tym Andrij S. i Ion B., którym zarzucono morderstwa. Zdecydowana większość podejrzanych miała ponieść konsekwencje za niezawiadomienia o przestępstwie. Czytaj także: Morderstwa na warszawskiej Woli. Zatrzymano dziesiątą osobę