Doniesienia o przemocy. Miały być bite, poniżane czy zamykane w kotłowni – to wszystko w miejscu, w którym miały czuć się bezpiecznie, mieć właściwą opiekę i wsparcie. Wiele wskazuje na to, że w katolickim domu opieki Światełko w Godynicach w Łódzkiem dzieciom towarzyszyła przemoc. Czy i kiedy zostaną przeniesione do innego ośrodka? Odpowiedzi szukała reporterka TVP Info Oliwia Kondracka. – Zamykanie dzieci w szatni za to, że nie potrafiły się uspokoić. Biła mnie po głowie kablami, szczotkami – opowiada była podopieczna ośrodka. – Rzuciła słoikiem szklanym pod nogi, bo powiedziała, że ma mnie dość – to inna relacja. – Starsi chłopcy przychodzili do nas w nocy bez naszej wiedzy. Gdy o tym się mówiło, to się słyszało, że jest się lafiryndą, że to nasza wina – opowiada jedna z ofiar.Zakonnica w sutannie była nawet kandydatką na Osobowość RokuHistorie byłych podopiecznych placówki opiekuńczo-wychowawczej Światełko wstrząsnęły opinią publiczną. Dyrektorką placówki jest była zakonnica, chodząca w sutannie – Elżbieta Książek. Jej kandydaturę zdjęto z plebiscytu „Dziennika Łódzkiego” na Osobowość Roku.Na stronie Urzędu Wojewódzkiego pojawił się też raport z kontroli. Została ona przeprowadzona w kwietniu ubiegłego roku, już wtedy wskazano na nieprawidłowości w placówce – konflikty między wychowankami a opiekunami, zbyt małą liczbę pracowników oraz nieodpowiednie żywienie. Urząd tłumaczy publikację raportu dopiero po niemal roku tym, że Światełko miało czas na dostosowanie się do zaleceń pokontrolnych.Dzieci pozostają w ŚwiatełkuDzieci wciąż pozostają pod opieką Światełka – nie zostały przeniesione do innej placówki. Nie ma bowiem zgody fundacji zarządzającej ośrodkiem. Zarówno placówką, jak i fundacją zarządza ta sama osoba – Elżbieta Książek. Reporterzy TVP spytali, skąd biorą się zarzuty wobec placówki. – Trochę roszczenia wychowawców, którzy tutaj pracowali. Manipulacje wychowankami, którzy byli na to podatni – twierdzi Książek.Tymczasem w Prokuraturze Rejonowej w Sieradzu toczy się śledztwo wznowione po interwencji prokuratury regionalnej. – Stwierdziliśmy, że decyzja o umorzeniu postępowania była zbyt wczesna. Dopatrzyliśmy się pewnych niedociągnięć zarówno w ustaleniach dotyczących stanu faktycznego, jak i w ustaleniu kręgu pokrzywdzonych – mówi prok. Krzysztof Kopania z Prokuratury Regionalnej w Łodzi.Czytaj także: „Reporterzy”. Stalker nęka sąsiadów. Chodzi na wolności, a rodzina boi się o życie