Prace nad projektem jeszcze w marcu. Rząd chce uporządkować sejmowe debaty, ale opozycja widzi w tym próbę ograniczenia wpływów prezydenta. Projekt zmian w regulaminie zakłada specjalne uprawnienia dla premiera i nowe limity dla innych uczestników obrad. Projekt zmian Regulaminu Sejmu krytykuje PiS, nazywając go „lex Bogucki”. Najbliższe posiedzenie Sejmu zaplanowane jest między 25-27 marca. Ze wstępnego planu prac wynika, że porządek dzienny może zostać uzupełniony o projekt zmian w Regulaminie Sejmu. Projekt został przygotowany przez Prezydium Sejmu; zajmowała się nim w ubiegłym tygodniu komisja regulaminowa, spraw poselskich i immunitetowych.Projekt nowelizacji regulaminu Sejmu wprowadza wyraźne rozróżnienie między uczestnikami debaty parlamentarnej i precyzuje, kto oraz na jakich zasadach, może zabierać głos poza ustaloną kolejnością. Zmiany dotyczą przede wszystkim przedstawicieli rządu, instytucji państwowych oraz organów konstytucyjnych.Największy beneficjent: premierNajszersze uprawnienia zyska premier. Zgodnie z projektem będzie mógł zabierać głos w dowolnym momencie obrad – zawsze, gdy o to poprosi. Marszałek Sejmu będzie miał obowiązek udzielić mu głosu bez względu na listę mówców.To oznacza wzmocnienie pozycji szefa rządu w trakcie debat i podkreślenie jego szczególnej roli w systemie parlamentarno-gabinetowym.Czytaj także: Krytyka PiS nie popłaciła. Senator zawieszony, chcą go wyrzucić z klubuCzłonkowie rządu – uprzywilejowani, ale z ograniczeniamiMinistrowie zachowają możliwość występowania poza kolejnością, jednak ich uprawnienia zostaną doprecyzowane. Będą mogli zabierać głos w sprawach mieszczących się w zakresie ich kompetencji i bezpośrednio po otwarciu posiedzenia.W praktyce oznacza to ograniczenie swobody wystąpień i ukierunkowanie ich na tematy związane z konkretnym resortem.Kancelaria Prezydenta i NIK – wyraźne limityIstotne zmiany dotkną szefa Kancelarii Prezydenta oraz prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Obecnie mogą oni zabierać głos wielokrotnie, jeśli zgłoszą taką potrzebę. Po zmianach będą mogli wystąpić poza kolejnością tylko raz w danym punkcie porządku obrad. To znaczące ograniczenie ich dotychczasowych możliwości udziału w debacie.Inne organy państwaNowelizacja wprowadza także limity dla innych ważnych funkcji publicznych. Jednorazowe wystąpienie w danym punkcie obrad będzie przysługiwać m.in. I prezesowi Sądu Najwyższego, prezesowi Trybunału Konstytucyjnego, Prokuratorowi Generalnemu oraz przewodniczącemu Krajowej Rady Sądownictwa.Warunkiem będzie związek wypowiedzi z zakresem ich ustawowych kompetencji.Kto realnie traci?Najwięcej tracą przedstawiciele instytucji niezależnych od rządu – zwłaszcza Kancelaria Prezydenta – którzy dotychczas mogli wielokrotnie zabierać głos i aktywnie uczestniczyć w dyskusjach.Ograniczenia dotkną także pośrednio ministrów, choć w ich przypadku mają one raczej charakter porządkujący niż restrykcyjny.Czytaj także: Sikorski: Byłem eurosceptykiemProjekt „lex Bogucki”?Podczas posiedzenia komisji regulaminowej posłowie PiS bezskutecznie postulowali odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. Według opozycji nowe przepisy mają uderzać w Kancelarię Prezydenta oraz ograniczać możliwość wypowiedzi jej przedstawicieli.Była marszałek Sejmu Elżbieta Witek oceniła, że zmiany są reakcją na ostatnie wystąpienia szefa KPRP Zbigniewa Boguckiego i mają charakter polityczny. Podobne stanowisko przedstawił Kazimierz Smoliński, określając projekt mianem „lex Bogucki”.Wicemarszałek Sejmu Dorota Niedziela (KO) odpierała zarzuty posłów PiS. Zapewniła, że celem zmian nie jest odbieranie głosu szefowi Kancelarii Prezydenta, tylko ograniczenie nadużyć. Wskazała, że prezydencki minister może zabrać głos na początku danej dyskusji, następnie udzielić odpowiedzi, a na koniec punktu jeszcze raz zabrać głos. Niedziela przekonywała, że podczas ostatnich debat w Sejmie Bogucki wykorzystywał luki prawne i zabierał wielokrotnie głos, odbiegając od głównej tematu dyskusji.Szef komisji Jarosław Urbaniak (KO) zwrócił uwagę, że zmieniany artykuł dotyczy tzw. nadzwyczajnego przywileju zabierania głosu. Podkreślił, że projekt ma przywrócić równowagę i dobre praktyki parlamentarne, które – jego zdaniem – zostały w ostatnim czasie naruszone.Czytaj także: Negocjacje w sprawie SAFE w Brukseli. „Nie stracimy ani jednego euro”