Kreml terroryzuje Europę. Przede wszystkim nie przyznaję się do działania na rzecz Rosji i na szkodę Polski oraz innych krajów, a także do sabotażu – przekonywał Władysław D., jeden z pięciu domniemanych sabotażystów odpowiedzialnych za akcję rosyjskiego GRU z wysłaniem paczek z ładunkami zapalającymi, które miały między innymi doprowadzić do katastrofy lotniczej. Niewykluczone, że to on dostarczył niemieckiej komórce agentów Kremla środki do akcji dywersyjnych w tym kraju. Bezrobotny rehabilitant, mechanik samochodowy, dwaj kucharze (z czego jeden zarabiający na handlu częściami samochodowymi) i dyplomowany ekonomista. Właśnie tacy ludzie – czterej Ukraińcy i jeden Rosjanin – stanęli w piątek przed sądem oskarżeni w sprawie wysyłki ładunków zapalających w paczkach nadawanych w firmach kurierskich DHL i DPD. Pułapki te doprowadziły do pożarów na lotniskach w Lipsku i Birmingham oraz w polskiej bazie tirów w 2024 roku. Żaden z podsądnych nie sprawiał wrażenia przesadnie przejętego tym, że grozi im od dziesięciu lat więzienia do dożywotniej odsiadki. Prok. Artur Kaznowski z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej przez kilkadziesiąt minut odczytywał jawną część aktu oskarżenia, odsłaniając część metod działania rosyjskich służb specjalnych i prowadzonych przez nie komórek dywersyjnych. Do aktu sabotażu werbowano przede wszystkim Ukraińców, aby to na ich ojczyznę skierować podejrzenia po udanych atakach. Większość z nich została uznana za tak zwanych „agentów jednorazowych”. Akt oskarżenia potwierdził ostatnie doniesienia portalu TVP.Info, o tym, że Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej (GRU; rosyjski wywiad wojskowy, odpowiedzialny za operację „podpalenia Europy”) stał za próbą wysłania paczek z materiałami zapalającymi do Londynu. Rosjanie liczyli na to, że eksplodują one, gdy samolot transportowy firmy DHL będzie w powietrzu. Najprawdopodobniej jeden z sabotażystów „niezbyt precyzyjnie zaprogramował zegar detonatora czasowego i do zapłonu doszło na płycie lotniska w Lipsku”. Czytaj także: Rosjanie chcieli doprowadzić do katastrofy samolotów firm kurierskichProsta robota z Telegrama Podczas piątkowej rozprawy wyjaśnienia złożył tylko Władysław D. I to dosyć lakoniczne. – Przyznaję się do tego, że w dniu 18 lipca 2024 roku udałem się z Warszawy do Kowna, gdzie z samochodu Lexus z bagażnika wyjąłem worki foliowe, w których znajdowały się poduszki do masażu, lubrykanty, ciężarki do ćwiczeń oraz kosmetyki, które przepakowałem do czterech kartonów i przekazałem nieznanemu mężczyźnie – odczytał Władysław D. z kartki swoje oświadczenie. I zaraz szybko dodał: „Przede wszystkim nie przyznaję się do działania na rzecz Rosji i na szkodę Polski oraz innych krajów, a także do sabotażu”. Wspomniane przez podsądnego poduszki do masażu zawierały materiał zapalający na bazie termitu, a w opakowaniach z lubrykantami miały być groźne chemikalia mające zwiększyć siłę rażenia paczki-pułapki. Władysław D. był bardziej rozmowny w czasie śledztwa i sędzia Janusz Zalewski przez bite dwie i pół godziny odczytywał wyjaśnienia oskarżonego złożone po zatrzymaniu w sierpniu 2024 roku i w czasie śledztwa. Bardzo dobrze oddają one sposób działania rosyjskich agentów. D., z zawodu rehabilitant, do Polski przyjechał na początku pełnoskalowej agresji na Ukrainę. Jak mówił, szukał pracy, głównie za pośrednictwem Facebooka i Telegramu. Pierwsze zatrudnienie nie wymagało dużo wysiłku. – Praca polegała na wypłacaniu pieniędzy z bankomatów. Z każdej transakcji miałem 5-7 proc. dla siebie – wyjaśniał. – Potem wysyłano mi kod QR do kupowania kryptowalut. Za to zostałem zatrzymany i skazany (najprawdopodobniej chodzi o oskarżenie – przyp. red.) Czytaj także: Wagnerowcy z nowym zadaniem. Mają działać także w Polsce„Warrior” wchodzi do gry W marcu 2023 roku Władysław D. wyszedł z aresztu. Miał zakaz opuszczania Polski. Znowu sięgnął po Facebooka i Telegram, aby znaleźć pracę. Tak zainteresował się nim niejaki „Warrior”. Według polskich śledczych to oficer GRU, koordynujący siatki sabotażystów. – Chodziło o przewożenie paczek na terenie kraju. Za jeden wyjazd miałem dostać 1500 złotych, a samochód miał być podstawiony we wskazanym miejscu – wyjaśniał D. Nie interesowało go co ma przewozić i kto będzie odbiorcą. Zresztą wszystko było podporządkowane dokładnym poleceniom od „Warriora”. To on przesyłał Ukraińcowi informacje o miejscach, w których miał odebrać samochód. Wysyłał pinezki (dokładne współrzędne na mapie) skąd ma odebrać przesyłki i gdzie je dostarczyć. A każdą czynność musiał potwierdzić zdjęciem przesłanym „Warriorowi”. W skrytce auta zawsze czekało na D. wynagrodzenie. I tak „przesyłka zawierająca opakowania ze słuchawkami” została dostarczona przez Ukraińca na polną drogę, gdzieś pod Łodzią. Kolejny kurs był już poważniejszy. Miał zawieźć karton „jak na banany” do Niemiec w okolice Kolonii. Gdy napisał „Warriorowi”, że ma zepsutą żarówkę w jednym ze świateł, ten kazał mu jechać do Niemiec na lawecie, co też mężczyzna uczynił. – W tym kartonie były jakieś baterie. „Warrior” powiedział, że przesyłka musi być dostarczona w terminie. To był jakiś hostel pod Kolonią. Klucz do pokoju był w sejfie. Zostawiłem karton na stole – wyjaśniał Władysław D. Czytaj także: Marzyła mu się „kariera” rosyjskiego szpiega. Paweł K. usłyszał wyrokRozmówca portalu TVP.Info zwrócił uwagę, że w okolicach Kolonii niemieckie służby rozbiły wiosną 2025 roku rosyjską siatkę dywersantów, którzy mieli przygotować się między innymi do ataków na bazę NATO oraz wysyłanie z Niemiec do Ukrainy paczek zawierających materiały zapalające, w tym termit. – Niemcy mieli informacje o miejscu, w którym mają być robione takie pułapki, niedługo po zatrzymaniu sabotażystów do naszej sprawy. Tylko kilka miesięcy zwlekali z realizacją, pewnie gromadząc dowody – twierdzi źródło portalu TVP.Info. Władysław D. dostarczył też na Litwę w lipcu 2024 roku cztery worki z wkładem do paczek-pułapek. Ale „Warrior” kazał mu też zrobić zdjęcia „dużego centrum handlowego na obrzeżach Łodzi” oraz sprawdzić zabezpieczenia jednego z oddziałów sieci sklepów Leroy Merlin. Najprawdopodobniej Rosjanie rozważali na przykład podpalenie, któregoś z tych obiektów. Atak na Europę Wszystkie przesyłki-pułapki (znajdowały się w nich poduszki do masażu, wibratory zabawki i ładunki zapalające między innymi termit) zostały nadane w Wilnie 19 lipca 2024 roku. Dwie wysłano do Wielkiej Brytanii samolotami towarowymi firmy DHL, pozostałe dwie do Polski samochodami ciężarowymi firmy DPD. 20 lipca 2024 roku o godzinie 5:45 pierwsza przesyłka eksplodowała i zapaliła się na lotnisku w Lipsku tuż przed załadunkiem na samolot towarowy DHL w czasie tak zwanego lotu przesiadkowego (Wilno-Lipsk-Wielka Brytania). Następnego dnia, o godzinie 2:15 w Jabłonowie eksplodował drugi ładunek w ciężarówce DPD, która przejeżdżała przez Polskę. Trzecia przesyłka została zdetonowana 22 lipca 2024 roku o godzinie 3:36 w magazynie DHL w Birmingham w Wielkiej Brytanii. Czwarta paczka, przewożona przez ciężarówkę DPD w Polsce, nie zapaliła się z powodu awarii urządzenia inicjującego zapłon. Informatorzy portalu TVP.Info uważają, że oficerowie GRU, zapewne rękoma innych agentów, zrobili wcześniej rozpoznanie i ustalili dokładny czas przemieszczania się paczek na trasie Wilno-Warszawa oraz Wilno-Londyn lub Wilno-Birmingham. – Możliwe, że miało to być ostrzeżenie dla wszystkich, którzy pomagają Ukrainie. Tym bardziej, że później nadano także z Warszawy przesyłki testowe do USA i Kanady, a podobne pakunki przejęto w Amsterdamie – dodaje rozmówca portalu TVP.Info. Czytaj także: Rosyjscy sabotażyści oskarżeni. Mogli doprowadzić do katastrof lotniczych„Jednorazówki” GRU Śledztwo w sprawie sabotażystów prowadziły prokuratury w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Polsce i na Litwie. Dla wsparcia wysiłku tych krajów, Eurojust (Agencja Unii Europejskiej ds. Współpracy Wymiarów Sprawiedliwości w Sprawach Karnych – przyp. red.) powołał i sfinansował wspólny zespół dochodzeniowo-śledczy, w którego skład weszli funkcjonariusze z Niemiec, Litwy, Polski, Holandii i Wielkiej Brytanii. Z kolei Europol zapewnił wsparcie operacyjne krajom zaangażowanym w sprawę. Pokłosiem tych działań było oskarżenie przez Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej pięciu sabotażystów. Tyle samo osób oskarżyli również śledczy z Litwy. Podejrzani sprawcy pochodzili z Rosji, Łotwy, Estonii, Litwy i Ukrainy i często znajdowali się w trudnej sytuacji społeczno-ekonomicznej. Według Eurojustu obecnie w związku z opisywanymi aktami sabotażu zidentyfikowano łącznie 22 osoby, z których połowa jest poszukiwana listami gończymi. – Naszym zdaniem w operację dotycząca przesyłek-pułapek było łącznie zaangażowanych nawet 30 osób. Wśród nich są Rosjanie związani oficjalnie z marynarką wojenną, ale to niemal na pewno, są oficerowie GRU. Wiemy też, że Rosjanie nie szczędzili pieniędzy na przeprowadzenie tej operacji, choć dzięki użyciu tak zwanych jednorazowych agentów, koszty takich ataków były niższe, niż gdyby mieli to zrobić dywersanci na przykłąd ze Specnazu – wyjaśnia oficer polskich służb specjalnych. W ramach śledztwa przeprowadzono ponad 30 przeszukań na terenie Litwy, Polski, Łotwy i Estonii. W ich wyniku przejęto kolejne materiały wybuchowe oraz detonatory. „Niektóre ze znalezionych ładunków wybuchowych zostały wyprodukowane w taki sposób, aby efekt wybuchu był silniejszy w określonym kierunku. Do ich produkcji użyto heksogenu” – informowała Prokuratura Generalna Litwy. W ostatnich dniach Eurojust opublikował nagrania, na których widać osoby nadające paczki-pułapki i efekt ich działania. Do tej pory takie materiały były w większości utajnione. Czytaj także: ABW dorwała Rosjanina. Paczki z ładunkami zapalającymi to jego robota To nie był przypadek We wrześniu 2024 roku portal TVP.Info ujawnił, że Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej nadzoruje śledztwo dotyczące „dokonanych na terenie Polski oraz w Republice Litwy i innych krajach członkowskich Unii Europejskiej, aktów sabotażu polegających na rozsyłaniu przesyłek kurierskich zawierających ładunki ulegające samozapłonowi lub detonacji, przy czym czyny te miały charakter terrorystyczny i zmierzały do zastraszenia wielu osób”. Pod koniec sierpnia 2024 roku, niemiecki Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) i Federalny Urząd Kryminalny (BKA) ostrzegły europejskie służby o zdarzeniach dotyczących „niekonwencjonalnych urządzeniach zapalających” w przesyłkach wysyłanych między innymi firmami kurierskimi. Według agencji dpa służby „wiedziały o kilku tego typu przesyłkach, które zostały nadane przez osoby prywatne w Europie i zapaliły się w drodze do adresatów w kilku krajach europejskich”. Jednym z przykładów nowego typu aktu sabotażu miał być lipcowy pożar w centrum logistycznym DHL na lotnisku w Lipsku. Miała się tam zapalić paczka wysłana z jednego z krajów bałtyckich. W tym okresie spłonęła także jedna z ciężarówek w Polsce. Teraz wiadomo już, że była to operacja specjalna zorganizowana i sfinansowana przez rosyjskie służby specjalne. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz mazowieckie „pezety” ustaliły skład komanda, zwerbowanego do tych działań oraz metody działania dywersantów. Czytaj także: „Pozdrowienia z Rosji”. Jest śledztwo w sprawie wybuchów paczek kurierskichKremlowskie komando Aktem oskarżenia w polskim wątku śledztwa, który w styczniu br. trafił do sądu, objęto czterech Ukraińców: Władysława D., Wiaczesława C., Władysława B., Serhija Y. oraz Rosjanina Aleksandra B. – Zarzucono im działanie w lipcu i sierpniu 2024 roku na rzecz wywiadu Federacji Rosyjskiej oraz udział w dokonywaniu lub przygotowywaniu aktów sabotażu wymierzonych w infrastrukturę logistyczną i lotniczą, polegających na powodowaniu pożarów w trakcie transportu oraz w hubach przeładunkowych poprzez nadawanie przesyłek kurierskich z ukrytymi mechanizmami samozapłonu. Przesyłki nadawano do odbiorców w Polsce oraz Wielkiej Brytanii. Część z nich uległa samozapłonowo podczas transportu drogowego i na lotniskach – wyjaśnia prok. Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Krajowej. Większość dywersantów wpadła w sierpniu 2024 roku. Według śledczych Władysław D. „miał uczestniczyć w przygotowywaniu, aktywacji, przepakowywaniu i oznaczaniu przesyłek-pułapek następnie w przekazywaniu ich do nadania do Polski i Wielkiej Brytanii”. Za logistykę w czasie operacji na terenie Polski i Litwy (między innymi kupowanie lub wynajmowanie samochodów do przewiezienia materiałów do zbudowania bomb zapalających) odpowiadał Serhij Y. On też wyszukiwał chętnych do nadania paczek. Władysław B. przechowywał, a następnie dostarczał innym dywersantom niebezpiecznie paczki na terenie Litwy. Podobne zadanie, ale na terenie Polski, przypadło Wiaczesławowi C. Jego rolą było także sprawdzanie czy przesyłki zostały właściwie spreparowane. Był także zaangażowany w drugą fazę terrorystycznej operacji – wysyłanie pułapek do USA i Kanady. Nadał dwie przesyłki „testów” z Warszawy. Organizacją tej fazy działań sabotażowych zajmował się Rosjanin Aleksandr B. Czytaj także: 50 tysięcy domów w Berlinie bez prądu. Policja podejrzewa sabotaż