„No stoi herbatka, więc wiesz, o co chodzi”. Sąd zobowiązał oskarżoną także do wypłaty ponad 3 tys. zł tytułem naprawienia szkody oraz 30 tys. zł zadośćuczynienia dla pokrzywdzonej. Małgorzata W. musi również pokryć część kosztów procesu.Konflikt w miejscu pracyJak ustalili śledczy, do zdarzeń doszło w miejscu pracy przy ulicy Myśliwieckiej w Warszawie. Konflikt między kobietami miał rozpocząć się po tym, gdy pokrzywdzona – wieloletnia pracownica firmy – zaczęła zwracać nowej koleżance uwagę na różne nieprawidłowości w pracy. Z czasem napięcie między nimi zaczęło narastać.Od połowy listopada 2024 r. pokrzywdzona zauważyła, że pozostawiane przez nią napoje zmieniają smak i kolor. Po ich wypiciu pojawiały się niepokojące objawy, m.in. bóle brzucha, pieczenie w gardle, duszności, a nawet omdlenia. Lekarze stwierdzili później u kobiety oparzenia chemiczne błony śluzowej jamy ustnej i przełyku.Wszystko nagrała ukryta kameraPodejrzewając, że ktoś celowo ingeruje w jej napoje, pokrzywdzona zainstalowała w miejscu pracy ukrytą kamerę. Nagranie zarejestrowało moment, w którym współpracownica dolewa do jej napoju środek czyszczący. - No stoi herbatka, więc wiesz, o co chodzi – relacjonowała swojej koleżance przez telefon oskarżona. Badania toksykologiczne potwierdziły później obecność detergentów w zabezpieczonych próbkach napojów. Biegli wskazali, że spożywanie takich substancji mogło doprowadzić do poważnych uszkodzeń przewodu pokarmowego, a nawet stanowić zagrożenie dla życia.W sprawie oskarżona była również druga kobieta. Zdaniem śledczych miała wiedzieć o działaniach sprawczyni i nie powiadomić o nich odpowiednich służb. Sąd nie dopatrzył się jednak w jej zachowaniu przestępstwa i uniewinnił ją od zarzutu.Czytaj też: Została zamordowana, bo postawiła się dyktaturze Putina