Wywiad z analityczką OSW Iwoną Wiśniewską. Władimir Putin, Kreml i Rosja łapią drugi oddech. Kraj posiadający największe złoża gazu ziemnego oraz potęga naftowa, dzięki wojnie na Bliskim Wschodzie, powoli wraca do łask, bo dysponuje cennymi surowcami. – Mimo iż wojna kosztuje Rosję ogromne pieniądze, grzebie gospodarczą przyszłość kraju, to Kreml cały czas liczy na słabość Zachodu – powiedziała portalowi TVP.Info Iwona Wiśniewska, ekspert od rosyjskiej gospodarki w Ośrodku Studiów Wschodnich, dyplomata ds. ekonomicznych Ambasady RP w Astanie (2012-14) i Ambasady RP w Moskwie (2014-16). Jak można ocenić obecną kondycję rosyjskiej gospodarki? Wydawało się, że ponad cztery lata regularnej wojny doprowadzą ten kraj do upadku, ale ostatnio coraz mniej na to wskazuje.Iwona Wiśniewska, analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich, ekspert od rosyjskiej gospodarki: Sytuacja w Rosji jest na pewno bardzo trudna i Kreml robi dobrą minę do złej gry. Finanse publiczne po czterech latach wojny wyglądają bardzo źle. Od początku inwazji budżet Rosji realizowany jest z deficytem, z tym że w 2025 r. deficyt budżetu federalnego, po dwóch poprawkach, wzrósł 5-krotnie wobec planowanego. A i tak okazało się to za mało. „Dziura” w finansach publicznych była znacznie większa i wyniosła 3,9 procent PKB, ponieważ zarówno budżety regionalne, jak i fundusze pozabudżetowe, jak fundusz zdrowia czy fundusz emerytalny, także zostały zrealizowane z deficytem. Rząd nie był w stanie ich dofinansować. Trzeba pamiętać, że Rosja jest odcięta od międzynarodowych rynków finansowych. Czyli nie jest w stanie pożyczać pieniędzy tanio. Musi korzystać jedynie ze swoich zasobów. Rząd pożycza pieniądze na rynku wewnętrznym, a te pieniądze w Rosji są bardzo drogie, bo efektem walki z inflacją są wysokie stopy procentowe. Koszty obsługi długu już są poważnym obciążeniem dla rządu, w tym roku mają pochłonąć ok. 2 procent PKB i to mimo iż dług publiczny ogółem nie jest duży w stosunku do PKB i wynosi mniej niż 20 procent.Co to dokładnie oznacza dla Kremla?Konieczność przerzucania coraz większej części kosztów wojny na społeczeństwo i biznes. Finansowanie działań wojennych jest traktowane priorytetowo przez rząd i pieniądze na ten cel muszą zostać zapewnione. W efekcie rząd oszczędza na wydatkach na społeczeństwo i infrastrukturę, dodatkowo zwiększa obciążenie podatkowe nakładane na biznes. Polityka ta dotyczy także budżetów regionalnych, które również współfinansują potrzeby wojny, przede wszystkim odpowiadają za rekrutację żołnierzy. W efekcie nie starcza już środków na modernizacje i rozbudowę dróg, czy poprawę infrastruktury mieszkaniowej. Stąd coraz częstsze różnego rodzaju awarie w Rosji, w tym przerwy w dostawach ciepła czy prądu.Zobacz także: Rosjanie wypłacają gotówkę. Pięciokrotny wzrost transakcji z bankówW styczniu Rosja sprzedała dziewięć ton złota ze swoich rezerw, czy to może być sygnał, że zaczyna się chwytać już ostatniej deski ratunku?Rząd rosyjski w czasach prosperity, w pierwszych 20 latach rządów Putina, zbierał pieniądze i budował rezerwy. Przede wszystkim lokował je w waluty wymienialne – euro i dolara. Po inwazji na Ukrainę waluty te zostały wymienione na juany i na złoto. Teraz około połowy tych rezerw jest w złocie. Ponieważ ceny ropy na światowych rynkach dotychczas były niskie, to rząd korzystał z tych rezerw. Sprzedawał juany oraz złoto, które jest coraz droższe. Jest to też sposób na stabilizowanie finansów publicznych i zapełnianie dziury w budżecie. Trzeba jednak zauważyć, że od początku inwazji płynne środki, tj. dostępne dla rządu, Funduszu Dobrobytu Narodowego zmniejszyły się o połowę. Tak naprawdę skurczyły się jeszcze bardziej, ale ponieważ znaczną ich część stanowi złoto, które na rynkach zwyżkuje, więc straty były w rzeczywistości nieco mniej widoczne. Teraz rząd ma realnie około 50 mld dolarów rezerw. Środki te przede wszystkim mają służyć uzupełnianiu niedoborów wpływów budżetowych wynikających z niskich cen ropy naftowej eksportowanej przez Rosję. Dlatego bardzo niskie ceny surowca w pierwszych tygodniach 2026 r. (tj. ok. 40 USD za baryłkę) stanowiły ogromne zagrożenie dla Kremla, ponieważ zgromadzone rezerwy mogłyby okazać się niewystarczające do pokrycia deficytu, jeśli oczywiście ceny utrzymałyby się na tym poziomie przez cały rok. Rząd rozpoczął nawet prace nad poprawkami do budżetu na 2026 r. Wojna w Zatoce Perskiej zmieniła sytuację na rynkach surowcowych, na czym Rosja korzysta. Cena surowca w rosyjskich portach na Bałtyku wzrosła 10 marca do ponad 75 USD za baryłkę. Rząd Federacji Rosyjskiej obawia się jednak, że ceny mogą powrócić do niskich poziomów, jeśli wojna na Bliskim Wschodzie się zakończy, stąd dyskusje o potrzebie cięć wydatków budżetowych w Rosji się nasilają. Wojna na Bliskim Wschodzie może być dla Rosji wybawieniem?Jeśli spojrzymy na wojnę w Iranie tylko od strony gospodarczej, to oczywiście ma ona dla Rosji wiele plusów. Dzięki wzrostowi cen ropy na światowych rynkach także rosyjski surowiec zyskał na wartości. W styczniu i lutym rosyjska ropa była sprzedawana z najwyższym dyskontem od początku inwazji na Ukrainę. Ten dyskont sięgał prawie 30 dolarów na baryłce i w zasadzie jedynym głównym odbiorcą były wtedy Chiny, bo Indie, pod amerykańskim naciskiem, ograniczyły zakupy tego surowca od Rosji. Konflikt w Iranie sprawił, że Hindusi wrócili do handlu z Moskwą, choć jeszcze nie wiadomo, ile Rosja zarabia na tej ropie. Wraz ze wzrostem cen surowca, zwiększyły się bowiem także koszty dostaw, w tym wynajmu tankowców.Zobacz także: Rosja ledwo wiąże koniec z końcem. Samoloty tankowane olejem do... smażeniaSą jakieś minusy wojny w Zatoce Perskiej dla Kremla?Są oczywiście też zjawiska negatywne. Zjednoczone Emiraty Arabskie były jednym z ważniejszych partnerów finansowych Rosji. Rosyjskie firmy, w tym koncerny naftowe, były tam masowo rejestrowane, bo był to sposób na realizowanie transakcji transgranicznych – np. uzyskiwanie opłat za eksport surowców, ale też zakup potrzebnych Rosji towarów. Bardzo duża część tzw. elity polityczno-biznesowej przeniosła się nad Zatokę Perską, spędzając tam swój czas i lokując pieniądze. Na razie nie wiemy, jak długo ten konflikt potrwa i jak duże będą zmiany w funkcjonowaniu gospodarek w Zatoce Perskiej, ale z pewnością jest to czynnik negatywny z punktu widzenia rosyjskiego biznesu.A jak bardzo zmieniła się sytuacja Rosji w układzie politycznym w związku z wojną w Iranie?Zabicie Alego Chameneia to jest poważny cios polityczny dla Władimira Putina, tym bardziej że kilka miesięcy temu także inny przywódca – Nicolas Maduro w Wenezueli – stracił nagle swoje stanowisko. Przy tym Kreml może jedynie biernie przyglądać się z oddali. Dla putinowskiego reżimu ta sytuacja jest mocno niekomfortowa. Krąg partnerów mocno się zawęża i de facto sprowadza tylko do jednego mocnego sojusznika – Chin.Za rządów Donalda Trumpa nastąpiło nowe otwarcie w stosunkach z Moskwą, czy tutaj nie ma szans na partnerstwo?Początkowo wyglądało to dla Kremla dosyć obiecująco. Rosjanie liczyli, że dzięki transakcyjnemu charakterowi prezydentury Donalda Trumpa zdołają dogadać się z nową administracją amerykańską. Chodziło przede wszystkim o korzystne dla Rosji warunki pokoju z Ukrainą, ale także ograniczenie sankcji – dostęp do międzynarodowych rynków finansowych pozwoliłby złagodzić wewnętrzne problemy gospodarcze. W zamian Rosjanie roztaczali przed Białym Domem wizje intratnych projektów inwestycyjnych w Rosji, które miałyby być wspólnie realizowane. Porozumienia jak na razie nie udało się osiągnąć. Myślę, że obecnie w te relacje wkradła się dodatkowa niepewność. Kreml nie może być pewien czy te negocjacje nie są jedynie elementem gry ze strony amerykańskiej i jakie są rzeczywiste cele USA wobec Kremla i wojny rosyjsko-ukraińskiej. Zobacz także: Rosja po cichu pomaga Iranowi atakować siły USA. „I tak ich dziesiątkujemy”Obserwując zachowanie Amerykanów w negocjacjach z Rosją, można odnieść wrażenie, że ich głównym celem nie jest zakończenie wojny na Ukrainie, a wręcz przeciwnie. Regulują kroplówkę finansową w postaci sankcji tak, aby Rosjanie nie byli zbyt silni na froncie i nie uzyskali przewagi, a z drugiej strony ich gospodarka nie upadła, co zmusiłoby ich do zawarcia pokoju…Oczywiście w ciągu czterech lat wojny presja gospodarcza na Rosję i wsparcie dla Ukrainy mogło być większe ze strony amerykańskiej. Przypomnę jednak, że agresywnej polityce Rosji przeciwstawił się cały Zachód, nie tylko USA. O ile znaczenie sankcji finansowych nakładanych przez Waszyngton, ma kluczowe znaczenie, ze względu na pozycję dolara, to jednak w przypadku handlu to UE była przed inwazją kluczowym partnerem Rosji. Uważam, że w pierwszych latach wojny, to właśnie Europa nie wykorzystywała wszystkich swoich możliwości, jakie posiadała, w przeciwieństwie do Ameryki, która szczególnie w ostatnim roku rządów Joe Bidena nakładała regularnie sankcje finansowe na Rosję i bardzo mocno redukowała jej dochody. Unijne wsparcie dla Ukrainy także nie było wystarczające. W przeciwieństwie do Kremla zachodnim państwom brakowało jednak determinacji. W czwartym roku wojny polityka amerykańska wobec Rosji przestała być jednoznaczna. Z jednej strony administracja prezydenta Trumpa rozpoczęła negocjacje z Rosją i mocno ograniczyła wsparcie dla Ukrainy, dając Kremlowi nadzieję, że wyjdzie z tej wojny zwycięsko, z drugiej Waszyngton nie tylko utrzymał presję gospodarczą, a wręcz ją nasilił, nakładając sankcje na dwa największe koncerny naftowe Rosji. Wzrost cen ropy naftowej związany z atakiem na Iran nie był zamierzonym celem amerykańskim. Musimy także pamiętać, że na skuteczność nacisku na Rosję wpływ ma także malejąca pozycja Zachodu, na który obecnie przypada około połowy światowego produktu brutto. Druga połowa globu nie przyłączyła się do sankcji, zwłaszcza Chiny, i gotowa była dalej współpracować z Rosją. Często pośredniczą one w obchodzeniu sankcji, bo nie ma takich ograniczeń, których firmy, zwłaszcza na wolnym rynku, nie byłyby w stanie obejść. Zawsze znajdą się partnerzy handlowi, w tym w UE, którzy dla zysku będą gotowi zaryzykować. Podobnie zresztą było z Iranem, który pod sankcjami znajduje się już od ponad 40 lat.Dlaczego zatem nie ma w Europie wystarczającej determinacji, aby sankcjami „dobić” Kreml?Zachodni przywódcy regularnie – co 4-5 lat – sprawdzani są przez społeczeństwa i oceniani. Dlatego muszą oni tak prowadzić politykę, aby te decyzje o sankcjach podejmowane były jak najmniejszym kosztem społecznym. Oczywiście najważniejszymi krótkoterminowymi kwestiami dla społeczeństwa są dobrobyt i kondycja gospodarki, ale tu jest też taka gra między kwestiami bezpieczeństwa – tego nie widać, ale trzeba za to dużo zapłacić – a właśnie kwestiami gospodarczymi. To jest problem. Widać teraz, że Europa, która została sama, jeśli chodzi o realne wsparcie dla Ukrainy, stara się jednak utrzymać ten kurs. Ameryka też się do tego przykłada, bo choć za kadencji Trumpa dołożyła tylko sankcje na rosyjskie firmy naftowe, to przynoszą one skutek. Zobacz także: Negocjacje w cieniu chaosu. Rosja zyskuje, Zachód traci spójnośćDługotrwała wojna fatalnie wpływa na interesy rosyjskich elit, dlaczego więc oligarchowie nie próbują odsunąć od władzy Putina, który – chyba tylko jedyny w kraju – jest mocno zdeterminowany, by utrzymywać ostry wojenny kurs?Teza o fatalnym wpływie wojny na interesy rosyjskiej elity nie koniecznie da się obronić. Oczywiście są tacy, którzy stracili swoje majątki w wyniku postępującego procesu nacjonalizacji w Rosji, lub też wartość ich fortun się skurczyła, bo część aktywów została zamrożona na Zachodzie. W większości dotyczy to jednak osób, które swoje majątki zgromadzili jeszcze w latach 90. i nie należą do bliskiego otoczenia Kremla. Tę część biznesu rosyjskie władze jednak zdołał sobie całkowicie podporządkować, dzięki trwającej od początku rządów Władimira Putina konsolidacji władzy. Rozbudowany aparat represji i dyspozycyjne sądy są instrumentem pozwalającym podważyć każde prawa własności. Miliarderzy, posiadający aktywa w Rosji, zdają sobie sprawę, że ich majątek jest na łasce Kremla. Nie ma też solidarności wśród biznesu, co zademonstrowała już afera Jukosu z 2003 r., każdy dba o własne interesy. Mimo iż świadomi są, że wojna jest bardzo kosztowna dla gospodarki i niszczy przyszłość Rosji, to jednak nie są oni gotowi wspólnie sprzeciwić się polityce władz, nie ufają sobie wzajemnie. Starają się jedynie minimalizować swoje straty.Strach wobec Kremla okazał się silniejszy niż chęć robienia wielkich interesów?Zmienił się układ sił w tym środowisku. Pod rządami Putina powstała nowa klasa bogaczy. To są ludzie ściśle z nimi powiązani, którzy zbudowali swoje majątki, przede wszystkim pasożytując na własności państwowej. Stali się oni beneficjentami tej wojny. Zarabiają jeszcze więcej na kontraktach zbrojeniowych, czy przejmują nacjonalizowane aktywa. Dlatego ten opór wewnętrzny względem Putina jest minimalny. Pytanie tylko, kiedy ci ludzie dojdą do wniosku, że Putin staje się dla nich obciążeniem, a nie źródłem dodatkowych dochodów. To będzie ten moment możliwych zmian. Trzeba jednak przy tym dodać, że środowisko kremlowskich elit jest bardzo hermetyczne. Niewiele informacji wydostaje się na zewnątrz. Są sygnały świadczące o rywalizacji o aktywa czy narastającego niezadowolenia. Kiedy procesy te staną się na tyle silne, by doprowadzić do zmian, trudno powiedzieć.Zobacz także: Rosjanie na liście „Forbesa”. Rekordowa liczba miliarderówZ naszej rozmowy wynika, że kondycja gospodarki nie będzie czynnikiem, który mógłby zmusić Kreml do zaprzestania agresji na Ukrainę…Gdybyśmy my – Zachód – wysyłali Rosji jednoznaczne sygnały, że nie ma szans na wygranie tej wojny, to Putin zacząłby bardziej liczyć zasoby, jakimi może rozporządzać. Natomiast niewystarczająca determinacja Zachodu, aby pokonać Rosję, problemy z utrzymaniem jedności w UE, a przede wszystkim rozmowy z Amerykanami, prowadzone przez Kreml od stycznia zeszłego roku, dawały Putinowi nadzieję, że to Zachód pierwszy zrezygnuje ze wspierania Ukrainy i on swoje cele osiągnie. W tej wojnie ogromne znaczenie ma czynnik psychologiczny. Mimo iż wojna kosztuje Rosję ogromne pieniądze, grzebie gospodarczą przyszłość kraju, to Kreml cały czas liczy na słabość Zachodu. Powinniśmy pozbawić rosyjską elitę polityczną nadziei, że jest w stanie wygrać wojnę na wyniszczenie. W tym celu Stany Zjednoczone i Unia Europejska powinny zademonstrować swoją determinację w walce z rosyjską agresją, przede wszystkim nasilając wsparcie dla Ukrainy i presję gospodarczą na Rosję. W ten sposób możemy zmusić Putina, aby skoncentrował się na narastających wewnętrznych problemach kraju, które w coraz większym stopniu zagrażają stabilności reżimu. Dlaczego Rosja nie jest skłonna teraz zawrzeć pokoju? Osiągnęła duże zdobycze terytorialne, zajęła bogate w zasoby tereny, jak choćby Donbas… To z pewnością można rozpatrywać w kategoriach sukcesu.Nie przesadzałabym z tą atrakcyjnością Donbasu. Jest to region przede wszystkim mocno zniszczony. Kopalniom ciężko będzie wznowić produkcję. Na tych terenach co prawda znajdują się też złoża metali ziem rzadkich, ale Rosja też ma wielkie złoża tych pierwiastków u siebie i ich nie eksploatuje, bo nie posiada odpowiednich technologii i kapitału. Kreml nie jest w stanie zagospodarować terytoriów i bogactw naturalnych, które posiada, cudza własność bogatszym go nie uczyni. Na okupowanych terytoriach prowadzi rabunkową gospodarkę, prowadząc do dalszej degradacji tych terytoriów. W tej wojnie istotne bardzo są cele polityczne, a nie gospodarcze. Kreml stara się doprowadzić do rewizji ładu politycznego i bezpieczeństwa międzynarodowego, tak aby mógł współdecydować o nowym porządku globalnym.Zobacz także: Kreml ani myśli o pokoju. Winę zrzuca na Europę