Nowy odcinek „Portalcastu” prowadzi Małgorzata Kryda. Choć od lat alarmowały o dramacie zwierząt, który rozgrywa się za murami schronisk, nikt ich nie słuchał. Dopiero gdy proceder nagłośniła Doda, o patologiach w schroniskach usłyszała cała Polska. Przedstawicielki organizacji prozwierzęcych w rozmowie z TVP Info tłumaczą, jak na bezdomności zwierząt można zarabiać miliony oraz dlaczego samo czipowanie nie zmieni systemu, który sprzyja nadużyciom. 335 milionów złotych – tyle w 2023 r. wydały gminy na przekazanie bezdomnych psów do schronisk (dane za Raportem o bezdomności zwierząt w Polsce 2026, Fundacji Pomagam.pl i Uniwersytetu SWPS, luty 2026). Wydawałoby się, że tak duże środki zapewnią zwierzętom dobre warunki pobytu. Jednak nic bardziej mylnego. Część tych pieniędzy nie trafia bowiem do mieszkańców schronisk, a do właścicieli tych placówek. – Bezdomność zwierząt jest naprawdę intratnym biznesem – mówiła Beata Krupianik, prezeska Fundacji Karuna – Ludzie dla Zwierząt, inicjatorka Koalicji na Rzecz Walki z Bezdomnością Zwierząt, organizatorka strajku 26 marca. Zarobek kosztem piekła zwierząt Opieka nad bezdomnymi zwierzętami to w Polsce obowiązek gminy. Samorząd musi więc znaleźć schronisko, do którego będzie mógł przekazywać wyłowione psy, podpisać z nim umowę i zapłacić za przyjęcie i utrzymanie „bezdomniaka”. Pieniądze mogą być przekazywane na dwa sposoby – jednorazowo za przyjęcie zwierzęcia albo w formie dziennej stawki za jego wikt i opierunek. Jeśli to kwota jednorazowa, gmina płaci około 1200-1500 zł za przygarnięcie jednego psa. Tym samym, gdy takie zwierzę „znika”, przestaje generować koszty, a pieniądze pozostają w kieszeni zarządzających placówką. Co więcej, na jego miejsce może trafić kolejne zwierzę i kolejne publiczne środki. Natomiast w sytuacji, gdy schronisko dostaje pieniądze za każdy dzień utrzymania psa, im mniej wyda na jego karmę, leczenie czy opiekę, tym więcej zostaje w kasie placówki. Jeśli gmina przeznacza na ten cel na przykład 30 zł dziennie, a pies utrzymywany jest za 5 zł, pozostała część staje się czystym zyskiem. Zdaniem organizacji prozwierzęcych ten system prowadzi do przetrzymywania zwierząt w dramatycznych warunkach, głodzenia ich czy braku leczenia. – W jednym z tzw. patoschronisk psy karmione były rozmoczonym prosem – mówiła druga gościni podcastu TVP.Info – Agnieszka Kowalska, założycielka Fundacji „Pan i Pani Pies”, działającej pod patronatem jej męża, zmarłego w 2010 roku aktora Maćka Kozłowskiego (powszechnie znanego z roli Jaroszego w serialu „M jak miłość”). Czipowanie bronią w walce z bezdomnością? Pod koniec lutego rząd przyjął projekt ustawy zakładający utworzenie KROPiK-u, czyli Krajowego Rejestru Oznakowanych Psów i Kotów. Obecnie funkcjonuje kilka różnych baz danych, a nowe przepisy mają wprowadzić jeden, centralny rejestr. Projekt przewiduje obowiązkowe czipowanie psów. W przypadku kotów natomiast znakowanie ma pozostać dobrowolne. Według rządu, nowy system ma pomóc w walce z bezdomnością zwierząt. Jak? Część psów i kotów trafiających do schronisk to uciekinierzy. Dzięki czipom i centralnej bazie danych możliwe będzie szybkie ustalenie danych opiekuna i zwrócenie mu zwierzęcia. Beata Krupianik i Agnieszka Kowalska uważają jednak, że samo znakowanie zwierząt to za mało, aby doszło do realnej zmiany. Lepiej zapobiegać niż leczyć – Czipowanie nie ma działania antykoncepcyjnego – mówiły w podcaście gościnie, podkreślając, że tylko kastracja i sterylizacja może rozwiązać problem bezdomności zwierząt w Polsce i zlikwidować patoschroniska. Czy niekontrolowane rozmnażanie to faktycznie problem? Policzmy na przykładzie psów. Jedna niesterylizowana suczka rodzi średnio dwa mioty w roku, co daje łącznie około 10–16 szczeniąt. Część z nich to suczki, które jeszcze w tym samym roku zdążą osiągnąć dojrzałość płciową i urodzić własne szczenięta. W efekcie, z jednej niesterylizowanej suki w ciągu roku może pojawić się średnio nawet około 30 psów. Jak wyjaśniała Beata Krupianik, ludzie chcą kastrować swoich pupili, często nie mają jednak na to funduszy. Dla wielu osób, zwłaszcza emerytów, kilkaset złotych, które trzeba przeznaczyć na taki zabieg, to zaporowa kwota. Dlatego 26 marca pod Sejmem organizacje prozwierzęce nawoływać będą do przyjęcia przez rząd projektu zwanego „836”, zgodnie z którym kastracja psów i kotów byłaby dla opiekunów pupili bezpłatna i dobrowolna. Finansować zabiegi miałoby państwo. Doda zaprasza na strajk Do udziału w strajku gorąco zachęcała kilka dni temu Doda. – 26 marca jest protest wszystkich zwierzolubów, w którym wszyscy możemy się zjednoczyć bez względu na nasze przekonania polityczne. Będziemy walczyć o to, aby bezdomność [zwierząt – przyp. red.] w Polsce zmniejszała się, a nie zwiększała. Nasze najważniejsze postulaty to kastracja, sterylizacja i znakowanie – mówiła w mediach społecznościowych. Czy zaangażowanie Dody pomoże ograniczyć bezdomność zwierząt? Dlaczego mimo zgłaszania nieprawidłowości „mordownie” wciąż mają się dobrze? Czy należy piętnować tych, którzy kupują rasowe zwierzęta? Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z Beatą Krupianik i Agnieszką Kowalską. ***Podcast jest dostępny na naszym kanale w serwisie YouTube, a także na platformach streamingowych: Spotify i Apple Podcasts.Zobacz także: Wszyscy jesteśmy świniami. O patoschroniskach i prawach zwierząt