Istnieje ryzyko dla ludzi na Ziemi. Wyłączony z użytku satelita naukowy NASA w niekontrolowany sposób wypadł z orbity i wszedł z powrotem w atmosferę nad Pacyfikiem. Agencja oszacowała ryzyko dokonania obrażeń u człowieka przez spadające szczątki urządzenia. Sonda Van Allen Probe A weszła w środę w atmosferę ziemską na zachód od Wysp Galapagos na Pacyfiku. Zdaniem ekspertów z NASA większa część ważącego 600 kilogramów statku kosmicznego powinna spłonąć w atmosferze, ale część szczątków może spaść na Ziemię. Agencja oszacowała, że ryzyko doznania obrażeń ciała wynosi 1 do 4200.Van Allen Probe A został wystrzelony razem z bliźniaczą sondą Van Allen Probe B w 2012 roku. Satelity przelatywały przez pasy radiacyjne Van Allena otaczające Ziemię, badając je przez siedem lat. W 2019 roku ich misja naukowa się zakończyła po wyczerpaniu zapasów paliwa.NASA przewidywała, że sondy pozostaną na orbicie do 2034 roku, jednak intensywna aktywność Słońca w ciągu ostatnich kilku lat przyspieszyła ich zagładę. Najnowsze kalkulacje wskazują, że sonda B ponownie wejdzie w atmosferę przed 2030 rokiem.Czytaj także: Ognista kula nad Niemcami. Meteor widoczny w kilku regionach