Rynki zignorowały decyzję krajów IEA. Rynki ropy naftowej zignorowały w czwartek jedną z największych interwencji nadzwyczajnych w historii, czyli uwolnienie części rezerw przez kraje G7. Ceny ropy Brent ponownie przekroczyły granicę 100 dolarów za baryłkę. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej straszy, że wkrótce przekroczą 200 dolarów. Do gwałtownego wzrostu doszło pomimo tego, że państwa członkowskie Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) zgodziły się uwolnić 400 milionów baryłek ze strategicznych rezerw. Stanowi to największą taką skoordynowaną akcję od czasu utworzenia agencji po kryzysie naftowym w 1973 roku.Ceny na rynkach nie poszły jednak w dół. Inwestorzy obawiają się bowiem przedłużającego się zakłócenia w światowym przepływie surowców z Bliskiego Wschodu, w szczególności z okolicy cieśniny Ormuz, blokowanej przez zaatakowany Iran. Ten szlak wodny jest jednym z najważniejszych punktów dla wydobycia ropy naftowej na świecie – przepływało przez niego ponad 20 mln baryłek ropy dziennie, co przekłada się na 20 proc. zużywanej na świecie ropy naftowej.Cena ropy Brent wzrosła w czwartek o około 8-9 proc., ponownie przekraczając granicę 100 dolarów za baryłkę na rynkach w Azji. W tym czasie amerykańska ropa West Texas Intermediate wzrosła do około 95 dolarów za baryłkę. Zdaniem ekspertów ten wzrost sygnalizuje, że rynki mniej koncentrują się na awaryjnych uwolnieniach rezerw przez kraje G7, a bardziej na ryzyku przerwania dostaw surowca.Teheran straszy: Ani litr ropy nie przepłynieIrański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) oświadczył w czwartek, że nie pozwoli na przepłynięcie „ani litra ropy naftowej” przez cieśninę Ormuz. Rzecznik Korpusu zagroził, że każdy statek powiązany ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem lub ich sojusznikami „będzie uważany za uzasadniony cel”.„Nie da się sztucznie zaniżyć ceny ropy. Spodziewajcie się ceny 200 dolarów za baryłkę” – zagroził rzecznik w oświadczeniu. „Cena ropy zależy od bezpieczeństwa regionalnego, a wy jesteście głównym źródłem niepewności w regionie” – oskarżył.Od wybuchu wojny USA i Izraela z Iranem, czyli od 28 lutego, ruch przez cieśninę Ormuz, która w najwęższym miejscu ma zaledwie 54 kilometry, praktycznie zamarł. Pomimo ryzyka dla żeglugi morskiej, prezydent USA Donald Trump w środę zachęcał statki do kontynuowania przepływu przez cieśninę Ormuz. – Myślę, że powinny – mówił Trump, zapytany, czy statki powinny przepływać przez ten szlak wodny.Następnego dnia po słowach prezydenta, mówiącego między innymi, że wojna idzie „świetnie”, Iran zaatakował dwa kolejne tankowce.Czytaj także: Arytmetyka wojny w Iranie. Zachód wpadł we własną pułapkę