Pada mit „mocnego faceta”. Misternie budowany przez rok wizerunek Donalda Trumpa jako silnego przywódcy, który kroczy od sukcesu do sukcesu, w ciągu ostatniego tygodnia zaczął się sypać. Nakładane przez niego cła przyniosły taki efekt, że Chiny biją eksportowe rekordy, a wywołana przez niego wojna doprowadziła świat na próg globalnego kryzysu. Jeszcze kilka tygodni temu amerykański przywódca domagał się dla siebie pokojowej nagrody Nobla i nie krył w Davos oburzenia, że świat nie chce mu jej dać. Wcześniej, wraz z J.D. Vance'em i Marco Rubio „postawił do pionu” europejskie kraje NATO, przekonując o minimalnych wydatkach na obronność na poziomie 2 procent PKB oraz konieczności wzięcia odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy we własne ręce (a nie liczenie tylko na USA).Donald Trump – „mocny facet”, który „porządkuje świat”Rok zaczął się dla niego świetnie, bo amerykańska armia przeprowadziła w Wenezueli spektakularną operację „Absolute Resolve” porywając z Caracas (bez start własnych) prezydenta Nicolasa Maduro i jego żonę. Donald Trump umocnił tym samym wizerunek „mocnego faceta”, który „porządkuje świat”. Zaraz potem okazało się jednak, że te porządki nie wszędzie przynoszą właściwy skutek. Zobacz także: Ameryka ma jasne żądanie wobec członków NATO. I nie chce „histerii”Wprowadzane bardzo odważnie cła w wielu przypadkach mocno szkodziły samym Stanom Zjednoczonym, nie przynosząc oczekiwanych rezultatów. Prawdziwym policzkiem dla amerykańskiej administracji może być rozwój relacji z Chinami. Druga gospodarka świata (i największy konkurent Waszyngtonu do globalnej hegemonii) pozostała niewzruszona na presję gospodarczą prezydenta Stanów Zjednoczonych.Amerykańskie „hamulce” nie działają na ChinyAmerykańskie cła na Pekin sprawiły – co prawda – 10-procentowy spadek sprzedaży towarów do USA, ale równocześnie chiński eksport wzrósł o ponad 20 procent w styczniu i lutym, czyli prawie trzykrotnie więcej niż prognozowali ekonomiści. Eksport jest kluczowym czynnikiem napędzającym chińską gospodarkę, przyczyniając się do jej rozwoju pomimo słabego popytu wewnętrznego i kryzysu na rynku nieruchomości. W zeszłym tygodniu Chiny wyznaczyły sobie roczny cel wzrostu gospodarczego na poziomie 4,5-5 proc. i wiele wskazuje na to, że mogą go osiągnąć i „hamulce” Trumpa nie zadziałają.Zobacz także: Trump stracił cierpliwość. Kolejny etap wojny celnej Kolejna porażka wizerunkowa amerykańskiego przywódcy związana jest z Indiami. Trump groźbami sankcji gospodarczych zmusił rząd w Delhi do rezygnacji z zakupów rosyjskiej ropy. Po wywołaniu wojny w Zatoce Perskiej, która skomplikowała dystrybucję tego surowca, wycofał się z restrykcji względem Indii – kraj ten ma znów zielone światło na kupowanie ropy od Kremla.Kosztowny brak pomysłu na operację w IranieZ pewnością Trump nie zyska uznania świata także za pomysł rozwiązania sporu z Iranem. O ile operacja w Wenezueli wprawiła wszystkich w zachwyt i przyniosła także USA polityczne korzyści, to działania w Zatoce Perskiej raczej wywołują osłupienie. Trudno zrozumieć jaką strategię przyjęli Amerykanie (w porozumieniu z Izraelem). Nawet w tej chwili prezydent USA pogłębia wrażenie chaosu, raz twierdząc, że Stany Zjednoczone szybko rozprawią się z Iranem, a innym razem przekonując, że jego kraj jest gotowy na konflikt, który może ciągnąć się tygodniami czy miesiącami.Zobacz także: Media: To USA najpewniej uderzyły w irańską szkołę. Jest kluczowe nagranieRóżnica polega na tym, że o ile wcześniej Amerykanie działali na własny rachunek, to teraz za wojnę na Bliskim Wschodzie płacił będzie cały świat. Każdy kolejny dzień konfliktu przybliża kraje do globalnego kryzysu – drastycznego wzrostu cen i inflacji. Na razie problemem jest przede wszystkim ropa (problemy z jej transportem i cena), ale na horyzoncie już jest podobny kłopot związany z gazem ziemnym. Konflikty na Bliskim Wschodzie i w Ukrainie sprawiły, że z rynku niemal zupełnie wykluczeni zostali dwaj kluczowi dostawcy tego surowca – Rosja i Katar.