Gra o odwołanie. Pierwszy etap wyjątkowo burzliwej kampanii referendalnej w Krakowie zmierza do końca i nie jest to dobra wiadomość dla prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Inicjatorzy zbiórki pod referendum zebrali ponad 100 tys. podpisów, a to około dwa razy więcej niż było potrzebne do rozpoczęcia właściwego referendum. Inicjatorzy referendum spieszą się ze złożeniem referendum w biurze komisarza wyborczego, by głosowanie odbyło się najpóźniej 24 maja 2026 roku. Żeby referendum w sprawie odwołania prezydenta było ważne, musi wziąć udział w nim co najmniej 3/5 spośród mieszkańców, którzy głosowali w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2024 r. W Krakowie jest to ok. 160 tys. osób. Zaś by odwołać Radę Miasta trzeba znacznie więcej głosów o około 20 tys., czyli mniej więcej 180 tys. głosów. Jeśli referendum będzie skuteczne, to przedterminowe wybory prezydenta mogą odbyć się na przełomie sierpnia i września. Zobacz też: Blef Jarosława Kaczyńskiego. „Nie wybrał jeszcze nikogo na premiera”Co zarzucają prezydentowi inicjatorzy referendum? Lista zarzutów wobec prezydenta Krakowa jest długa, ale najważniejsze z nich to m.in. nieodpowiednio przeprowadzony audyt w ratuszu (po 22 latach rządów Jacka Majchrowskiego), brak realizacji obietnic wyborczych, brak działań, by oddłużyć miasto, a nawet jego pogłębienie do 7,8 mld, wydłużenie godzin pobierania opłat za postój w strefie płatnego parkowania, wprowadzenie opłat za parkowanie w niedziele, podwyżka cen biletów i wprowadzenie strefy czystego transportu (SCT). Wydaje się, że inicjatorzy referendum osiągnęli już pierwsze sukcesy: krakowski ratusz wycofuje się z części pomysłów lub zapowiada ich znaczną modyfikację. – Debata dotycząca referendum w Krakowie to dla mnie sygnał, że poszliśmy o krok za daleko i nie poradziliśmy sobie z komunikowaniem naszej polityki. Tak, wiem, że popełniliśmy błędy. Teraz czas na wyciągnięcie wniosków. (...) Zapowiedziałem już zmiany dotyczące SCT i Obszaru Płatnego Parkowania. Teraz czas na najtrudniejszą decyzję, dotyczącą cen biletów – przyznał Aleksander Miszalski, cytowany na stronie urzędu miasta. Na zmianę linii ratusza krytycznym okiem patrzy Jan Hoffman, jeden z inicjatorów referendum i radny Krakowa. Według niego „jeśli prezydent zmienia zdanie w tak krótkim odstępie czasu, to wygląda to niepoważnie”.– Najpierw podniósł cenę biletów miesięcznych z 90 na 109 zł na komunikację miejską, argumentując, że sytuacja budżetowa jest zła. A już po miesiącu od rozpoczęcia zbiórki pod referendum stwierdza, że podwyżka będzie mniejsza, tylko do 99 zł. To rodzi pytanie, która z tych decyzji jest niemerytoryczna, niepoparta analizami: podwyżka na 109 zł i rozpoznanie bojem, ile jest w stanie zedrzeć z mieszkańców, czy ta o podwyżce 99 zł? W tak krótkim czasie nie mogło się tyle zmienić, żeby było merytoryczne uzasadnienie dla zmiany tej decyzji, któraś z nich jest błędna – mówi radny w rozmowie z portalem TVP.Info. Zobacz także: Kraków gospodarzem fazy finałowej siatkarskich mistrzostw świataO powody zmiany stanowiska ratusza zapytaliśmy rzeczniczkę prezydenta Joannę Krzemińską, która podkreśla, że ostatnie decyzje „dotyczące korekt w polityce transportowej miasta są przede wszystkim efektem analizy funkcjonowania wprowadzonych rozwiązań oraz sygnałów płynących od mieszkańców”. – Prezydent Aleksander Miszalski wielokrotnie podkreślał w swoich wpisach w mediach społecznościowych, że w zarządzaniu miastem ważne jest reagowanie na uwagi Krakowian i korygowanie rozwiązań tam, gdzie w praktyce okazały się zbyt daleko idące lub wymagają doprecyzowania. Zmiany te należy więc postrzegać jako element bieżącego dialogu z mieszkańcami i dostosowywania polityk miejskich do realnych potrzeb miasta – odparła rzeczniczka prezydenta w rozmowie z portalem TVP.Info. Hoffman natomiast przypomina, że prezydent tłumaczył wcześniej podwyżkę cen biletów, przeliczając to na „cenę piwa w knajpie”. – Trudno uznać za poważną argumentację. Skoro jednak to są mierniki istotne dla Pana Prezydenta, to rozumiem, że w ramach około referendalnej promocji chce mieszkańcom „podarować” pół piwa miesięcznie – wskazuje krakowski radny. Podobnie komunikaty ratusza ocenia Łukasz Gibała, krakowski radny i główny kontrkandydat Miszalskiego w poprzednich wyborach. – To nie są decyzje, to są jak na razie, zapowiedzi decyzji. Aleksander Miszalski nie dał się poznać Krakowianom jako człowiek, który dotrzymuje słowa. Jeżeli tym razem będzie inaczej, będzie można stwierdzić, że presja referendalna przynosi skutki – mówi Gibała w rozmowie z portalem TVP.Info. Audyt w Krakowie. „Matka wszystkich problemów” Jednym z głównych zarzutów wobec prezydenta Aleksandra Miszalskiego jest kwestia audytu w ratuszu po 22 latach rządów poprzedniego włodarza Jacka Majchrowskiego. Miasto w 2024 roku przeprowadziło audyt wewnętrzny, zapowiedziało działania naprawcze, a jego wyniki w formie prezentacji dostępne są na stronie miasta. Krytycy wskazują jednak, że wdrażane działania naprawcze i dotychczasowe działania kontrolne ratusza były niewystarczające. Hoffman wskazuje, że „opublikowano kilkanaście stron prezentacji w Power Poincie i nazwano to audytem”. – To było obrażające dla mieszkańców Krakowa i reszty odbiorców. Gdy spytałem władze – w trybie informacji publicznej – kto przygotował ten „raport”, to okazało się, że opracował go wydział odpowiedzialny za komunikację społeczną. Po tym jak tę sprawę nagłośniłem, pojawił się już kolejny, ponad stu stronicowy raport, który też jednak nie spełniał wymogów. Urząd miasta i podległe mu struktury to łącznie kilkadziesiąt jednostek administracyjnych. Wyliczyłem, że mniej więcej na każdą z nich przypadły trzy strony raportu – podkreśla radny. Miasto po fali krytyki tłumaczyło się później, że „decyzja o przeprowadzeniu audytu siłami wewnętrznymi była podyktowana zarówno względami merytorycznymi, jak i organizacyjnymi”. „Wewnętrzni audytorzy posiadają szczegółową wiedzę na temat funkcjonowania Urzędu Miasta, co umożliwia efektywne przeprowadzenie analizy. Wybór ten zapewnił również oszczędność środków publicznych. Niemniej jednak prezydent nie wykluczył w przyszłości angażowania zewnętrznych podmiotów do zbadania konkretnych, wybranych wątków działalności Gminy Miejskiej Kraków, jeżeli zajdzie potrzeba uzyskania dodatkowej oceny” – czytamy w komunikacie rzeczniczki Aleksandra Miszalskiego z 2024 roku. Zdaniem Hoffmana jednak „matką wszystkich problemów jest brak zewnętrznego audytu w magistracie”. – To byłby pierwszy krok do racjonalizacji wydatków i zwiększenia przychodów, ale bez obciążania mieszkańców. Jednak to wymaga przejrzenia tysięcy stron dokumentów i przygotowania pogłębionego raportu. Jestem radcą prawnym, co pozwala mi stwierdzić, że audyt z 2024 roku nie jest działaniem, które moglibyśmy oczekiwać od nowych władz miasta. Potrzebny jest audyt na wzór chociażby tego, który zlecił rząd Donalda Tuska po wyborach w 2023 roku w niektórych spółkach skarbu państwa – podkreślił radny. Zobacz także: Ponad pół miliarda złotych oszczędności. Są wyniki audytu w TVPDrugie metro w Polsce Jednym ze sztandarowych projektów miasta jest projekt drugiego metra w Polsce. Projekt jest jeszcze na bardzo wczesnym etapie pracy – start budowy zapowiedziano na 2030 roku, a do użytku trafić ma w 2035 roku. Według prezentacji władz miejskich, krakowskie metro ma mieć dwie nitki, składać się z 29 stacji i ciągnąć się prawie przez 29 kilometrów. Choć metro w Krakowie wydaje się być jeszcze snem przyszłości, to środki na jego budowę powinny zostać już zabezpieczone. Jaki jest więc szacowany koszt inwestycji? Ten robi wrażenie, bo to około 13-15 miliardów zł. Według deklaracji miasta środki mają pochodzić głównie ze środków unijnych i budżetu państwa. Jest wniosek, czy go nie ma? Wystosowanie wniosku o 10 miliardów do UE zapowiedział już rząd. I tu pojawia się pewien zgrzyt w polityce informacyjnej miasta. „To wielka wiadomość dla naszego miasta i jego przyszłości! Rząd zadeklarował wniosek o 10 miliardów euro na budowę systemów metra w Polsce w najbliższej perspektywie unijnej” – ogłosił prezydent Miszalski w mediach społecznościowych. Ta informacja została jednak szybko zdementowana przez Jana Szyszko wiceministra funduszy i polityki regionalnej. Szyszko wyraża zdumienie oświadczeniem prezydenta, „pierwsze słyszę, a właśnie wróciłem z rozmów o budżecie w Brukseli”. „W nowym budżecie UE walczymy o duuuużo większe środki na rozwój Polski niż twierdzi Pan Prezydent. Te pieniądze muszą jednak rozwinąć nie tylko nasze aglomeracje, ale też podnieść jakość życia w małych i średnich miastach. Nie ma mowy o znaczeniu żadnych pieniędzy na tym etapie” – podkreśla Szyszko. O pieniądze na krakowskie metro zapytaliśmy Jana Hoffmana. – Prezydent przyjechał do Warszawy i dostał zapewnienia od rządu, że będzie starał się o 10 miliardów euro na budowę krakowskiego metra. Pan Miszalski następnie wrócił do Krakowa i przedstawił tę sprawę mieszkańcom, jako coś, co jest już załatwione. (...) Prezydent zbyt łatwo formułuje pewne twierdzenia, które nie mają pokrycia w rzeczywistości, to sprawia, że jest trudnym partnerem do dialogu – uważa Hoffman. Czytaj więcej: Metro w polskich miastach. Utopijny sen kontra rzeczywistość Referendum to spisek prawicy? W opinii publicznej pojawiły się dwie dominujące teorie, by wyjaśnić dotychczasową popularność krakowskiego referendum. Jedna z nich zakłada, że za akcją referendalną i jej finansowaniem stoją siły prawicowe, m.in. PiS i Konfederacja, które chcą odwołać prezydenta z PO i zbić kapitał polityczny przed wyborami w 2027 roku. – Te pomysły o referendum, a potem w innych miasta pojawiają się, to inicjatywy PiS-u i Konfederacji na zamieszanie i rozróbę polityczną. Nie mam wątpliwości, że to jedyny powód, dla którego to referendum jest organizowane. Prezydent Miszalski ma nasze pełne wsparcie – stwierdził premier Donald Tusk w rozmowie z dziennikarzami. Aleksandra Owca współprzewodnicząca Razem i krakowska radna uważa, że „referendum opiera się na realnym społecznym gniewie, który wynika z fatalnych rządów prezydenta Miszalskiego”. – Jego decyzje były podejmowane bardzo przypadkowo i chaotycznie. Skumulował wiele niepopularnych i zwykle również szkodliwych decyzji, np. podwyższył ceny biletów na komunikację miejską. Jednocześnie wypłacił sowite nagrody dla swoich zastępców – podkreśla Owca, w rozmowie z portalem TVP.Info. Krakowska radna jednak po części zgadza się z premierem, podkreślając, że „realna emocja społeczna stała się pożywką dla środowisk prawicowych”. – Musimy jednak pamiętać, że inicjatywa referendalna jest i myślę, że od początku była pretekstem do wzmocnienia się dla środowisk, które wcale nie chcą dobrze dla Krakowa. Nie możemy ignorować tego, jakie nadzieje z referendum wiąże Konfederacja czy ugrupowanie Grzegorza Brauna – dodaje. Tę kwestię ucina radny Hoffman, stwierdzając, że „nie sądzi, żeby wszystkie osoby popierające referendum były w stanie znaleźć jednego, wspólnego kandydata”. – Nie dojdzie do sytuacji, w której przedstawiciele partii prawicowych usiądą z Aleksandrą Owcą, współprzewodnicząca Partii Razem, która też poparła referendum i zaproponują wspólnego kandydata. Pojawia się narracja o tym, że referendum to spisek sił prawicowych, które chcą zdobyć urząd prezydenta. Jednak patrząc na badania elektoratów i poprzednie wybory w Krakowie nie jest możliwe, żeby prezydentem został kandydat PiS-u lub Konfederacji – podkreśla radny w rozmowie z portalem TVP.Info. Patrząc na wyniki ostatnich wyborów w Krakowie, poparcie dla prawicowych kandydatów rzeczywiście jest mizerne: kandydat PiS-u Łukasz Kmita otrzymał 19,79 proc. z kolei Konrad Berkowicz z Konfederacji 5 proc. Co łącznie prawicy daje niespełna 25 proc. poparcia w stolicy Małopolski. Zobacz również: Antysemicki atak na lotnisku w Balicach. „Wracajcie do Izraela”A może zemsta radnego Gibały? „Mają mnie za nadczłowieka” Druga obiegowa teoria na temat inicjatywy zakłada, że za „referendalne sznurki” pociąga były kandydat na prezydenta i bezpartyjny radny Łukasz Gibała. Opinia publiczna wskazuje jasno motyw: przegrana o włos w wyborach o fotel prezydenta miasta. Prezydent Miszalski wygrał z wynikiem 51,04 proc. do 48,96 proc., czyli dokładnie o 5 434 głosy. O sprawę zapytaliśmy głównego bohatera tych spekulacji – Łukasza Gibałę. Polityk podważa tę narrację: – Te głosy pojawiają się nie tyle w opinii publicznej, co na kontach związanych z Koalicją Obywatelską, typu „Soku z buraka". Politycy Koalicji Obywatelskiej mają mnie najwyraźniej za nadczłowieka, a to nieprawda. To nie jest referendum Łukasza Gibały, to jest referendum Aleksandra Miszalskiego. To on doprowadził do sytuacji, w której tylu Krakowian chce go odwołać – podkreśla Gibała w rozmowie z portalem TVP.Info. Zobacz też: Zażarta dogrywka w KrakowieCzy prezydent Miszalski dostał szansę? Wydaje się, że jedną z kluczowych kwestii w kontekście akcji referendalnej jest rachunek zysków i strat. Faktem jest, że prezydent Miszalski rządzi jedynie 1,5 roku, a w spadku po rządach Jacka Majchrowskiego odziedziczył zadłużenie na poziomie około 6 miliardów zł i poważny deficyt budżetowy. Ratusz wylicza sztandarowe projekty i ile z nich udało się zrobić mimo trudnej sytuacji budżetowej: 11 nowych żłobków oddanych do końca roku 2026, Pakt dla osiedli, Da się!, Zieleń: licznik nasadzeń i wycinek, Parki: Zakrzówek (wykupienie użytku ekologicznego) i Park Kolejowy, Działania ogrodniczki miejskiej, zakupione tramwaje, wymiana taboru, wymiana torowisk w centrum miasta, aplikacja mKrakow i jej nowe funkcjonalności, strona wdobrymkierunku.pl, Centrum Muzyki-oddanie w lecie 2026. Czy mimo zarzutów stawianych prezydentowi i krytycznych ocen jego polityki akcja referendalna w niespełna połowie kadencji nie zwiększy chaosu w Krakowie? Według Hoffmana, to „trwanie Aleksandra Miszalskiego na stanowisku prezydenta będzie zwiększać chaos w Krakowie”. – Należy odwołać złego prezydenta, dzięki czemu chaos się zmniejszy. W moim odczuciu na odwołaniu skorzysta też Koalicja Obywatelska, gdyż dalsze trwanie Pana Prezydenta Miszalskiego na stanowisku jest wizerunkowym problemem nie tylko dla Krakowa, ale też dla Koalicji Obywatelskiej. To w moim odczuciu najsłabszy prezydent dużego miasta w Polsce od bardzo wielu lat. Chcę też bardzo wyraźnie podkreślić, że akcja referendalna nie jest wymierzona w Donalda Tuska lub jakiegokolwiek innego polityka rangi ogólnopolskiej. To sprzeciw wobec fatalnych rządów Miszalskiego w Krakowie. Tylko tyle i aż tyle – podsumowuje Hoffman. Niezależnie od ocen polityki Aleksandra Miszalskiego, jedno jest pewnie: referendum odbędzie się, a temperatura krakowskiej polityki będzie bliska wrzenia – prawdopodobnie na wzór krakowskich trybun piłkarskich podczas derbów miasta Wisła-Cracovia. Zobacz także: Trudna bitwa o Wawel. Kto zgarnął głosy wyborców PiS?