Reżyser kończy 71 lat. W jednym z wywiadów przyznał, że bardzo młodo zauważył, że woli siedzieć w kinie niż poza nim. – Wcześnie dotarło do mnie, że chcę spróbować zacząć robić filmy – mówił. Na swoim koncie ma takie kultowe filmy jak „Vabank”, „Kingsajz”, czy „Kiler”. Juliusz Machulski kończy właśnie 71 lat. Zanim zaczął swoją przygodę z łódzką filmówką, przez rok studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Dyplom na wydziale reżyserii uzyskał w 1980 roku. Już w trakcie studiów nakręcił etiudę kryminalną „Gorączka mleka” i zagrał w filmie Krzysztofa Kieślowskiego pod tytułem „Personel”.W jednym z wywiadów Juliusz Machulski przyznał, że bardzo wcześnie zauważył, że woli siedzieć w kinie niż poza nim, że chce robić filmy. – Kiedy byłem mały, rodzice – oboje aktorzy – nie bardzo mieli mnie z kim zostawiać. Babcie były w Łodzi, a myśmy mieszkali w Lublinie, więc rodzice brali mnie ze sobą za kulisy. I ja tak przesiąkłem tym wszystkim. Nierealność była moją rzeczywistością – mówił w rozmowie z Anną Tatarską dla portalu Onet.pl. – Bawiłem się baśniami i bajkami stworzonymi dla widowni – przyznał.Większość z filmów, które stworzył Juliusz Machulski, dziś uchodzi za kultowe. Przypominamy historię tych najbardziej znanych i uwielbianych przez widzów.Czytaj też: Polska wybrała reprezentanta na Eurowizję. Tak zdecydowali widzowie„Vabank”, czyli od tego wszystko się zaczęłoFilm „Vabank”, który powstał w 1981 roku, był kinowym debiutem Juliusza Machulskiego. O ten film reżyser walczył trzy lata. Był też najmłodszym debiutantem w kinie PRL.Gdy był po trzecim roku na Wydziale Reżyserii w Łodzi, napisał scenariusz komedii kryminalnej zatytułowanej „Kwinto” dla Janusza Majewskiego, specjalisty od tego gatunku a prywatnie jego mentora.Inspiracją dla tej postaci w scenariuszu był Henryk Kwinto, znany także jako „Szpicbródka”, który był słynnym kasiarzem i włamywaczem.– Chciałem, żeby to był kryminał, ale bez Milicji Obywatelskiej i dlatego okres międzywojnia. Miałem nadzieję, że zaistnieję jako scenarzysta dobrego filmu, co mi pomoże w późniejszej drodze do debiutu. Ale los był dla mnie bardziej niż łaskawy. Majewski miał już dość tej epoki, bo właśnie przygotowywał serial o królowej Bonie, więc pojawił się cień nadziei, że może ja zrealizuję ten film jako reżyser – wspominał Machulski w rozmowie z PAP.Debiut Machulskiego za sprawą Andrzeja Wajdy został wstrzymany na rok. Dopiero wtedy Jerzy Kwalerowicz, który dowodził Zespołem „Kadr”, zgodził się na jego debiut. – Po roku zawieszenia Kawalerowiczowi zrobiło się widocznie mnie żal, a może też nie chciał, żeby mu Wajda dyktował, co ma robić w "Kadrze" i zdecydował, że zadebiutuję. Przy czym uprzedził mnie, że jeśli debiut się nie powiedzie, moja zawodowa kariera może skończyć się na tym filmie. Wiedziałem, że muszę zagrać „va banque” i postawić wszystko na jedną kartę. Zaryzykowałem i udało się! – wspominał Machulski.Opłacało się. Film, którego premiera odbyła się w 1981 roku, osiągnął sukces kasowy i przyniósł Machulskiemu m.in. nagrodę Złotej Laseczki Chaplina na festiwalu filmów komediowych w Vevey.Choć dziś trudno w to uwierzyć, „Vabank” miał być klasycznym kryminałem, a nie komedią. – Ona mi wyszła jakby niechcący, ponieważ przede wszystkim robiłem film kryminalny, z całym szacunkiem dla tego gatunku i jego zasad. Z drugiej jednak strony wydawało mi się, że zupełnie serio tego rodzaju filmów nie da się opowiadać – mówił Machulski.W komedii „Vabank” oprócz ojca aktora, czyli Jana Machulskiego, który wcielił się w główną postać, zagrali także m.in. Leonard Pietraszak. Witold Pyrkosz, Krzysztof Kiersznowski, Jacek Chmielnik oraz Elżbieta Zającówna. W 1984 roku powstała druga część tej kultowej dziś komedii, film „Vabank II, czyli cięta riposta”.Czytaj też: „Ten kierowca fajny chłop, co popiera autostop”. Kultowe zjawisko PRL„Seksmisja”, czyli „kobieta mnie bije”W komediach Juliusza Machulskiego krytycy i widzowie pod komediową warstwą często doszukują się i dopatrują głębszej refleksji. Reżyser tłumaczy, że punktem odniesienia zarówno dla niego, jak i dla wielu reżyserów było i jest „kino amerykańskie, brytyjskie, francuskie – generalnie kino przychodzące z Zachodu”.– Najlepsze komedie mają właśnie to drugie dno. Zawsze czułem potrzebę, żeby w komediach, szczególnie w PRL-u, pod komediowym kamuflażem powiedzieć coś więcej o naszej rzeczywistości w Polsce. Dlatego zrealizowałem „Seksmisję”, a później „Kingsajz” – wyjaśniał w wywiadzie dla PAP.To był dla Juliusza Machulskiego jego drugi film po „Vabank”. Reżyser stwierdził, że będzie to obraz science fiction, ale rzecz jasna z komediowym rysem. – Nic innego nie wchodziło w rachubę, bo byłoby zbyt pretensjonalne – mówił Machulski. Gdy zastanawiał się, co mogłoby być przyszłościowym tematem, wpadła mu w ręce książka o prognozach na XXI wiek. Jego uwagę zwrócił rozdział poświęcony genetyce i pojęciu partenogenezy. – Kiedy dotarło do mnie, że kiedyś mężczyźni będą niepotrzebni, postanowiłem zrobić o tym film – wyjaśnił powód nakręcenia „Seksmisji”.Bohaterami tej historii zostali Maks i Albert, którzy ku chwale ojczyzny i w imię nauki poddają się hibernacji. Podczas ich snu wybucha jednak bomba nuklearna. Uczestnicy eksperymentu budzą się w 2044 roku. Od opiekującej się nimi doktor Lamii dowiadują się, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat geny męskie zostały całkowicie zniszczone promieniowaniem, a oni są prawdopodobnie jedynymi osobnikami płci męskiej, którzy przetrwali kataklizm.Gdy Juliusz Machulski zaczął pisać scenariusz, już wiedział, że jedną z ról na pewno zagra Olgierd Łukaszewicz. Udział Jerzego Stuhra, bez którego dziś trudno wyobrazić sobie „Seksmisję”, był z kolei przypadkiem. Machulski myślał o zatrudnieniu Jana Englerta, ale razem z Łukaszewiczem nie stanowili dla niego odpowiednich przeciwieństw. – Wpadliśmy na siebie gdzieś w okolicach Wieliczki. Ja wracałem z dokumentacji, Jerzy ze spektaklu. Wtedy jednak nie odważyłem się wystąpić z taką propozycją – mówił Machulski w rozmowie z Polskim Radiem. – Dzień później spotkaliśmy się na pokładzie samolotu lecącego z Krakowa do Warszawy. Po wylądowaniu na Okęciu postawiłem wszystko na jedną kartę i dałem mu do przeczytania scenariusz – wspominał. Okazało się, że Jerzy Stuhr w tamtym czasie marzył o propozycji zagrania w komedii.Film realizowano m.in. w kopalni soli w Wieliczce i w hali w Łodzi (sceny podziemne), jak i w budynku przychodni PALMA Łódź. Willa w Rudej Pabianickiej robiła za willę Jej Ekscelencji (Wiesław Michnikowski), a sceny nadmorskie nakręcono w Łebie.Premiera „Seksmisji” odbyła się 14 maja 1984 roku. W ciągu roku obejrzało go prawie 12 mln widzów. Juliusz Machulski musiał zmierzyć się nie tylko z dużym sukcesem, ale także krytyką. Amerykański feministki po pokazie w Minneapolis uznały, że to nie krytyka ustroju totalitarnego, ale opowieść o wyższości mężczyzn nad kobietami. Dla polskich widzów „Seksmisja” to nie tylko kultowa komedia, ale też film, z którego cytaty weszły do języka potocznego. „Ciemność, widzę ciemność! Ciemność widzę!”; „Kierunek: Wschód! Tam musi być jakaś cywilizacja!”; „Nie wstanę! Tak będę leżał!”, czy „Kobieta mnie bije” – to tylko niektóre z nich.W przeciwieństwie do „Vabank” kontynuacja „Seksmisji” w formie filmowej nigdy nie powstała. – Doszedłem do wniosku, że nie chcę wystawiać na szwank legendy „Seksmisji”. I odpuściłem. Może gdyby powstała wcześniej… Ale po latach uznałem, że to nie ma sensu – tłumaczył Machulski.Czytaj też: 5 zł na kobietę, przymusowy odbiór goździka. Dzień Kobiet czasów PRLKingsajz – metafora życia w PRLTen film Juliusza Machulskiego wszedł do kin 2 maja 1988 roku. Była to czwarta kinowa komedia w jego reżyserii. W „Kingsajzie” zagrali m.in.:• Jacek Chmielnik (Olgierd Jedlina)• Grzegorz Herominski (Adaś Haps)• Jerzy Stuhr (Nadszyszkownik Kilkujadek)• Katarzyna Figura (Ala)• Witold Pyrkosz (Zenona Bombalina)• Jan Machulski (Kwintek)• Leonard Pietraszak (Kramerko)• Olgierd Łukaszewicz (Paragraf)• Marek Walczewski (ojciec Ali)Na ekranie pojawił się także 9-letni wówczas Borys Szyc. Machulski puszcza w filmie „Kingsajz” oko do swoich wcześniejszych bohaterów z „Vabanku”. Jest więc Kwintek i Kramerko, a Bombalina, którego wykreował Witold Pyrkosz, to nawiązanie do Jej Ekscelencji z „Seksmisji”. Główny bohater – czyli Adaś – jest tym, któremu udaje się pozyskać kingsajz. Upowszechnienie tej formuły może przynieść kres tyranii Kilkujadka.Zdjęcia do filmu powstawały głównie w Łodzi m.in. w willi Edwarda Hetschela przy ul. Wólczańskiej 17, która była filmową Szuflandią. Specjalnie na potrzeby filmu wytworzono rekwizyty w skali 20:1, jak dwumetrowa szklanka. Kultową sceną filmu „Kingsazj” jest ta, w której Jacek Chmielnik jako Jedlina chodzi po nagim ciele filmowej Ali, czyli Katarzyny Figury. To właśnie ta scena i ten film sprawiły, że aktorka zyskała miano seksbomby.– Najpierw zostałam nakręcona nago na łóżku w zwolnionym tempie, a potem na podstawie nagrania w Barrandovie wybudowano moją wielką figurę, po której chodził Jacek Chmielnik. Później nałożono na siebie dwa obrazy w odpowiedniej konfiguracji – wspominała aktorka w rozmowie z „Gazetą Wrocławską”.– Zabawne jest to, że oni się w tej scenie w ogóle z Jackiem nie spotkali. Jacek chodził po styropianie pół roku później, a Kasia leżała pół roku wcześniej w studiu w Łodzi. Piękna leżała i pachniała – wspominał Machulski.Jest jeszcze jeden charakterystyczny element tego filmu. To piosenka śpiewana przez Annę Jurksztowicz pod tytułem „Zmysły precz”. Muzykę do niej napisał Krzesimir Dębski a słowa Jacek Cygan. Do dziś uchodzi za jedną z bardziej zmysłowych polskich piosenek.– Generał Jaruzelski pogratulował mi kiedyś filmu „Kingsajz”, „Seksmisja” chyba też mu się podobała. Paradoksalnie PRL to złoty czas dla polskiego kina. Jak już scenariusz był zatwierdzony przez cenzurę, to pieniądze nie miały znaczenia – wspominał Machulski po latach w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” z 2012 roku.„Killer” – to nie Cezary Pazura miał zagrać główną rolęPo transformacji ustrojowej Juliusz Machulski zaczął kręcić komedie sensacyjne. Jedną z nich był właśnie „Kiler”. Film ten pojawił się na ekranach kin w 1997 roku i podobnie jak PRL-owskie produkcje reżysera stał się niekwestionowanym hitem.Produkcja, której bohaterem jest Jerzy Kiler, warszawski taksówkarz, i który przypadkowo zostaje wzięty za płatnego zabójcę, zyskała ogromne uznanie widzów. W produkcji tej, podobnie jak w poprzednich komediach Machulskiego, można było zobaczyć Jerzego Stuhra oraz Krzysztofa Kiersznowskiego, a także Katarzynę Figurę. Do obsady dołączyli Małgorzata Kożuchowska, Janusz Rewiński i odtwórca głównej roli, czyli Cezary Pazura.Nie był to jednak pierwszy wybór Machulskiego. Reżyser w głównej roli widział Szymona Majewskiego. – Juliusz Machulski myślał o tym, żeby to nie był oczywisty wybór Cezarego Pazury, tylko miał na myśli Szymona Majewskiego, który był wtedy bardzo popularnym radiowo-telewizyjnym artystą i komikiem o dużych możliwościach. Ale potem były zdjęcia próbne i okazało się, że Szymon nie dźwignie tej roli, więc Machulski wrócił do koncepcji podpowiadanej przez żonę Ewę – mówił Andrzej Sołtysik, dziennikarz filmowy. Podobnie było z postacią Janusza Rewińskiego, czyli Siary. Reżyser chciał powierzyć tę rolę Stanisławowi Tymowi, ale aktor odrzucił tę propozycję. W 1999 roku powstała druga część tej produkcji, czyli „Kiler-ów 2-óch”. Podobnie jak pierwsza, ta również została życzliwie przyjęta przez widzów.„Vinci”, czyli powrót do początków– W „Vinci” chcę wrócić do początków swojej drogi filmowej – do inteligentnego kryminału, w którym bohaterowie wodzą siebie i widza za nos – tak jak było w przypadku obu „Vabanków” – mówił Juliusz Machulski.Film ten powstał w 2004 roku. Jedną z inspiracji kryminalnej intrygi był dla Machulskiego artykuł o kradzieży „Mony Lisy” Leonarda da Vinci z Luwru w 1911 roku, której dokonał pracujący dla muzeum włoski szklarz Vincenzo Peruggia. Obraz po dwóch latach odzyskano, ale teoria o tym, że w muzeum wisi genialna kopia, wciąż jest żywa. W głównego bohatera, czyli Cumę wciela się Robert Więckiewicz a w postać „Szerszenia” Borys Szyc. Pierwotnie w tę postać miał wcielać się Michał Żebrowski, ale ostatecznie wycofał się z projektu. Podobnie było z rolą Magdy. Zamiast Magdaleny Cieleckiej, zagrała ją debiutująca na dużym ekranie Kamilla Baar.Nieprzypadkowa jest również obecność w „Vincim” ojca aktora, czyli Jana Machulskiego. Dla aktora ta rola okazała się ostatnią zagraną w kinie syna, a także symboliczną puentą właśnie przez nawiązanie do tej pierwszej w „Vabanku”, która rozpoczęła ich filmową współpracę.Ważnym bohaterem filmu „Vinci” jest również Kraków. Dla reżysera, jak podkreślał, było spełnieniem marzeń, bo zawsze chciał tu nakręcić film. Za zdjęcia pięknie pokazujące to miasto odpowiedzialny był Edward Kłosiński. Na ekranie pojawiają się znane miejsca – Planty, Błonia, bulwary nad Wisłą (ze stolikami szachowymi), okolice Rynku z ulicami Gołębią czy Floriańską, Kazimierz z ulicą Szeroką i rzecz jasna Muzeum Czartoryskich przy Pijarskiej. Balkon mieszkania Juliana z widokiem na kościół Mariacki w rzeczywistości jest tarasem krakowskiej Akademii Muzycznej, zaś wnętrze apartamentu przy Smoczej, w którym mieszka Cuma to już lokale znajdujące się w Warszawie, na Polu Mokotowskim. Film „Vinci” doczekał się kontynuacji, którego premiera odbyła się 25 lipca 2025 roku.– Moim zadaniem jest sprawić, żeby ludzie przyszli do kina, i spowodować, żeby wyszli z niego wstrząśnięci, wzruszeni, lub przynajmniej rozbawieni. To wszystko – mówił w rozmowie z magazynem „Film”. Juliusz Machulski 10 marca kończy 71 lat.