„W mijającym tygodniu przegrał sport”. Ktoś kiedyś musiał naszemu pokoleniu życzyć życia w ciekawych czasach. To życzenie się spełniło. Tyle, że to ironia. Owe „ciekawe czasy” to czasy wojny, niepokojów, braku stabilizacji. Jakby ktoś dokładnie opisał czas, w którym właśnie teraz my żyjemy. Przemysław Czarnek będzie premierem. Oczywiście musi zostać spełnionych kilka warunków, przede wszystkim ten dotyczący wygranych wyborów parlamentarnych w 2027 roku. I to wygranych nie tylko z Koalicją Obywatelską, ale także z Konfederacją jedną i drugą.Wybór Czarnka na kandydata to znak, że Jarosław Kaczyński chce iść na całość. Były minister edukacji jest bowiem bezkompromisowym walczakiem, który nie będzie przebierał przede wszystkim w słowach. Nie boi się używać tych najmocniejszych, zresztą powie wszystko, jeśli tylko poczuje, że może mu to przynieść korzyść.Zobacz także: Czarnek puszcza oko do Mentzena. Zgadzają się co do „rządu prawicy”Już podczas tej konwencji Czarnek szedł po emocje. Rzucił wyzwanie koalicji rządzącej, dołączając do Kaczyńskiego, który, jak można było się spodziewać, lżył na obecny rząd bez zahamowania, a wręcz z uśmiechem satysfakcji.Każda opozycja zawsze krytykować będzie rząd (od tego jest) i nazywać go będzie najgorszym rządem w historii i katastrofą dla narodu. Robił tak Donald Tusk w kampanii wyborczej w 2023 roku, robi tak teraz i będzie robił Jarosław Kaczyński wspólnie ze swoim kandydatem na premiera. Ale tym razem inwektywy wobec rządzących połączone z wychwalaniem ośmiu lat rządów PiS-u nazywam jednak tupetem. Choć dopuszczam myśl, że nie wiedzą, co czynili.Dowodem na to, że nie mają takiej świadomości, jest zachowanie Marka Suskiego, który głośno wyraził oburzenie, że nie może przemówić podczas wojskowych uroczystości. Przez kilka ładnych lat robili to bez refleksji i jakichkolwiek hamulców. Teraz kiedy wróciła normalność i wojsko nie chce wiecujących polityków, Suski obraża żołnierzy, a sam czuje się obrażony. Do tego domaga się przeprosin. Kuriozum.A przenośnia o pociągu „szybkiej prędkości” w wykonaniu Przemysława Czarnka podczas konwencji jest dość ryzykowna, bo ktoś może powiedzieć: po co ten pociąg skoro perony odjechały.***Konwencja PiS dotknęła także programu SAFE. Ale teraz tematem nie jest już jedynie sam unijny program, ale propozycja Karola Nawrockiego i Adama Glapińskiego nazywana Safe Zero (coraz częściej widać dziwne przywiązanie do słowa „zero”). Autorzy pomysłu zapędzili się w kozi róg, co szybko dostrzegł Donald Tusk i pośpieszył z pytaniami o konkrety. Zwietrzył szansę na dodatkowe fundusze na zbrojenia skoro Narodowy BankPolski posiada takowe do wykorzystania. Tyle że nie posiada. Bo po pierwsze od kilku lat przynosi straty, a po drugie nie ma prawa ruszyć rezerw zarówno walutowych, jak i złota.Zobacz także: „Przestrzegam amerykańskich sojuszników”. Sikorski o dezinformacji ws. SAFEW tym wszystkim nie chodzi o szukanie lepszych rozwiązań. Celem opozycji jest utrudnianie życia rządowi, to jest to słynne sypanie piachu w tryby, o którym pisałem w ubiegłym tygodniu. I to wszystko dzieje się z suwerennością i niepodległością na ustach. Chciałbym kiedyś uwierzyć, że naprawdę chodzi o suwerenność i niepodległość. I patriotyzm.***Ta wojna to chaos.Trudno przewidzieć, gdzie spadną irańskie rakiety, trudno przewidzieć, kto gdzie wkroczy i trudno przewidzieć, co danego dnia powie i zdecyduje Donald Trump. Stąd mnożące się znaki zapytania dotyczące najbliższych dni i tygodni, a także wpływu działań wojennych na cały świat.Miało być szybkie, skuteczne uderzenie i wycofanie, oddanie kraju ludowi, który chce wolności i rozwoju. Jak to pięknie wszystko brzmiało. Skończyło się (choć jeszcze nie skończyło) na odwetach irańskich i ataku Izraela na Liban. Trudno się dziwić postawie Iranu, zachowuje się jak napadnięty kraj – broni się. Dziwić należy się Stanom Zjednoczonym, że chcą akcję kontynuować. Akcję, która niczego dobrego Ameryce nie przynosi, a do tego jeszcze bardziej burzy wizerunek giganta-obrońcy pokoju.Nie jestem zapewne jedynym niewierzącym w czyste intencje zarówno Benjamina Netanjahu, jak i Donalda Trumpa. Obydwaj prowadzą grę. Pierwszy maluje swój obraz dbającego o kraj przywódcy, obrońcy narodu, którego jeszcze niedawno ów naród chciał pozbawić funkcji premiera. Drugi próbuje odwrócić uwagę od coraz gorszych ocen jego prezydentury, a przede wszystkim od sprawy Epsteina. W obydwu przypadkach jest to budowanie wizerunku silnego, nieustraszonego przywódcy. Tak jak budował Władimir Putin w 1999 roku, kiedy rozpętał II wojnę w Czeczenii, jeszcze jako rosyjski premier. Walczył wtedy o prezydenturę.I znów jest okazja, by zatrzymać się przy postaci amerykańskiego prezydenta. Trzy elementy, które rodzą pytania, w jakim kierunku idziemy:• Chce bezwarunkowej kapitulacji Iranu i wyboru „wspaniałych i akceptowalnych przywódców”. O poziomie akceptowalności decydował będzie Trump, przez wielu ludzi nieakceptowalny. Swoją drogą… Trump uwielbia używać słowa „wspaniały”. Robi to niemal przy każdej okazji.• Oburza się, kiedy dziennikarz sugeruje, że Iranowi pomaga Rosja. Jego pytanie nazywa „głupim”. W dzisiejszym świecie to zbyt poważny zarzut, by zbyć go określeniem „głupi” i ironicznie się uśmiechnąć.• Nad głową Trumpa w gabinecie owalnym odbywają się modły „O mądrość z nieba”. Wokół prezydenta zebrała się grupa Republikanów, którzy dotykając swojego lidera, wznoszą modlitwy do Boga o to, by nadal dawał mu siłę do przewodzenia „naszemu wielkiemu narodowi”. Prosili też Boga by na Trumpa „spłynęła łaska”. ***Polska sprowadza swoich obywateli z objętych działaniami wojennymi regionów.Wprawdzie jedna z telewizji sprzyjających prawicy twierdzi, że to dzięki prezydentowi, ale prawda jest nieco inna. Prezydent w tej sprawie musi czekać na inicjatywę rządu, na wniosek premiera. I wtedy może wykazać się dobrą wolą i taki wniosek podpisać. Po takim podpisie rusza ewakuacja.Ewakuacja stała się, jak wiele tematów w naszym kraju, tematem drażliwym, wystarczy prześledzić komentarze internautów. A prawda jest taka, że bez względu na wszystko trzeba pomóc tym, którzy tam utknęli. Tam lub w innych miejscach, do których leci się z przesiadką na przykład w Dubaju. Nawet tym, którzy wybrali się do Sri Lanki czy na Malediwy. A potem porozmawiać z nimi i zapytać, czy naprawdę musieli wyjechać mimo ostrzeżeń, by tego nie robić, zwłaszcza jeśli podróż przebiegała przez Bliski Wschód. I uczulić, by następnym razem dwa razy się zastanowili, kiedy słyszą/czytają zalecenia płynące od ludzi, którzy wiedzą więcej niż oni.***Międzynarodowy Dzień Pisarek i Pisarzy minął w tym roku cichaczem. A szkoda, bo to święto dość dużej grupy naszego społeczeństwa. Szacować można, że aktywnie pisarstwo uprawia prawie dziesięć tysięcy autorów. Z tego tylko kilkudziesięciu z pisania się utrzymuje, zdecydowana większość traktuje to zajęcie jako hobby i dodatkową działalność. Dla ilu czytelników tworzą? Dobra wiadomość jest taka, że poziom czytelnictwa w Polsce ustabilizował się na poziomie ponad 40 proc. Właśnie tyle deklaruje, że przeczytało co najmniej jedną książkę w roku. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jedna książka rocznie to jeszcze nie czytelnictwo.A jednak półki w księgarniach uginają się pod ciężarem nowości wydawniczych. Samych wydawnictw jest w naszym kraju bez liku. Nie wszystkie stosują selekcję jakościową, czasem wystarczy odpowiednia liczba obserwujących na Instagramie, bo to gwarantuje sprzedaż – kupują fani influencerów. Ta machina jest już rozpędzona i trudno ją będzie zatrzymać. Ale to nie jest na wskroś złe zjawisko. Czytelnik musi mieć wybór, tak jak meloman i kinoman. Byle tylko treści wysokich lotów nie zastępować tymi, których jedyną zaletą jest gwarancja sprzedaży.Autorom, pisarzom i pisarkom życzę niegasnących inspiracji, lekkiego pióra i przychylnych wydawców. Jako autor czterech powieści wiem, czego literaci potrzebują.***Minął kolejny tydzień niesmacznego klimatu wokół Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Na pierwszym planie prezes PKOl Radosław Piesiewicz, o którym dziennikarz sport.pl Radosław Leniarski pisze, że to „człowiek-demolka, czego się nie dotknie, zamienia w wojnę”. Rzeczywiście nie pamiętam sporu, który by wyciszył, emocji, które by tonował czy sprawy, którą załatwiłby bez fali krytyki. Poszedł na wojnę z koalicją rządzącą, z częścią zarządu, a nawet z człowiekiem legendą Adamem Małyszem.Polski sport olimpijski kuleje na poziomie organizacyjnym, a prezes robi sobie PR na sukcesach sportowców, którzy zbyt dobrego zdania o nim nie mają. I trudno by mieli, skoro słyszą o problemach z wypłatą nagród finansowych. Tuż przed igrzyskami PKOl zerwał współpracę z Polsatem. To spowodowało spięcie z Polkomtelem, który odmówił przekazania pieniędzy na nagrody i zamierza je przekazać z pominięciem PKOl, a zwłaszcza Radosława Piesiewicza. Oj ciekawe będą wybory nowego prezesa w 2027 roku. Ponoć głównym rywalem ma być Marian Kmita. To groźny dla Piesiewicza przeciwnik.***W mijającym tygodniu sport przegrał.We Wrocławiu miał zostać rozegrany mecz na szczycie 1 ligi. Śląsk miał się zmierzyć z Wisłą Kraków. Ale do meczu nie doszło, ponieważ działacze wrocławskiego klubu zdecydowali o niewpuszczeniu kibiców Wisły na stadion. Podpierali się przy tym opinią policji o rzekomym ryzyku, meczu podwyższonego ryzyka. Później okazało się, że policja nie sugerowała odmowy przyjazdu kibiców. W tej sytuacji Wisła Kraków postanowiła na mecz nie jechać. Słusznie czy nie, wywoła to przynajmniej jakąś dyskusję i być może decyzje, które zapobiegną takim sytuacjom. Na ten moment wydarzenie jest dość wstydliwe, dla Śląska, dla PZPN-u, dla polskiej piłki ligowej, która ponoć rośnie w siłę. Pniemy się w rankingu UEFA, a nie radzimy sobie z kibicami przeciwnej drużyny? Chyba nie po to budowaliśmy nowoczesne i bezpieczne stadiony, by nie grano na nich z powodu obaw przed kibolami.***6 marca minęło sto lat od przyjścia na świat Andrzeja Wajdy. To jest taka postać, co do której nie ma żadnych wątpliwości, że była wybitna. Można nie przepadać za jego twórczością, ale jednocześnie doceniać kunszt i dzieła, które stworzył. Jest jak The Rolling Stones. Ich dźwięki i muzyka mogą irytować, ale nie sposób lekceważyć ogromny wkład w historię muzyki rozrywkowej.Z okazji owego stulecia pojawili się w Sejmie ludzie kultury, aktorzy i reżyserzy. To był tak niecodzienny widok, że nie można było od niego oderwać oczu. Przyzwyczajeni do dość specyficznych politycznych sformułowań padających w tym budynku, ze zdumieniem słuchaliśmy słów, które w nim rzadko padają.Tego samego dnia urodziny obchodziła światowa legenda muzyczna – David Gilmour. Skończył 80 lat i wciąż jest aktywnym kompozytorem i gitarzystą. Nazwany niegdyś przez dziennikarzy „brakującym ogniwem między Jimim Hendrixem a Eddien Van Halenem” potrafi zagrać na gitarze tak, że słuchacz wstrzymuje oddech, a potem wraca do nagrania przez wiele lat. Płyty Pink Floyd z jego głosem i jego grą nadal biją rekordy popularności mimo upływu lat.Tylko raz miałem przyjemność słuchać go na żywo – w 2006 roku w Stoczni Gdańskiej, kiedy towarzyszyła mu Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Bałtyckiej pod dyrekcją Zbigniewa Preisnera.Zobacz także: Polska wybrała reprezentanta na Eurowizję. Tak zdecydowali widzowie***Ciąg dalszy nastąpi za tydzień.