Netanjahu grozi. Co najmniej cztery osoby zginęły, a dziesięć zostało rannych w izraelskim ataku na hotel Ramada w centrum Bejrutu. Znajduje się on przy popularnej atrakcji turystycznej – Gołębich Skałach, w uznawanej dotąd za bezpieczną dzielnicy Raouche. Zbombardowana została także południowa część miasta. Atak izraelskiego drona wymierzony był precyzyjnie w pokój na czwartym piętrze hotelu. Celem byli członkowie libańskiego oddziału Brygady Al Kuds, elitarnej jednostki Gwardii Rewolucyjnej, odpowiedzialnej za operacje specjalne poza Iranem.To pierwszy atak izraelski w centrum Bejrutu od listopada 2024 roku, gdy dzień przed zawieszeniem broni zaatakowano kilka punktów w dzielnicach poza kontrolą Hezbollahu.Równocześnie trwają ataki na południowy Bejrut – izraelska armia podaje, że celem jest infrastruktura Hezbollahu. W sobotę premier Benjamin Netanjahu, w przemówieniu podsumowującym stan wojny z Iranem, ostrzegł libańskie władze, że jeśli nie doprowadzą do rozbrojenia Hezbollahu, to Liban czekają „katastrofalne konsekwencje”.Bejrut: ludzie uciekają z domówJak podała agencja AFP, w wyniku izraelskich bombardowań swoje domy musiało opuścić już ponad 454 tysiące ludzi.Władze w Tel Awiwie zapowiedziały systematyczne niszczenie stolicy Libanu. „Południowe przedmieścia Bejrutu wkrótce będą przypominać Chan Junis” – przekazał w mediach społecznościowych skrajnie prawicowy minister finansów Bezalel Smotricz, odnosząc się do miasta w Strefie Gazy, w dużej mierze zrównanego z ziemią.Izraelska armia poinformowała, że w ciągu minionego tygodnia przeprowadziła łącznie około 3400 uderzeń na cele w Iranie i regionie. Ataki przeprowadza w koordynacji z siłami USA. Czytaj także: To może być długa wojna. USA sprzeda Izraelowi 12 tysięcy bomb