Paczki na szczęście wybuchły w złym momencie. Rosyjski wywiad wojskowy GRU liczył, że paczki-pułapki wysłane do Wielkiej Brytanii, zapalą się w czasie lotu samolotami – wynika z ustaleń polskich śledczych, którzy badali polski wątek sprawy sabotażu przy wysłaniu firmami kurierskimi paczek z ładunkami zapalającymi. Do katastrof nie doszło tylko przypadkiem, bo Rosjanie najprawdopodobniej źle obliczyli czas transferu paczek lub w czasie transportu doszło do opóźnień. – Zlecając swoim agentom wysłanie paczek z ładunkami zapalającymi do Wielkiej Brytanii, rosyjski wywiad wojskowy GRU liczył, że co najmniej jedna z nich zdetonuje się na pokładzie samolotu towarowego w trakcie lotu. Agent, odpowiedzialny za uzbrojenie przesyłek na Wyspy, dostał bardzo precyzyjne wskazówki, jak ma ustawić czas do detonacji ładunku. Wszystko wskazuje na to, że GRU źle obliczyło czas transferu paczek między punktami przeładunkowymi – mówi portalowi TVP.Info jeden ze śledczych, pracujących przy sprawie Wszystkie przesyłki-pułapki (znajdowały się w nich poduszki do masażu, wibratory zabawki i ładunki zapalające m.in. termit) zostały nadane w Wilnie 19 lipca 2024 roku. Dwie wysłano do Wielkiej Brytanii samolotami towarowymi DHL, pozostałe dwie do Polski samochodami ciężarowymi DPD.Trzy eksplozje 20 lipca 2024 r. o godz. 5:45 pierwsza przesyłka eksplodowała i zapaliła się na lotnisku w Lipsku tuż przed załadunkiem na samolot towarowy DHL w czasie tzw. lotu przesiadkowego (Wilno-Lipsk-Wielka Brytania). Następnego dnia, o godz. 2:15 w Jabłonowie eksplodował drugi ładunek w ciężarówce DPD, która przejeżdżała przez Polskę. Trzecia przesyłka została zdetonowana 22 lipca 2024 r. o godzinie 3:36 w magazynie DHL w Birmingham w Wielkiej Brytanii. Czwarta paczka, przewożona przez ciężarówkę DPD w Polsce, nie zapaliła się z powodu awarii urządzenia inicjującego zapłon. Informatorzy portalu TVP.Info uważają, że GRU, zapewne rękoma innych agentów, zrobiło wcześniej rozpoznanie i ustaliło dokładny czas przemieszczania się paczek na trasie Wilno-Warszawa oraz Wilno-Londyn lub Wilno-Birmingham. – Możliwe, że miało to być ostrzeżenie dla wszystkich, którzy pomagają Ukrainie. Tym bardziej,że później nadano także z Warszawy przesyłki testowe do USA i Kanady, a podobne pakunki przejęto w Amsterdamie – dodaje rozmówca portalu TVP.Info. Czytaj także: Rosyjscy sabotażyści oskarżeni. Mogli doprowadzić do katastrof lotniczych„Jednorazówki” GRU Śledztwo w sprawie sabotażystów prowadziły prokuratury w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Polsce i na Litwie. Dla wsparcia wysiłku tych krajów Eurojust powołał i sfinansował wspólny zespół dochodzeniowo-śledczy, w którego skład weszli funkcjonariusze z Niemiec, Litwy, Polski, Holandii i Wielkiej Brytanii. Z kolei Europol zapewnił wsparcie operacyjne krajom zaangażowanym w sprawę. Pokłosiem tych działań było oskarżenie przez Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej pięciu sabotażystów. Tyle samo osób oskarżyli również śledczy z Litwy. Podejrzani sprawcy pochodzili z Rosji, Łotwy, Estonii, Litwy i Ukrainy i często znajdowali się w trudnej sytuacji społeczno-ekonomicznej. Robota GRU Według Eurojustu obecnie w związku z opisywanymi aktami sabotażu zidentyfikowano łącznie 22 osoby, z których połowa jest poszukiwana listami gończymi. – Naszym zdaniem w operację dotycząca przesyłek-pułapek było łącznie zaangażowanych nawet 30 osób. Wśród nich są Rosjanie związani oficjalnie z marynarką wojenną, ale to niemal na pewno, są oficerowie GRU. Wiemy też, że Rosjanie nie szczędzili pieniędzy na przeprowadzenie tej operacji, choć dzięki użyciu tzw. jednorazowych agentów, koszty takich ataków były niższe, niż gdyby mieli to zrobić dywersanci np. ze Specnazu – wyjaśnia oficer polskich służb specjalnych. W ramach śledztwa przeprowadzono ponad 30 przeszukań na terenie Litwy, Polski, Łotwy i Estonii. W ich wyniku przejęto kolejne materiały wybuchowe oraz detonatory. „Niektóre ze znalezionych ładunków wybuchowych zostały wyprodukowane w taki sposób, aby efekt wybuchu był silniejszy w określonym kierunku. Do ich produkcji użyto heksogenu” – informowała Prokuratura Generalna Litwy. W ostatnich dniach Eurojust opublikował nagrania, na których widać osoby nadające paczki-pułapki i efekt ich działania. Do tej pory takie materiały były w większości utajnione. Czytaj także: ABW dorwała Rosjanina. Paczki z ładunkami zapalającymi to jego robota To nie był przypadek We wrześniu 2024 roku portal TVP.Info ujawnił, że Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej nadzoruje śledztwo dotyczące „dokonanych na terenie Polski oraz w Republice Litwy i innych krajach członkowskich Unii Europejskiej, aktów sabotażu polegających na rozsyłaniu przesyłek kurierskich zawierających ładunki ulegające samozapłonowi lub detonacji, przy czym czyny te miały charakter terrorystyczny i zmierzały do zastraszenia wielu osób”. Pod koniec sierpnia 2024 roku, niemiecki Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) i Federalny Urząd Kryminalny (BKA) ostrzegły europejskie służby o zdarzeniach dotyczących „niekonwencjonalnych urządzeniach zapalających” w przesyłkach wysyłanych m.in. firmami kurierskimi. Według agencji dpa służby „wiedziały o kilku tego typu przesyłkach, które zostały nadane przez osoby prywatne w Europie i zapaliły się w drodze do adresatów w kilku krajach europejskich”. Szokujące ustalenia Jednym z przykładów nowego typu aktu sabotażu miał być lipcowy pożar w centrum logistycznym DHL na lotnisku w Lipsku. Miała się tam zapalić paczka wysłana z jednego z krajów bałtyckich. W tym okresie spłonęła także jedna z ciężarówek w Polsce. Teraz wiadomo już, że była to operacja specjalna zorganizowana i sfinansowana przez rosyjskie służby specjalne. ABW oraz mazowieckie „pezety” ustaliły skład komanda, zwerbowanego do tych działań oraz metody działania dywersantów. Czytaj także: „Pozdrowienia z Rosji”. Jest śledztwo w sprawie wybuchów paczek kurierskichKremlowskie komando Aktem oskarżenia w polskim wątku śledztwa, który w styczniu br. trafił do sądu, objęto czterech Ukraińców: Vladyslava D., Viacheslava C., Vladyslava B., Serhiiego Y.) oraz Rosjanina Aleksandra B. – Zarzucono im działanie w lipcu i sierpniu 2024 roku na rzecz wywiadu Federacji Rosyjskiej oraz udział w dokonywaniu lub przygotowywaniu aktów sabotażu wymierzonych w infrastrukturę logistyczną i lotniczą, polegających na powodowaniu pożarów w trakcie transportu oraz w hubach przeładunkowych poprzez nadawanie przesyłek kurierskich z ukrytymi mechanizmami samozapłonu. Przesyłki nadawano do odbiorców w Polsce oraz Wielkiej Brytanii. Część z nich uległa samozapłonowi podczas transportu drogowego i na lotniskach – wyjaśnia prok. Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Krajowej. Większość dywersantów wpadła w sierpniu 2024 roku. Według śledczych Vladyslav D. „miał uczestniczyć w przygotowywaniu, aktywacji, przepakowywaniu i oznaczaniu przesyłek-pułapek następnie w przekazywaniu ich do nadania do Polski i Wielkiej Brytanii”. Długie przygotowania Za logistykę w czasie operacji na terenie Polski i Litwy (m.in. kupowanie lub wynajmowanie samochodów do przewiezienia materiałów do zbudowania bomb zapalających) odpowiadał Serhii Y. On też wyszukiwał chętnych do nadania paczek. Vladyslav B. przechowywał, a następnie dostarczał innym dywersantom niebezpiecznie paczki na terenie Litwy. Podobne zadanie, ale na terenie Polski, przypadło Viacheslavowi C. Jego rolą było także sprawdzanie, czy przesyłki zostały właściwie spreparowane. Był także zaangażowany w drugą fazę terrorystycznej operacji – wysyłanie pułapek do USA i Kanady. Nadał dwie przesyłki „testowe” z Warszawy. Organizacją tej fazy działań sabotażowych zajmował się Rosjanin Aleksandr B. Czytaj także: 50 tysięcy domów w Berlinie bez prądu. Policja podejrzewa sabotaż