Celebryta mimo woli. Dokładnie rok temu, 6 marca 2025 roku, zmarł Krzysztof Kononowicz. Działacz polityczny, samorządowy, niedoszły prezydent Białegostoku, który zasłynął osobliwym programem politycznym, wreszcie gwiazda internetu. Przypuszczalnie także wieloletnia ofiara znęcania się fizycznego i psychicznego oraz poniżania. Ten ostatni wątek wciąż bada prokuratura. Miał 62 lata. Krzysztof Kononowicz urodził się 21 stycznia 1963 roku w Kętrzynie. Jego ojciec Bronisław (1908–2004) był żołnierzem Armii Krajowej, zaś w latach 1949–1954 więźniem sowieckich łagrów. Po zwolnieniu ożenił się z Leonardą z domu Bykowicz (1930-2012). Zamieszkał w miejscowości Strzelce, w której się urodził, leżącej na terenie Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej.Małżeństwo przeniosło się do Polski w 1958 roku w ramach ostatniej repatriacji ludności polskiej. Osiedli we wsi Wilkowo na Mazurach. Mieli trzech synów, oprócz Krzysztofa także Bogumiła, który zmarł w 2013 roku) i Mariana, który zmarł w niemowlęctwie. W 1975 roku rodzina przeniosła się do Białegostoku.Krzysztof ukończył tam szkołę podstawową oraz zasadniczą szkołę zawodową ze specjalnością kierowca-mechanik. Po służbie wojskowej zajmował się gospodarstwem rodziców. Działał także w NSZZ „Solidarność” w Białymstoku, ale w 2002 roku zrezygnował z członkostwa.Bezrobocie i karieraPo upadku PRL miał problemy z odnalezieniem się na rynku pracy. Jak wielu mieszkańców regionu nie poradził sobie z transformacją ustrojową i nie odnalazł się w kapitalizmie. Pracował w firmie Trans Mlecz, był sprzątaczem w Urzędzie Miejskim w Białymstoku i kierowcą autobusu miejskiego. Od 1994 roku był bezrobotny.W 2006 roku zdobył nieoczekiwaną sławę. Startował wówczas w wyborach samorządowych, starał się o urząd prezydenta Białegostoku z listy KWW Podlasie XXI wieku. Na antenie stacji TV Jard odziany w charakterystyczny turecki sweter wygłosił przemówienie, które szybko podchwyciły media ogólnopolskie i rozwijający się w szybkim tempie internet. Przyjrzały mu się nawet niemiecki tygodnik „Der Spiegel” i australijski dziennik „The Sydney Morning Herald”.– Nazywam się Kononowicz Krzysztof. Urodziłem się dnia dwudziestego pierwszego stycznia tysiąc dziewięćset trzeciego... sześćdziesiątego trzeciego roku w Kętrzynie, woe… województwo olsztyńskie. Chcę przedstawić swój życiorys. Ukończyłem zasadniczą szkołę zawodową jako kierowca-mechanik. Posiadam swoją posiadłość – domek drewniany. Mam matkę, mam brata. Tatuś ni żyje. Ale tatuś bardzo jest mój bardzo, bardzo zasłużony. Walczył o Warszawę, walczył o Polskę, walczył o Boga. Ale nie ma ojca – odszedł. Jak ja mówię – powołał, zmienił miejsce zamieszkania. Jest w niebie teraz. I stamtąd patrzy, jak ja kandyduje na prezydenta miasta Białegostoku – opowiadał.Kononowicz: Żeby nie było niczegoDalej padł między innymi zwrot, którym zasłynął: „Żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego”. Obiecywał, że „nie będzie biurokractwa, nie będzie łachmaństwa”. Mimo autentycznego zaangażowania stał się pośmiewiskiem, popełniał błędy językowe, miał problemy z formułowaniem myśli.Prezydentem Białegostoku nie został. Uzyskał 1676 głosów, co przełożyło się na 1,89 proc. poparcia i przedostatnią, szóstą pozycję wśród wszystkich startujących. Nie wybrano go także do rady miejskiej z okręgu wyborczego numer 4, w tym przypadku zdobył 102 głosy. Zdobył jednak sławę, która wobec stojących przy nim osób stała się jego przekleństwem. Tureckie swetry zaczęły na aukcjach internetowych osiągać wysokie ceny.Najwyraźniej ktoś go przekonywał, że może zaistnieć w polityce, stąd pojawiły się, także później elementy moralizatorstwa. Można przypuszczać, że nie zdawał sobie sprawy ze swoich ułomności. Wmówiono mu, żeby kandydował w wyborach prezydenckich. – Jeśli cały naród zechce mnie wybrać to trudno, obejmę fotel w Belwederze. Pójdę drogą jak Piłsudski, będę sam rządził i Polska będzie od morza do morza – wypalił.Niedoszły europosełPrezydentem RP również nie został. Nie powiodło mu się również w wyborach do Parlamentu Europejskiego z listy Związku Słowiańskiego. W tej kampanii również miał osobliwy program. – Po pierwsze: policja na ulice. I koniecznie zmienię im mundury, bo te niebieskie nie podobają mi się – przekonywał.– Po drugie: zakłady muszą powstać państwowe, a nie zagraniczne. Wszyscy ludzie muszą mieć chleb, żeby nie głodowali. I dla młodzieży, żeby powstały hale sportowe. To dla mnie najważniejsze jest. Poza tym hipermarkety pójdą za miasto. Te, które już istnieją, trzeba przerobić na sale gimnastyczne – podkreślał Kononowicz.Wiadomo, że stali za nim działacze Polskiej Partii Narodowej kontrowersyjnego Leszka Bubla – Adam Czeczetkowicz i dr Marek Szaniawski, którzy chcieli wypromować swoje ugrupowanie. Potem zaczęli go wykorzystywać inni ludzie, zarabiający na jego sławie w internecie.Kononowicz stał się w sieci gwiazdą, ale przypuszczalnie nie zdawał sobie sprawy, że traktowany jak przedmiot do zarabiania. Wzór ze swetra, który nosił, trafił na koszulki, ale pieniądze ze sprzedaży szły do innych. Był zapraszany do teledysków, w 2010 roku wystąpił epizodycznie w filmie „Ciacho” tylko po to, że ludzie mogli się z niego śmiać.PatostreamerProwadził wideoblogi, jego popularność sprowadzała się do tego, że z kompanami, przede wszystkim Wojciechem Suchodolskim „Majorem” (zmarł w czerwcu 2023 roku) tworzył treści, które spokojnie można było nazwać patostreamami. Pytanie, czy świadomie je tworzył, czy też namawiano go, żeby brał w nich udział.Filmy polegały na tworzeniu jak najbardziej szokujących treści. Kononowicz był między innymi upokarzany, zmuszany do awanturowania się. Jedna z osób podała mu butelkę po soku jabłkowym, do której oddano mocz i mężczyzna nieświadomy napił się. Na jednym z nagrań prosił widzów, aby mu pomogli, bo w domu jest libacja i on się boi. Regularnie wdawał się w kłótnie z gośćmi jego domu przy ulicy Szkolnej 17 w Białymstoku.Ludzie, głównie młodzi, bardzo chętnie oglądali tę patologię, celowo utrzymywaną biedę. Założony w 2020 roku kanał Mleczny Człowiek w serwisie YouTube istnieje do dziś. Obecnie ma 166 tysięcy subskrybentów, zaś 3246 filmów zostało obejrzanych ponad 141 milionów razy.Kononowicz dwukrotnie został napadnięty, pobity i okradziony w swoim domu. W 2018 roku miał trafić na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie (MOPR) twierdził, że proponował mu wszelką możliwą pomoc zgodną z prawem, ale – wyjaśnił dyrektor – „nie ma możliwości zmuszania kogokolwiek do jej przyjęcia”.Stan zdrowia pseudocelebryty był coraz gorszy, ale on konsekwentnie odmawiał pomocy. W grudniu 2024 roku został zabrany do szpitala z poważnym zapaleniem płuc. Jego stan był opisywany jako krytyczny. W końcu Krzysztof Kononowicz trafił do jednego z białostockich hospicjów, w którym zmarł 6 marca ubiegłego roku. Miał 62 lata.Prokuratura w akcjiWkrótce po jego śmierci do prokuratury zaczęły wpływać doniesienia, że był ofiarą znęcania się fizycznego, psychicznego oraz poniżania. Dowodem były liczne nagrania z patostreamów. Zawiadomienie było pokłosiem materiału poświęconego Kononowiczowi, który ukazał się w październiku 2022 roku w programie „Sprawa dla reportera” Elżbiety Jaworowicz w TVP1.„Do naszej redakcji trafiło wiele skarg i zgłoszeń od widzów, którzy protestują przeciwko pokazywaniu w serwisie YouTube kanału – serialu – poświęconemu Krzysztofem Kononowiczem, nazywając ten kanał patostreamem, gdyż pokazuje on patologię i dewiacje społeczne. Odbiorcami tej platformy są przede wszystkim dzieci i młodzież, narażone tym samym na demoralizację” – wskazali reporterzy.W opisie odcinka znalazła się informacja, że dom Kononowicza przypomina melinę. „Potworny bałagan, gnijące jedzenie, warunki uwłaczające człowieczeństwu. Odbywają się tu libacje alkoholowe, które urządzają współlokatorzy Krzysztofa, alkoholicy i narkoman uzależniony od rozpuszczalnika. Pan Kononowicz boi się ich, na nagraniach często płacze i prosi o pomoc. Sam choruje na zaawansowaną cukrzycę, pogotowie ratunkowe wielokrotnie udzielało mu pomocy. Widzowie nazywają Krzysztofa 'knurem', 'śmierdzielem', wysyłają mu paczki z fekaliami, a wszystko to rejestrują kamery” – relacjonowali.Podnosili, że właściciel kanału na YouTube wskazany jako pan S., „miał wykorzystywać nieporadność życiową, chorobę i nieświadomość Kononowicza do celów zarobkowych”. Sprawą zajęli się śledczy z Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe. Przesłuchali około 20 świadków. 29 grudnia ubiegłego roku podjęli decyzję.Kononowicz miał być zadowolonyWedług prokuratury Kononowicz kategorycznie zaprzeczył, aby znęcano się nad nim i nie czuł się pokrzywdzony zamieszczaniem filmów z jego udziałem na portalach internetowych. Mało tego – miał być zadowolony z popularności. 29 grudnia ubiegłego roku, już po jego śmierci, podjęli decyzję.– Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe umorzyła śledztwo w sprawie dotyczącej zaistniałego w okresie od 22 grudnia 2022 roku do 6 marca 2025 roku w Białymstoku, znęcania się psychicznego nad nieporadnym ze względu na stan psychiczny Krzysztofem Kononowiczem, poprzez poniżanie, dokuczanie, wszczynanie awantur, kierowanie wobec pokrzywdzonego słów powszechnie uznanych za obelżywe, ośmieszanie czy krytykowanie. Motywem tej decyzji było uznanie, że zdarzenia te nie zawierały znamion czynu zabronionego – powiedziała portal TVP.Info prok. Elżbieta Bułat, pełniąca funkcję zastępcy prokuratora Rejonowego Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe.Decyzja ta wywołała oburzenie internautów i może mieć ciąg dalszy. Prok. Anna Adamiak, rzeczniczka prasowa Prokuratora Generalnego przyznała w rozmowie z Radiem Zet, że sprawę nadzoruje Departament Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej.Śledczy analizują akta i ocenią, czy decyzja o umorzeniu śledztwa była w pełni prawidłowa, a także czy nie była przedwczesna. W przypadku uznania, że popełniono błędy albo nie przeanalizowano dokładnie dowodów, sprawa może zostać podjęta na nowo. Prokuratura Krajowa nie ma żadnego konkretnego terminu na decyzję.Tragiczna historiaHistoria Krzysztofa Kononowicza to historia rozwoju polskiego internetu, przede wszystkich jego mrocznych zakamarków. Nasuwa pytania o granice wolności, prawa do ekspresji, zarabiania na publikowanych treściach, nieważne jak bardzo byłyby niemoralne. Podnosi kwestię szkodliwości społecznej współczesnych mediów.W przypadku Kononowicza można mieć wrażenie, że nie był świadomym swojej roli w zmianie w mentalności Polaków. Wydaje się, że nie do końca pozostawał aktywnym uczestnikiem wydarzeń, raczej bezwzględnie posługiwano się nim, żeby zaspokoić najniższe instynkty internetowej gawiedzi i zarobić na tym. Dobrym epitafium są słowa Tadeusza Truskolaskiego, prezydenta Białegostoku: „W sumie postać tragiczna, dobry człowiek wykorzystywany przez złych ludzi”.Czytaj także: Sejm bierze się za patostreamerów. Nawet pięć lat w więzieniu